Kryzys dopadł samorządy

6493Do końca roku pozostały trzy miesiące i o ile budżety na 2013 rok dla większości samorządów uda się jakoś zamknąć, to z przyszłorocznymi mogą być problemy. Dla wszystkich bez wyjątku.

Pytanie dlaczego?

Zacznijmy od budżetów tegorocznych. Uda się je „zamknąć”, ale z pewnością nie bez problemów. Niemal każda jednostka samorządu terytorialnego odczuwa już skutki kryzysu gospodarczego, a skala problemu zależy od rodzaju i wielkości samorządu. Z powodu skutków światowej recesji władze województw, powiatów i gmin są przez to zmuszone do weryfikacji wcześniej ułożonych budżetów.

Przykładem niech będzie budżetowy problem Mazowsza. Od stycznia do sierpnia tego roku wpływy z tytułu udziału w podatku dochodowym od osób prawnych CIT wyniosły 727 mln zł, tj. o 22,1 proc mniej niż w tym samym czasie ubiegłym roku. Stanowi to ubytek ok. 200 mln zł, który jest niemożliwy do odpracowania w kolejnych miesiącach roku. Szacuje się, że do końca 2013 roku do budżetu województwa mazowieckiego nie wpłynie ok. 340 mln zł planowanych pierwotnie dochodów. To dużo, bardzo dużo.

A nasze lokalne samorządy? Na dzień dzisiejszy w budżecie powiatu ełckiego mówi się o ubytku w udziale w podatku PIT kwoty 1,2 mln zł (do końca roku raczej ona wzrośnie). W budżecie miasta szacuje się, że będzie to kwota podobna do wyliczeń Ministra Finansów (nowelizacja budżetu państwa zakłada 8 proc. spadek dochodów), czyli ok. 2,2 mln zł. To pieniądze, których zabraknie, by pokryć zaplanowane wydatki.

Czy jest to wina złego planowania? Oczywiście nie! Wysokość dochodów samorządu ustala się na podstawie wskaźników podawanych przez Ministerstwo Finansów. Trudno więc winić samorządy o złe planowanie.

Mniejsze wpływy do budżetów samorządów związane są także z niżem demograficznym. Dramatycznie spadająca liczba uczniów, a tym samym wysokość subwencji oświatowej, przy niezmniejszającej się liczbie szkół i zatrudnionych pedagogów zmuszają organy prowadzące do dokładania z roku na rok coraz to większej kwoty pieniężnej.

Aż dziwnym i godnym podziwu jest to, że nasze lokalne samorządy robią wszystko, aby nie zwalniać nauczycieli.

Mniejsze wpływy wymuszą oszczędności i niestety istnieje zagrożenie, że z powodu spadku wpływów do budżetu nie będzie możliwości regulowania podstawowych zobowiązań budżetu, np. wypłaty wynagrodzeń pracownikom jednostek budżetowych takich jak placówki oświatowe oraz innych płatności, których nie można tak po prostu „sobie odpuścić”. Na szczęście wygląda na to, że nasze lokalne samorządy sobie poradzą, nie mają problemów z płynnością i nie zostanie zrealizowany „czarny scenariusz”.

Kryzys gospodarczy i niż demograficzny to niestety nie jedyne problemy jednostek samorządu terytorialnego. Znaczne kłopoty zafundował także ustawodawca, który wprowadza niekorzystne dla samorządów zmiany w prawie.

Pierwsza sprawa to cedowanie coraz większej ilości zadań na samorządy, za którymi nie zawsze idzie ich finansowanie. Przykładem na takie działania była niedawno sprawa pieczy zastępczej, która wywołała „panikę” w samorządach powiatowych – bez dodatkowego finansowania powodowała znaczną „dziurę” w budżetach powiatów. W Ełku była to kwota ok. 1 mln zł, którą trzeba było dołożyć z własnych środków! A przecież to tylko jeden z licznych przykładów.

Drugi, znacznie większy problem związany jest ze zmianą limitu zadłużenia, który ma wejść od przyszłego roku. Precyzyjnie określa go ustawa o finansach publicznych. Nie wchodząc w szczegóły wystarczy zaznaczyć, iż organ administracji publicznej (przykładowo rada miasta czy powiatu) nie uchwali budżetu, jeżeli nie spełni warunków wskaźnika ustalonego w ustawie. Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji uchwaleniem budżetu zajmie się Regionalna Izba Rozrachunkowa (RIO) i zrobi to w prosty sposób – uchwali wówczas jedynie zadania obligatoryjne, zadania fakultatywne (np. inwestycje) nie znajdą się w planie finansowym. I niestety grozi to wielu samorządom.

Aby bardziej uzmysłowić wprowadzane od stycznia przyszłego roku różnice w prawie, można podać dobrze obrazujące to dane liczbowe. Jeszcze w tym roku wskaźnik obsługi zadłużenia jest na poziomie 15 proc., proponowane zmiany „obniżą go” do około 5 proc. To bardzo duża różnica. Samorząd, który dziś spełnia warunki ustawowe, ma wskaźnik na bezpiecznym poziomie, jutro może nagle znaleźć się w grupie zagrożonej, której indywidualny wskaźnik zdolności kredytowej nie daje możliwości dalszego zadłużania się, a tym samym i inwestowania.

Inaczej mówiąc, pogorszenie się sytuacji samorządów (także naszych lokalnych) to nie efekt nadmiernego, bezmyślnego zadłużania się wynikający ze złego zarządzania. To nie samorządy zbliżyły się do limitów zadłużenia, tylko limity zadłużenia zbliżyły się do sytuacji finansowej w samorządach!

Jak już wspomniałem, nasze lokalne samorządy nie mają problemów z płynnością, mogą mieć co najwyżej problem ze wskaźnikami.

Analizując zadłużenie miasta Ełk oraz Powiatu Ełckiego, szczególnie na tle całego sektora, nie można powiedzieć, że są one mocno zadłużone. Są przecież w Polsce gminy, których wskaźniki sięgają 140-stu kilku procent. W Ełku kształtują się one na poziomie 40-stu kilku procent – to „średnia krajowa”. Ponadto w ełckich samorządach deficyt powstaje w związku z realizacją licznych i ważnych inwestycji, a nie w wyniku rozbuchanych wydatków bieżących, takich jak np. płace. Zarówno miasto jak i powiat są w stanie wygenerować znaczną nadwyżkę bieżącą (powiat nawet w wysokości ok. 2 mln zł). W zaistniałej sytuacji, nie można więc mówić o jakiejś naglącej potrzebie naprawy sytuacji finansowej, tylko o jej dostosowaniu do sytuacji prawnej.

Trzeba więc wyraźnie powiedzieć, że problemy finansowe, nękające większość samorządów wynikają także z zaniedbań po stronie ustawodawcy!

Niemniej, aby dostosować się do zmian trzeba konkretne działania szybko podjąć. Co prawda nie sprzyja temu przyszłoroczny rok wyborczy, ale chyba w Ełku wszyscy rozumieją, że jeżeli problem byłby zbagatelizowany, w następnych czekających nas latach, układanka finansowa samorządów mogłaby się rozsypać jak „domek z kart”. I na szczęście miasto oraz powiat już podejmują działania, które pomogą dostosować się do nowej sytuacji prawnej.

Po pierwsze trzeba odłożyć spłatę części długu „na potem”. Rolowanie długu nie jest niczym niezwykłym, a daje możliwość „złapania oddechu”. Miasto zaciągnęło już kredyt ze spłatą za około 10 lat, powiat przygotowuje się do emisji nowych obligacji, które spłacą część dotychczasowych długów.

Następnie trzeba będzie znacznie ograniczyć wydatki inwestycyjne (na co najmniej 2 – 3 lata) i finansowane ze środków europejskich. Konieczne będzie bardziej racjonalne wydatkowanie środków na działalność bieżącą i poszukiwanie innych, nie podatkowych źródeł dochodów oraz lepsze zarządzanie posiadanymi aktywami i być może komercjalizacja niektórych sfer działalności. Trzeba przy tym zaznaczyć, iż powiaty mają mniejsze pole do popisu niż gminy, gdyż właściwie nie mają dochodów własnych – ich dochody ustalane są niejako „odgórnie” i nie dysponują takimi majątkami jak gminy.

Podsumowując należy stwierdzić, że kryzys oraz zmiany w prawie spowodowały, iż samorządy powinny przygotować się na chudsze lata. Na szczęście nie powinny one trwać zbyt długo.

Rys. lolx.pl

One Comment

  1. tudzio said:

    Liczby są nieubłagane. Co piąty Polak jest zatrudniony w budżetówce 21,5 proc to jest fakt . Czy rzeczywiście taka proporcja jest potrzebna do funkcjonowania państwa ? a uprościć przepisy pozwalniać to okaże się że i podatek może być niższy i napędzi to szybciej gospodarkę niż dokręcanie śruby

Comments are closed.