Kryzys

Jak podał wczoraj GUS, polski PKB wzrósł w II kwartale o 4,3 proc., po wzroście o 4,4 proc. w I kwartale. Ekonomiści oczekiwali 4,1-4,2 proc. To bardzo dobra wiadomość pokazująca, iż Polska gospodarka jest póki co w dobrej kondycji.

Jednak ekonomiści są zgodni – takiego tempa wzrostu nie zdołamy utrzymać w następnych kwartałach. Obserwując nerwowe reakcje na światowych giełdach można z dużym prawdopodobieństwem prognozować powrót kryzysu gospodarczego, szczególnie w strefie euro, co z pewnością przełoży się na polski wzrost gospodarczy.

Atmosfera powrotu kryzysu gospodarczego sprzyja powstawaniu prawdziwych kosmicznych teorii na walkę z kryzysem. W ostatnim wywiadzie dla telewizji CNN noblista Paul Krugman stwierdził: Jeśli odkrylibyśmy, że kosmici planują na nas atak i musimy powziąć ogromne starania, aby odeprzeć kosmiczne niebezpieczeństwo, inflacja i deficyt byłyby sprawami drugorzędnymi. Potrwałoby to 18 miesięcy, a potem ogłosiłoby się: Nie mieliśmy jednak racji, była to pomyłka i obcy do nas nie lecą. W jednym z odcinków Strefy mroku naukowcy zrobili podobnie, aby ustanowić pokój na świecie. Tym razem tego nie potrzebujemy, ale za pomocą takiego scenariusza sprowokowalibyśmy pewien bodziec dla gospodarki.

Inaczej mówiąc nie ważne jak pobudzać gospodarkę, ważne w ogóle to robić. Już Keynes swojego czasu proponował, aby robotnicy najpierw kopali doły, a potem je zakopywali, dzięki czemu stworzy się zatrudnienie. Problem polega jednak na tym, że polityka pobudzania gospodarki przez rządy jak na razie się nie sprawdza. Doprowadziła jedynie do nadmiernego zadłużenia państw i groźby ich bankructwa.

Całe szczęście, że w 2008 roku rząd Tuska, w przeciwieństwie do innych państw zaczął oszczędzać. Dotowanie przedsiębiorstw na dłuższą metę nie przynosi korzyści, blokuje wzrost gospodarczy i jest kosztowne dla podatników. Nie wszyscy to rozumieli. Dziś przedstawiciele PiS udają, że zapomnieli o swoich nawoływaniach z początku światowego kryzysu, aby pompować pieniądze w słabnące branże. Ciekawe jak szybko pogrążyliby polską gospodarkę w przypadku wygranych wyborów?