Strategia wyborcza PiS

rys.Krauze_strategia-wyborczaTacy niestety jesteśmy, że często podejmujemy decyzje pod wpływem emocji. I tych złych i tych dobrych, gdy się gniewamy i gdy jesteśmy zakochani. Potem gdy emocje opadają i wraca zdrowy rozsądek często żałujemy swoich decyzji. Tę prawidłowość wykorzystują marketingowcy partii politycznych. Grają naszymi emocjami, bo dobrze wiedzą, że w czasie kampanii, dzięki temu mogą wygrać wybory.

Wiedzą o tym także spin-doktorzy PiS i wokół emocji budują swoją strategię wyborczą. Najważniejsze dla nich jest teraz wykorzystanie – ile się da – tragedii pod Smoleńskiem. Dowodów na to nie trzeba specjalnie szukać. Słowa Jarosława Kaczyńskiego zawarte w oświadczeniu o kandydowaniu, rozdawanie czarno-białych zdjęć tragicznie zmarłej pary prezydenckiej w zamian za podpis poparcia i przede wszystkim „smutne” miny polityków PiS występujących przed kamerami, o których już pisałem – to pierwsze elementy tego politycznego planu. Jestem przekonany, że zaraz symbole żałoby narodowej będą widczne na bilbordach, plakatach wyborczych i wszędzie tam, gdzie można dotrzeć do wyborcy.

Drugą częścią tej strategii będzie dzielenie społeczeństwa. Jeszcze do niedawna sprawa była jasna i politycznie wygodna. Polska była podzielona na postkomunistów i obóz solidarnościowy. Łatwo było więc sterować emocjami wyborców przypisując ludzi do jednej z wymienionych grup. Teraz ten podział wyraźnie się zatarł i nie wywołuje już jakiegoś specjalnego zainteresowania. Dlatego PiS próbuje wywołać inne podziały. Plan sztucznego podziału na Polskę socjalną i liberalną nie wypalił, więc przedstawiciele tej partii próbują stworzyć nowy: prawdziwi patrioci i „nie prawdziwi” patrioci, spadkobiercy „patriotycznej elity” – która zginęła w katastrofie lotniczej i elita „nie patriotyczna” – której nie było w samolocie. Ci co chcą wypełniać polityczny testament Lecha Kaczyńskiego i ci co go krytykowali, gdy jeszcze żył.

Wpisują się w to m.in. anonimowe ulotki, które pojawiły się na ulicach Warszawy – pod napisem „Polityczne i medialne karły udające autorytety” zamieszczono zdjęcia znanych polityków i dziennikarzy, którzy krytykowali w przeszłości Lecha Kaczyńskiego. Na ulotce widnieją zdjęcia Jacka Żakowskiego, Grzegorza Miecugowa, Julii Pitery, Janusza Palikota, Magdaleny Środy, Stefana Niesiołowskiego, Donalda Tuska, Michała Figurskiego, Bronisława Komorowskiego, Radosława Sikorskiego, Lecha Wałęsy, Tomasza Lisa, Piotra Najsztuba, Piotra Tymochowicza, Mikołaja Lizuta, Kazimierza Kutza, Katarzyny Kolendy-Zaleskiej. Co na to PiS? Rozumiem, że osoby, które stworzyły tę ulotkę zrobiły to, bo czuły się urażone wcześniejszymi obraźliwymi wypowiedziami pod adresem prezydenta – mówi poseł Adam Hofman. Jest to wypowiedź w tym samym stylu co wypowiedź posłanki Beaty Kempy, która w komentarzu do dokumentu Solidarni 2010 mówiła, że jest autentyczną wypowiedzią Polaków – a może aktorów, którzy tam występowali?

Moim zdaniem to obrzydliwa, brutalna walka wyborcza, która wykracza już poza wszelkie granice przyzwoitości.Ma rację Włodzimierz Cimoszewicz mówiąc, że po tych wyborach Polska może wyjść podzielona i poobijana. Jeżeli będziemy siekierą rąbali społeczeństwo na dwie części, to na pewno nie wyjdzie bardziej zjednoczona i pełniejsza, silniejsza, bardziej patriotyczna, a głęboko podzielona (…) Po zakończeniu wyborów, gdy już będziemy mieli nowego prezydenta, część wyborców, których faworyt nie wygrał, będzie się odnosiła z nienawiścią do wybranego prezydenta. W ten sposób nie buduje się demokratycznego społeczeństwa – dodał w „Kropce nad i” w TVN24 były premier.

Kolejny z elementów tej strategii polega na niepokazywaniu Jarosława Kaczyńskiego w mediach. Szczerze mówiąc było to trochę dziwne, że decyzję o starcie w wyborach prezydenckich nie ogłosił on sam tylko szefowa jego sztabu, ale pewnie tak podpowiedział mu Adam Bielan. Niech wyborcy wiedzą, że jeszcze przeżywa żałobę. Nie wątpię, że tak jest, ale na pogrzebach ofiar katastrofy przemawiał i głos mu wcale się nie trząsł. Brak prezesa PiS w mediach to przede wszystkim efekt obserwacji z upływającej kadencji. Jak Kaczyńskich z jakichś przyczyn nie było w telewizji ich notowania rosły. Jak tylko się pojawiali i coś komentowali to natychmiast wskaźniki poparcia spadały. Poza tym niepokazywanie Jarosława jest bezpieczniejsze. On zawsze może coś „chlapnąć”, co skutecznie zniechęca do jego partii.

Innym pomysłem PiS na walkę wyborczą jest „granie charyzmą”. Jarosław Kaczyński pokazywany jest jako człowiek z ogromną charyzmą, natomiast przeciwników politycznych oskarża się o jej brak. Joanna Kluzik-Rostowska jak zaprogramowana powtarza w różnych mediach, że Bronisław Komorowski to polityk drugiego formatu, bez charyzmy. Nie za bardzo rozumiem dlaczego marszałek sejmu, były minister i wiceminister różnych rządów może być politykiem drugiego formatu – no, chyba że jest w naszym kraju tylko jeden polityk pierwszego formatu – Jarosław Kaczyński. Obyśmy tylko nie mylili charyzmy z czymś innym …

Rys: www.rp.pl

2 Comments

Comments are closed.