Dzieci gorszego Boga?

Armia działkowców ruszyła do pracy. Nie przeszkadzają im nawet poranne przymrozki, a to znak, że już niedługo nadejdzie wiosna. Dla wielu działkowiczów jest to długo wyczekiwany okres nadziei i radości, bo działka, po długiej i dokuczliwej, często samotnej zimie, to relaks, pasja oraz własna, ekologiczna żywność.

To nie tylko pierwsze prace ogrodowe, ale przede wszystkim spotkania z dawno nie widzianymi sąsiadami, przyjaciółmi. Ile to znaczy dla człowieka wiedzą przede wszystkim osoby starsze przebywające na zasłużonych emeryturach – a to obecnie główni działkowicze.

Jestem emerytem i działkowcem od ponad dziesięciu lat – mówi pan Roman – działka, po śmierci mojej żony, to jedyne co mi zostało, bo dzieci za granicą. Tutaj w ludzi wstępuje dobra energia – kontynuuje po chwili – wszyscy sobie pomagamy, rzadko się zdarza, aby ktoś komuś odmówił. Nawet jak plecy bolą i nie mogę pracować to wolę być tu, bo to lepsze niż przed telewizorem drzemać… wszyscy wkładają w to miejsce mnóstwo serca – rozczulił się na koniec.

Obok na działce pojawia się pani Joanna. Słyszała naszą rozmowę. Pochodzę ze wsi – mówi na powitanie niepytana – tam moi rodzice mieli gospodarstwo. Jak byłam mała dużo pracowałam na gospodarce, potem pracowałam do emerytury w Ełku, ale miłość do ziemi w sercu pozostała. Mam 62 lata i teraz historia zatoczyła koło, mogę znów pracować w ziemi. Zapewnia, że ma „wszystko”. Sieje i sadzi sałatę, szczaw, buraki, marchew, truskawki, czosnek, cebulę i zioła – wymienia wszystko jednym tchem. Obok są porzeczki, wiśnia, kilka jabłonek i gruszek. Teraz jeszcze zima, ale panie Robercie latem …, latem to miejsce jest moim rajem – kończy.

Tu jest tak zawsze. Nikt nikogo nie zaprasza do rozmowy. W końcu Ludzie przychodzą na działki także po to by pogadać.

Na działkach widujemy pierwsze bociany, mamy świeże powietrze i kontakt z ludźmi. Wymieniamy swoje doświadczenia, rozmawiamy… – dodaje pan Zdzichu, który dołącza do rozmowy. To miejscowy „gaduła”, którego chyba wszyscy znają. Jak tylko zobaczy kogoś nowego, to choć przez chwilę musi pogadać. Dobrze jest wiedzieć – jak sam mówi – kogo na nasze działki ciągnie.

Szczerze mówiąc jestem trochę zaskoczony. Jest siódma rano, znalazłem się tutaj przez przypadek, a na działkach już tyle ludzi.

Co pan taki zdziwiony – odpowiada na moje zdziwienie pan Zdzichu – autobusy jeżdżą tu tylko przed siódmą, potem dopiero po dwunastej. Potem to „musztarda po obiedzie” – dodaje filozoficznie.

Niestety, ma rację. Zanim ruszyła budowa obwodnicy miasta do rodzinnych ogrodów działkowych „Relaks” i „Szarotka”, leżących przy drodze w kierunku Olecka, jeździły autobusy komunikacji miejskiej linii nr 15. Kiedy ze względu na budowę droga została zamknięta kursowanie autobusów tej linii zostało zawieszone. Teraz do tych ogrodów można dojechać jedynie autobusami linii nr 3 i nr 14. Problem w tym, że rozkład jazdy został tak ustalony, że autobusy jadą w kierunku działek wcześnie rano w godzinach od 5 do 7, a następnie dopiero po godzinie 12 – ej.

Kupiłbym sobie jakiś samochód, ale niestety … z tej emerytury – wzdycha pan Zdzichu. Na działkę jeżdżę ostatnio codziennie, a benzyna jest droga – mówi z żalem – zrobiłby się niezły wydatek. A i bez tego, jak wspominał, to kosztowne hobby. Na nasiona i sadzonki wydaje co roku średnio od 100 do 200 zł.

Niestety emerytury nie zawsze są na tyle wysokie, aby pozwalały na kupno i utrzymanie własnych środków lokomocji. A do działek położonych poza miastem trzeba jakoś dojechać.

I nie da się z tym nic zrobić? – pytam. Panie, a kogo to obchodzi. Młodych teraz interesuje tylko zabawa, co ich obchodzą emeryci – odpowiadają mi prawie chórem.

Jak się dowiedziałem Miejski Zakład Komunikacji, do którego zwracali się działkowcy, jak dotąd nie widzi możliwości uruchomienia linii nr 15 i twierdzi, że wykonuje tylko przewozy zakontraktowane przez władze miasta.

Czy władze miasta nie mogą uruchomić linii nr 15 w kierunku działek? – pyta mnie po chwili pani Joanna. Nas jest tu ponad tysiąc działkowców i członków ich rodzin – dodaje. A oni ciągle to samo – nie opłaca się. Czy wszystko teraz musi się opłacać? Nie można po prostu zrobić czegoś dla ludzi – pyta drżącym głosem.

Kryzys, wzrastające zadłużenie samorządów, powodują konieczność szukania dodatkowych oszczędności w budżecie. Dlatego też dochodzi do cięć nierentownych linii komunikacji miejskiej. Emeryci i renciści kupują bilety ulgowe lub w ogóle jeżdżą bez biletów

Czy naprawdę w budżecie miasta brakuje środków finansowych dla Miejskiego Zakładu Komunikacji na uruchomienie linii nr 15 do działek? – odezwał się w końcu pan Roman, który dotychczas tylko przysłuchiwał się rozmowie. – Mamy także wrażenie, że z budżetu miejskiego finansuje się wiele imprez dla dzieci, młodzieży i generalnie dla młodszych mieszkańców miasta, a nas starych spycha się na margines życia – brzmi to bardzo dramatycznie.- Co pan taki zdziwiony panie Robercie. Zrozumie pan jak będzie w moim wieku. Gówniana emerytura, do lekarza muszę czekać pół roku, a na działkę … jak będzie pan miał problem z kolanami, tak jak ja to pan zrozumie.

Może warto przeanalizować istniejące rozkłady jazdy autobusów MZK i wyeliminować kursy następujące krótko po sobie albo takie, którymi prawie nikt nie jeździ – pomyślałem. Na pewno pozwoliłoby to wygospodarować środki na uruchomienie kilku kursów autobusów linii nr 15 w kierunku działek. Zdaję sobie sprawę z tego, że taka linia mogłaby nie być dochodowa i miasto musiałoby ją dotować, ale wydaje mi się, że w samorządach nie wszystko musi być opłacalne. Są rzeczy, które powinno robić się dla ludzi. I myślę, że byłyby to dobrze wydane pieniądze. Chyba w każdym raporcie dotyczącym komunikacji miejskiej można przeczytać: „Inwestycje w komunikację publiczną i ograniczanie nadmiernego ruchu samochodowego powodują podniesienie jakości życia mieszkańców oraz przyczyniają się do wzrostu atrakcyjności miejsca zamieszkania” – nie mówiąc już o wdzięczności tych ludzi. No i musimy pamiętać, że też kiedyś będziemy na emeryturze. Nie wiem jak obecni włodarze miasta, ale ja w przyszłości nie chciałbym, aby ktoś, kto decyduje, nie liczył się z moimi problemami.

One Comment

  1. Mr. Big said:

    Dodatkowy kurs czy 2 nie byłyby jakimiś tam wielkim wydatkiem. Jeżeli mówimy o inwestycjach nie zorientowanych na zysk, to przecież ratusz co chwila organizuje jakąś imprezę, która tak naprawdę nie jest nastawiona na zysk. Warto złożyć wniosek do prezydenta i rady miasta oraz wójta i rady gminy, niech rozważą propozycję i odpowiedzą na nią.

Comments are closed.