Tag: Hobby

ustroń park linowyO parku linowym w Ełku głośno było już wiosną br. Miał powstać do sierpnia 2013 roku w sąsiedztwie Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego, na cyplu na jeziorze Ełckim.

I nagle zrobiło się o tym cicho. Zniknęły medialne przekazy, w miejscu planowanej budowy kompletnie nic się nie działo. Wydawało się, że całkowicie zapomniano o tej inwestycji. Na szczęście okazało się jednak, że cisza nie oznaczała rezygnacji z pierwotnych planów. Park linowy powstanie, a odpowiednie zapisy znalazły się w planie finansowym miasta na rok 2014. Po kilku nierozstrzygniętych przetargach wreszcie udało się dopiąć wszystkie sprawy z wykonawcą i najprawdopodobniej jeszcze w grudniu br. zostanie podpisana odpowiednia umowa, a do czerwca 2014 roku park linowy będzie gotowy.

Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, że spacer po linach i drewnianych kłodach zawieszonych wysoko nad ziemią gwarantuje moc wrażeń. Park linowy jest atrakcją dla wszystkich. Przede wszystkim dla ludzi odważnych i energicznych, ale też dla osób, które przez lęk wysokości boją się wspinać, bo dzięki temu, w bezpieczny sposób mogą przełamywać swoje słabości. Uczucie, które towarzyszy pokonywaniu kolejnych przeszkód jest niesamowite. To mieszanka strachu i ekscytacji. Warto sprawdzić na własnej skórze, jakie poczucie siły i wiary we własne umiejętności daje podniebny spacer i … jak szybko bije nasze serce, kiedy już zejdzie się na ziemię.

Zabawa w parku linowym dostarcza mnóstwo rozrywki nie tylko temu, kto akurat pokonuje podniebne przeszkody, lecz także obserwatorom. Gdy moja córka pokonywała coraz kolejne przeszkody, dosłownie „nabuzowany” adrenaliną obserwując jej spacer między drzewami, przeżywałem to bardziej niż ona sama. Naprawdę huśtanie się na lianach i inne akrobacje wykonywane na znacznej wysokości mogą przyprawić o drżenie nóg – nawet jak się to tylko obserwuje.

Dotychczas aby zakosztować podobnej rozrywki trzeba było jeździć do Olsztyna. Tam jest już kilka parków linowych. Dużo leśnych terenów, którymi szczyci się miasto wojewódzkie sprzyja tworzeniu takich miejsc, tym bardziej, że jest duże zapotrzebowanie na ten rodzaj rozrywki. Nie inaczej jest w Ełku. Wystarczy w parku postawić zwykłą ściankę wspinaczkową, a natychmiast ustawi się przy niej długa kolejka. Chętnych do skakania z drzewa na drzewo nigdy nie brakuje. Mamy to zakodowane w genach, bo któż z nas w dzieciństwie tego nie uwielbiał. Owszem wyrośliśmy, ale z pewnością nie z miłości do takiej zabawy. Dlatego czekam na park z nieukrywaną niecierpliwością.

Przypomnę tylko, że w Ełku powstaną trzy trasy linowe rozpięte pomiędzy drzewami i słupami lub wieżami. Każda składać się będzie z różnego rodzaju przeszkód linowych. Trasa maluch – przeznaczona dla dzieci między 3 a 12 rokiem życia, będzie miała 12 przeszkód i liczyć będzie około 60 metrów. Dzieci wspinać się będą między zbudowanymi wieżami. Przebiegać będzie tuż nad ziemią, dzięki czemu rodzice cały czas mają pełną kontrolę nad wyczynami swoich pociech. Choć całkowicie bezpieczna, trasa nie przypomina bynajmniej zwykłego placu zabaw. Trasa niska – przeznaczona dla osób powyżej 8-go roku życia, zawierać będzie 20 przeszkód. Jej długość będzie dwukrotnie większa niż trasa maluch. Trasa wysoka – dla młodzieży i dorosłych. Najdłuższa, licząca blisko 180 metrów, a na jej trasie będzie 12 przeszkód.

Nad bezpieczeństwem użytkowników czuwać będą ratownicy. Park będzie wyposażony także w monitoring.

Fot: park linowy w Ustroniu

Samorząd

Przeszliśmy chyba z kilka kilometrów, ale jakoś nie byłem zmęczony. Wciągająca zabawa oraz złota polska jesień, która dopiero tu za miastem, w lesie, ukazała swoje piękne oblicze, sprawiły że czułem się dosłownie świetnie.

Dałem się namówić na ten dłuższy spacer, bo byłem ciekawy, czym jest coraz bardziej popularny w Polsce Air Soft Guns, zabawa, która w Powiecie Ełckim ma znaczną liczbę pasjonatów.

Tutaj chwilę odpoczniemy – padła komenda – do celu mamy jeszcze kawałek drogi. Nie słyszałem abyśmy ustalali kto tego dnia dowodzi, ale muszę uczciwie dodać, że byłem tam gościnnie, więc nie musiałem tego wiedzieć. Dwudziestokilkuletni mężczyzna wyróżniający się ciekawą bródką, ze skupieniem analizował bardzo dokładną mapę. To wojskowa – powiedział z dumą, jakby jej zdobycie graniczyło z cudem. Czego szukamy – spytałem. Mimo, że jestem od niego chyba prawie dwa razy starszy popatrzył na mnie jak mentor na zupełnego nowicjusza. A ty co? Spałeś na odprawie? No tak, głupio zapytałem. Zabawa w Air Soft Guns polega na odszukaniu i zniszczeniu wroga. Nie jakiegoś wydumanego, ale prawdziwego i w dodatku uzbrojonego „po zęby”. Muszę przyznać, iż realizm zabawy zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.

Air Soft to gra terenowa. Najlepszą do niej scenerią jest las, stara fabryka … lub jakiekolwiek inne miejsce, gdzie nie będzie postronnych gapiów, gdzie można się schować, czołgać, skakać … i walczyć jak na prawdziwym polu bitwy. Bo o to w niej chodzi. Duży realizm Air Soft pozwala doskonale wczuć się w postać prawdziwego żołnierza, a zabawa wymaga od graczy pełnego zaangażowania oraz odpowiedniego wyposażenia. Jest kilka fajnych miejsc w okolicy Ełku, tak dla przykładu tzw. Wąwóz, Żwirownia, Mrozowy Las, Liski … – słyszę. Staramy się tam jeździć raz w tygodniu, zwykle jest to niedziela rano. Wówczas większość z nas może przyjechać, bo tak w tygodniu to nie da rady, ludzie pracują.

Ile kosztuje takie cacko? – pytam, patrząc z niemałą zazdrością, na doskonałą – wydaje mi się replikę jakiegoś karabinu. Nie tak znowu dużo – odpowiada Kamil, właściciel karabinu. To trochę kosztowało, ale już za stówę można jakąś broń kupić. Taką, która wystarczy do zabawy. Wszystkie wyglądają bardzo realistycznie, przed każdym strzałem wymagają ręcznego przeładowania. I to jest właśnie fajne – uprzedza moje pytanie.

Broń to najmniejszy wydatek – dodaje Paweł, to ten z bródką, brat Kamila – najwięcej wydaje się na wyposażenie. Ubiór militarny, plecaki, torby, ochraniacze … bezwzględnie trzeba mieć specjalne okulary lub gogle ochronne, bo szkoda by było stracić oko  … w sumie jest tego bardzo dużo. „Głupie” naszywki kosztują ponad dwadzieścia złotych. Ale bez tego ani rusz. To tworzy dodatkowy klimat. Wszystko ma być takie jak w „realu”.

Jak i czym to strzela? – pytam biorąc broń do ręki. O… jest tego dużo – Kamil najwyraźniej jest specem w temacie – zapowiada się więc dłuższy wykład – repliki mogą być sprężynowe, gazowe oraz elektryczne. Rodzajów broni jest bez liku. Są to zarówno pistolety, pistolety maszynowe, subkarabinki, jak i karabiny, a nawet strzelby pump-action … cokolwiek to znaczy – pomyślałem.  Wszystkie w skali 1:1. Długo by gadać. Wejdź na Internet i sobie popatrz. A czym to strzela? – przypomniał sobie po chwili, że i o to pytałem. Podał mi do ręki plastikową kulę. Kaliber 6 mm, mogą być też kauczukowe. Widziałem też takie z farbą.  

Tak jak w paintballu? – wyrwałem się z tezą – Jakim paintballu? – oburza się. Air Soft jest dużo lepszy. I przede wszystkim tańszy. Na paintball nie byłoby nas stać – Kamil definitywnie kończy dyskusję o wyższości jednej zabawy nad drugą, jednocześnie ruchem reki każąc nam się chować.

Instynktownie przywarłem do ziemi za jakimś brudnym krzakiem. Dobrze że jest sucho – na szczęście tylko o tym pomyślałem, a nie powiedziałem na głos – wyszedłbym w ich oczach na fajtłapę amatora. Fałszywy alarm – usłyszałem po chwili. Ruszamy. Czas wygrać tę rozgrywkę.

Czy to boli? Jak dostanie się taką kulką? – pytam. Paweł celuje we mnie jakby chciał to zademonstrować, widząc jednak moją reakcję przekłada broń do lewej ręki i odpowiada – jak ma się odpowiedni ubiór to nie, prawie nic się nie czuje … a tak … zależy z jak dobrej broni i z jakiej odległości do Ciebie strzelają. Zazwyczaj to tak, jakby komar ugryzł. Poza tym – dodaje Kamil – jak człowiek oberwie to jest tak wściekły, że wypada z gry, że nic poza irytacją nie czuje. Dlatego my zawsze staramy się wygrać – śmieje się – choć nigdy nie jest łatwo. Przeciwnicy są coraz lepsi.

A jak wiecie, że ktoś inny dostał? No, jak nie macie kul z farbą? – pytam. Nigdy nie mamy, ciuchy niszczą … Zazwyczaj nie wiemy – wrócił do mojego pytania – brak śladu pozostawianego przez kulki na ubraniu czyni z tej zabawy elitarną formę rozgrywki, stawiającą fair play na najwyższym poziomie – zakończył filozoficznie, ale widać było, że jego samego rozbawiła taka odpowiedź.

Daleko latają takie kule? – rozmowa wciąga mnie coraz bardziej. Te tańsze modele sprężynowe ze dwadzieścia metrów, te lepsze nawet pięćdziesiąt metrów. Widziałem jednak karabinek snajperski, prawdziwe cudo … gość twierdził, że ma zasięg sto metrów i ja mu wierzę. Kiedyś będę taki miał – uśmiechnął się od ucha do ucha. Na razie zbieram na laserowy wskaźnik celu, to też fajny gadżet.

To legalne? – pytam, choć znam odpowiedź i wiem, że tak. No jasne. Wszystko można kupić bez zezwolenia.

Paweł dał znak abyśmy zamilkli. Co zając? – zaśmiał się cicho Kamil. Zając? – byłem zdziwiony. No tak, myślałem wówczas że padnę na ziemie i nie wstanę. Ze śmiechu. Inni też mieli spory ubaw. Podczas jednej z zabaw – wyjaśnia – chcieliśmy obejść przeciwnika i zaatakować go od tyłu. Po wyjściu z lasu weszliśmy na pole. W tym właśnie momencie, nie wiem jak i skąd, prosto na Pawła skoczył całkiem duży zając. Odbił się od niego i pognał przed siebie. Nikt nie zwrócił by na to większej uwagi gdyby nie jego zachowanie. Był zaskoczony, zszokowany i nieźle wystraszony. Widok jego miny był dosłownie bezcenny.  

W odległości jakichś dwudziestu metrów od nas znajdował się zbudowany z gałęzi szałas. Tam trzymają jednego z naszych – Kamil ledwie słyszalnie szepnął mi do ucha, po czym chyba odruchowo przeładował broń. To dobrze strzeżone wiezienie, należy być ostrożnym, nie wykluczam zasadzki – dodał Paweł.

Choć nie dostrzegłem tam dobrze strzeżonego więzienia, ba nawet w ogóle więzienia, a tylko rozlatującą się, źle ułożoną, nawet jak na szałas kupę gałęzi, to siedziałem cicho. Tak widocznie było w naprędce i chyba tylko dla mnie skleconym scenariuszu. To ja chciałem zobaczyć jak wygląda zabawa, wiec coś tam wymyślili i zabrali mnie do lasu. Normalnie tworzenie scenariusza trwa znacznie dłużej i poświęcany jest na niego czas wielu osób. Wszystko po to, aby w jak najdrobniejszych szczegółach zaplanować grę, tak by była realna, nie taka prosta jak dziś, no i najważniejsze – aby nikt przypadkowo nie przeszkodził, bo to psuje realizm. Czasem jednak są to „spontany”, ktoś rzuci jakiś pomysł i tak zostaje, przeważnie akcje odgrywane są po dwa razy – słyszę wyjaśnienie. Jednakże cel zawsze jest ogólnie prosty – wykonać jakieś wymyślone zadanie lub zadania przy jednoczesnym wyeliminowaniu przeciwnika. I trzeba cały czas pamiętać, że każde trafienie kulką wyklucza z dalszej gry, jak na realnym polu walki.

Ostatnio mieliśmy odnaleźć skoczka spadochronowego. Drużyny, których było kilka, mogły walczyć przeciw sobie, a ta, która znalazła skoczka wygrała. Koniec gry skoczek zasygnalizował wystrzeleniem racy. To była jedna z lepszych gier – Paweł wzdycha z sentymentem. W sumie w Ełku w Air Soft bawi się czterdzieści osób – dodaje Kamil – ale nawet jak zbierze się dziesięć osób można rozegrać krótkie scenariusze jak np. ochrona Vipa – sześć, siedem osób ochrania, a reszta „poluje” na Vipa – opowiada. Są w sumie trzy grupy: „ACE”, „Zajechani” oraz  „Sekcja 8”. Nasza liczba zmienia się co sezon, dochodzą nowe osoby, a stare odchodzą z różnych przyczyn. Niestety sporo młodych osób wyjeżdża z miasta za pracą.

Rozdzielamy się – usłyszałem. Ale zaraz, ja nie mam broni – zabrzmiało to jak krzyk rozpaczy. No tak – Paweł był trochę zakłopotany – zapomniałem, weź mój pistolet – na szczęście uzbrojony był lepiej niż myślałem. Rozbiegli się na boki, zostałem sam i za bardzo nie wiedziałem co robić. Oni już nie raz grali razem i pewnie mieli jakąś swoją taktykę, a ja … nawet nie myślałem, że dam się w to wciągnąć. Stałem przez chwilę gapiąc się na stojące obok drzewo. I co dalej? Zostałem sam … a co mi tam, idę!

Długo się nie pobawiłem. Jak tylko wychyliłem się zza drzewa kawałek plastiku uderzył mnie w pierś. Przyznam byłem rozczarowany, widziałem się przez chwilę nawet w roli bohatera, a tak … no nic, następnym razem. Ale misja zakończyła się sukcesem. Uwolnienie zakładnika oraz likwidacja wrogów była niezwykle sprawna i zakończyła się pełnym powodzeniem! I to dzięki mnie … bo byłem „przynętą”, która ujawniła wrogów. Muszę przyznać – skuteczna taktyka.

Jednakże, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, obserwując niektórych kumpli Pawła i Kamila, że ta fascynująca i niezwykle realistyczna zabawa w wojnę jest jednak przez niektórych traktowana chyba zbyt poważnie. Przegrana jest jakby ujmą na honorze. To jeszcze nic – Kamil przyniósł mi ciepłej herbaty – widzisz na niektórych strzelankach niektórzy dorośli zachowują się gorzej niż ci co mają dwanaście – trzynaście lat. W życiu byś nie pomyślał, że dorosły może tak się zachowywać. Tacy często porażki biorą niezwykle serio. Kiedyś pamiętam jakiś facet obładowany sprzętem za grube tysiące, któremu chyba wydawało się, że jest królem dżungli, wypada zza pagórka i … dostaje kulkę prosto w klatę. Przechytrzył go dzieciak, który miał 13 lat i najtańszą na rynku broń, a ze sprzętu tylko jakieś stare, kupione z odzysku okulary. Gościu zdziwiony obrzucał młodego bluzgami, pamiętam jak krzyczał, że młody gra za dobrze i na pewno oszukuje, a po czasie doszukiwał się w zasadach czort wie czego … ubaw mieliśmy po pachy, ale prawda jest taka, że takich ludzi, nie mających odpowiedniego dystansu do zabawy, w ogóle nie powinno z nami być. To przecież tylko zabawa. Na szczęście tacy trafiają się rzadko.

Ile trzeba mieć lat, aby korzystać z Air Soft Guns? – pytam przy tej okazji. W Polsce nie ma ograniczeń wiekowych. Teoretycznie bawić się mogą osoby w dowolnym wieku. Czasem jeździ z nami w drużynie czternastolatek, który naprawdę potrafi zaskoczyć pomysłowością, a i samo zachowanie z repliką pod względem bezpieczeństwa też opanował na dobrym poziomie. Nie ma więc reguły, ale lepiej jak osoby młodsze bawią się wyłącznie pod opieką osób dorosłych.

To co tego dnia przeżyłem, to tylko niewielka namiastka zabawy. W Polsce organizowane są dochodzące nawet do kilkuset (a i kilku tysięcy) uczestników manewry i zloty pasjonatów. Są to spotkania ludzi o tej samej pasji, na których rozgrywane są liczne scenariusze o charakterze militarnym. Liczy się dobra i kulturalna zabawa. Mimo że Air Soft przybiera różne formy – dla jednych jest to zwykła zabawa połączona z pasją, dla drugich element szkolenia w działalności paramilitarnej – to na polu walki airsoftowej spotykają się i sprawdzają swoje umiejętności przedstawiciele zarówno pierwszych jak i drugich.

Air Soft cechuje uniwersalność, jest to doskonała zabawa dla każdego bez względu na wiek, płeć, czy pozycję społeczną. Dlatego gorąco polecam ją każdemu.

 

Inne Proponowane

Armia działkowców ruszyła do pracy. Nie przeszkadzają im nawet poranne przymrozki, a to znak, że już niedługo nadejdzie wiosna. Dla wielu działkowiczów jest to długo wyczekiwany okres nadziei i radości, bo działka, po długiej i dokuczliwej, często samotnej zimie, to relaks, pasja oraz własna, ekologiczna żywność.

To nie tylko pierwsze prace ogrodowe, ale przede wszystkim spotkania z dawno nie widzianymi sąsiadami, przyjaciółmi. Ile to znaczy dla człowieka wiedzą przede wszystkim osoby starsze przebywające na zasłużonych emeryturach – a to obecnie główni działkowicze.

Jestem emerytem i działkowcem od ponad dziesięciu lat – mówi pan Roman – działka, po śmierci mojej żony, to jedyne co mi zostało, bo dzieci za granicą. Tutaj w ludzi wstępuje dobra energia – kontynuuje po chwili – wszyscy sobie pomagamy, rzadko się zdarza, aby ktoś komuś odmówił. Nawet jak plecy bolą i nie mogę pracować to wolę być tu, bo to lepsze niż przed telewizorem drzemać… wszyscy wkładają w to miejsce mnóstwo serca – rozczulił się na koniec.

Obok na działce pojawia się pani Joanna. Słyszała naszą rozmowę. Pochodzę ze wsi – mówi na powitanie niepytana – tam moi rodzice mieli gospodarstwo. Jak byłam mała dużo pracowałam na gospodarce, potem pracowałam do emerytury w Ełku, ale miłość do ziemi w sercu pozostała. Mam 62 lata i teraz historia zatoczyła koło, mogę znów pracować w ziemi. Zapewnia, że ma „wszystko”. Sieje i sadzi sałatę, szczaw, buraki, marchew, truskawki, czosnek, cebulę i zioła – wymienia wszystko jednym tchem. Obok są porzeczki, wiśnia, kilka jabłonek i gruszek. Teraz jeszcze zima, ale panie Robercie latem …, latem to miejsce jest moim rajem – kończy.

Tu jest tak zawsze. Nikt nikogo nie zaprasza do rozmowy. W końcu Ludzie przychodzą na działki także po to by pogadać.

Na działkach widujemy pierwsze bociany, mamy świeże powietrze i kontakt z ludźmi. Wymieniamy swoje doświadczenia, rozmawiamy… – dodaje pan Zdzichu, który dołącza do rozmowy. To miejscowy „gaduła”, którego chyba wszyscy znają. Jak tylko zobaczy kogoś nowego, to choć przez chwilę musi pogadać. Dobrze jest wiedzieć – jak sam mówi – kogo na nasze działki ciągnie.

Szczerze mówiąc jestem trochę zaskoczony. Jest siódma rano, znalazłem się tutaj przez przypadek, a na działkach już tyle ludzi.

Co pan taki zdziwiony – odpowiada na moje zdziwienie pan Zdzichu – autobusy jeżdżą tu tylko przed siódmą, potem dopiero po dwunastej. Potem to „musztarda po obiedzie” – dodaje filozoficznie.

Niestety, ma rację. Zanim ruszyła budowa obwodnicy miasta do rodzinnych ogrodów działkowych „Relaks” i „Szarotka”, leżących przy drodze w kierunku Olecka, jeździły autobusy komunikacji miejskiej linii nr 15. Kiedy ze względu na budowę droga została zamknięta kursowanie autobusów tej linii zostało zawieszone. Teraz do tych ogrodów można dojechać jedynie autobusami linii nr 3 i nr 14. Problem w tym, że rozkład jazdy został tak ustalony, że autobusy jadą w kierunku działek wcześnie rano w godzinach od 5 do 7, a następnie dopiero po godzinie 12 – ej.

Kupiłbym sobie jakiś samochód, ale niestety … z tej emerytury – wzdycha pan Zdzichu. Na działkę jeżdżę ostatnio codziennie, a benzyna jest droga – mówi z żalem – zrobiłby się niezły wydatek. A i bez tego, jak wspominał, to kosztowne hobby. Na nasiona i sadzonki wydaje co roku średnio od 100 do 200 zł.

Niestety emerytury nie zawsze są na tyle wysokie, aby pozwalały na kupno i utrzymanie własnych środków lokomocji. A do działek położonych poza miastem trzeba jakoś dojechać.

I nie da się z tym nic zrobić? – pytam. Panie, a kogo to obchodzi. Młodych teraz interesuje tylko zabawa, co ich obchodzą emeryci – odpowiadają mi prawie chórem.

Jak się dowiedziałem Miejski Zakład Komunikacji, do którego zwracali się działkowcy, jak dotąd nie widzi możliwości uruchomienia linii nr 15 i twierdzi, że wykonuje tylko przewozy zakontraktowane przez władze miasta.

Czy władze miasta nie mogą uruchomić linii nr 15 w kierunku działek? – pyta mnie po chwili pani Joanna. Nas jest tu ponad tysiąc działkowców i członków ich rodzin – dodaje. A oni ciągle to samo – nie opłaca się. Czy wszystko teraz musi się opłacać? Nie można po prostu zrobić czegoś dla ludzi – pyta drżącym głosem.

Kryzys, wzrastające zadłużenie samorządów, powodują konieczność szukania dodatkowych oszczędności w budżecie. Dlatego też dochodzi do cięć nierentownych linii komunikacji miejskiej. Emeryci i renciści kupują bilety ulgowe lub w ogóle jeżdżą bez biletów

Czy naprawdę w budżecie miasta brakuje środków finansowych dla Miejskiego Zakładu Komunikacji na uruchomienie linii nr 15 do działek? – odezwał się w końcu pan Roman, który dotychczas tylko przysłuchiwał się rozmowie. – Mamy także wrażenie, że z budżetu miejskiego finansuje się wiele imprez dla dzieci, młodzieży i generalnie dla młodszych mieszkańców miasta, a nas starych spycha się na margines życia – brzmi to bardzo dramatycznie.- Co pan taki zdziwiony panie Robercie. Zrozumie pan jak będzie w moim wieku. Gówniana emerytura, do lekarza muszę czekać pół roku, a na działkę … jak będzie pan miał problem z kolanami, tak jak ja to pan zrozumie.

Może warto przeanalizować istniejące rozkłady jazdy autobusów MZK i wyeliminować kursy następujące krótko po sobie albo takie, którymi prawie nikt nie jeździ – pomyślałem. Na pewno pozwoliłoby to wygospodarować środki na uruchomienie kilku kursów autobusów linii nr 15 w kierunku działek. Zdaję sobie sprawę z tego, że taka linia mogłaby nie być dochodowa i miasto musiałoby ją dotować, ale wydaje mi się, że w samorządach nie wszystko musi być opłacalne. Są rzeczy, które powinno robić się dla ludzi. I myślę, że byłyby to dobrze wydane pieniądze. Chyba w każdym raporcie dotyczącym komunikacji miejskiej można przeczytać: „Inwestycje w komunikację publiczną i ograniczanie nadmiernego ruchu samochodowego powodują podniesienie jakości życia mieszkańców oraz przyczyniają się do wzrostu atrakcyjności miejsca zamieszkania” – nie mówiąc już o wdzięczności tych ludzi. No i musimy pamiętać, że też kiedyś będziemy na emeryturze. Nie wiem jak obecni włodarze miasta, ale ja w przyszłości nie chciałbym, aby ktoś, kto decyduje, nie liczył się z moimi problemami.

Proponowane Samorząd

Przedzierać się przez las z obawą, iż wytropią cię złowrogie, ciemne siły Mordoru, podpisywać przymierze z krasnoludami, elfami lub być na usługach wszechpotężnego maga … zastrzeżone tylko dla książek, filmów lub wyobraźni? Niekoniecznie.

Fani LARP przenoszą się w światy, o których zwykli śmiertelnicy mogą tylko poczytać lub pomarzyć. LARP to rozgrywana na żywo gra terenowa, w której gracze jak najpełniej wcielają się w odgrywane przez siebie postaci. Gry zazwyczaj odbywają się w wyimaginowanych światach, tworzonych przez organizatorów. Są to swoiste teatry improwizacji, a można stworzyć cokolwiek: świat zamieszkany przez orki, gobliny, elfy, krasnoludy – niczym z Tolkienowskiej powieści, albo świat znany z serialu Battlestar Galactica. Co tylko sobie wymyślimy, co tylko przyjdzie nam do głowy, albo wyczytamy w powieści fantasy. Jedynym ograniczeniem jest tak naprawdę nasza wyobraźnia.

Istotne są umiejętności aktorskie. Każdy z uczestników po prostu z przekonaniem musi wczuć się w postać, ze wszystkimi jej wadami i zaletami.

Nad prawidłowym przebiegiem zabawy oraz przestrzeganiem ustalonych wcześniej reguł czuwają organizatorzy i „duchy opiekuńcze”. Ich zadaniem jest też dopilnowanie, aby gra była bezpieczna.

Z LARP-ów się nie wyrasta. W zabawie biorą udział zarówno nastolatki, jak i osoby przeżywające drugą młodość, które na co dzień są poważnymi rodzicami, urzędnikami, przedsiębiorcami – podczas gry wszyscy z entuzjazmem wcielają się w fantastyczne postaci z naszych marzeń.

Koszt wzięcia udziału w konwencie to zazwyczaj kilkadziesiąt złotych, ważne jest także stworzenie odpowiednio dobranego kostiumu. Niektórzy gracze potrafią wydać na strój nawet kilka tysięcy złotych – to nie tylko suknie, biżuteria, buty szyte na zamówienie, ale także bezpieczna stylizowana broń – walka jest bowiem istotną częścią większości gier. Trzeba też pamiętać, aby nie było żadnych eksponatów związanych z nowoczesnością – zegarków, komórek itd. Klimat musi być w 100 proc. autentyczny.

Profesjonalna gra często nie kończy się po kilku godzinach, a trwa nawet kilka dni. Dlatego też takie spotkania przygotowywane są z noclegami, w odpowiednio przygotowanych miejscach.

A może by zorganizować coś takiego i u nas? Chętnych zapaleńców z pewnością by nie zabrakło.

Fot: Gazeta.pl

Inne Proponowane

To najważniejsze przesłanie dzisiejszego spotkania z Marią Czubaszek.

Bo nie ma tematów tabu: polityka, religia, my sami. Nauczmy się żartować ze wszystkiego co nas otacza, a będziemy lepsi … to i świat będzie lepszy.

Inne