Sól na naszych ulicach

0001YSJH27TLK1G6-C102Jakoś ostatnio mniej interesuje mnie polityka, a więcej inne tematy.

Może to efekt zmęczenia, zniechęcenia, a może po prostu chwilowego znudzenia. Nie wiem, widocznie czasem trzeba od polityki przez moment odpocząć.

Za to coraz bardziej pociągają mnie tematy ekologii. To chyba znak, że nieuchronnie zbliża się wiosna. Jednakże, póki jeszcze zima rządzi w najlepsze, jeden „zimowy” oklepany już trochę temat – a mianowicie sypanie soli na nasze ulice.

Nie wiadomo czemu, po każdych opadach śniegu, firmy odpowiedzialne w Polsce za oczyszczanie miasta z uporem maniaka sypią sól na ulice i chodniki. I nie wiadomo w sumie dlaczego. Kosztuje to pewnie „od groma”, a korzyści żadne. Bo kto na tym zyskuje? Kopalnie soli, warsztaty samochodowe, producenci butów, firmy, które łatają dziury w zniszczonych zimą ulicach?

W sumie mógłbym się pogodzić z naprawą butów, samochodu, nawet z brodzeniem w szarej, obrzydliwej kaszy, która się wytwarza na chodnikach i ulicach po posypaniu śniegu solą – choć uważam, że po zaśnieżonych chodnikach chodzi się dużo bezpieczniej i przyjemniej niż po słonym i brudnym błocie pośniegowym – ale jakoś nie mogę się pogodzić z kosztami zniszczonych przez sól drzew, trawników, a także szkodami w ekosystemach wodnych, bo sól z naszych dróg spływa ostatecznie do jeziora – czym nikt nie zawraca sobie głowy.

Wzrost stężenia soli w glebie uniemożliwia korzeniom roślin pobieranie wody, w konsekwencji powodując ich karłowacenie i usychanie.

W Skandynawii nie ujrzymy żadnych solarek! Pługi i inny ciężki sprzęt zgarniają część śniegu – resztę ubijają. Drogi posypuje się piaskiem i żwirem, nigdy solą, która jest od dawna tam zakazana. Koszty są mniejsze, bo potem piasek, czy żwir można wiosną zebrać i wykorzystać ponownie. Podobne rozwiązania wprowadzają Słowacy – a my… My nie lubimy żadnych zmian, nawet gdy są rozsądne.

A przecież jako alternatywę dla chlorku sodu stosuje się nie tylko piasek i żwir, to może być chociażby chlorek wapnia wzbogacony m.in. substancjami hamującymi korozję oraz utrzymującymi właściwą kwasowość. Chlorek wapnia jest skuteczniejszy w niskich temperaturach i mniej szkodliwy dla roślinności.

Niech ktoś może policzy nie tylko wydatki na sól i odnowienie zieleni. Policzmy też wymianę chodników, krawężników, dodatkowe miliony na remonty dróg i może jak potrafimy straty zdrowotne. Albo nie liczmy, tylko przestańmy wreszcie solić.

Dlatego zwracam się do radnych – zastanówcie się czy wzorem innych miast nie warto zakazać w Ełku sypania soli na ulice?

Fot: rmf24.pl