Kategoria: Gospodarka

i1129071Jeremy Clarson, była już gwiazda BBC, zauważył: Nasz rząd to banda idiotów. Chcą żebyśmy kupowali jak najwięcej nowych samochodów. Potem płacili VAT, potem podatek, potem podatek od VAT-u, potem podatek od VAT-u i od paliwa. A no końcu mówią nam żebyśmy do pracy jeździli autobusami …

Cytat, moim zdaniem, w cudowny sposób oddaje mentalność podatkową, jej zawiłość, często pozorną bezsensowność skierowaną jednakże na skuteczność zwiększania wpływów do budżetu państwa. Dlatego nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem o „idiotach”, bo podatek VAT, to z punktu widzenia skarbu państwa podatek doskonały, umożliwiający zwiększanie wpływów do budżetu państwa chociażby tylko poprzez odpowiednie interpretowanie przepisów.

Konstrukcja VAT z definicji jest wręcz banalna. VAT, czyli podatek od wartości dodanej, płaci konsument, czyli każdy z nas. Sprzedawca po prostu dolicza odpowiedni podatek do ostatecznej ceny, my to płacimy, a on musi go tylko przekazać urzędowi skarbowemu. Proste? Jak konstrukcja cepa … W praktyce jednak, delikatnie mówiąc, stwarza niemałe i drażniące problemy.

I nie tylko dlatego, że płacimy za towar więcej niż moglibyśmy. Niuanse doprowadzające do płacenia podatku od podatków są wręcz „przecudne”. Przykład – oto odpowiednie zapisy ustawy, a konkretnie z art. 29a ust. 6 ustawy o VAT mówi nam, iż podstawa opodatkowania obejmuje podatki, cła, opłaty i inne należności o podobnym charakterze, z wyjątkiem kwoty samego podatku od towarów i usług. Co to oznacza? Świetnie wiedzą ci, którzy sprowadzili samochód z zagranicy. W pierwszej kolejności zapłacili cło, a następnie, od powiększonej o nie wartości – akcyzę. Następnie od kwoty powiększonej o cło i akcyzę trzeba uiścić VAT.

Komentarz? No cóż, takie jest życie, są owce i Ci co je strzygą. W tym przypadku „fryzjerem” jest fiskus.

Nas to wkurza, bo płacimy, ale dla przedsiębiorcy połapać się w tym najprostszym i „przyjaznym” dla nich  wydawałoby się podatku, to istne „mistrzostwo świata”.

Sprawdzając dowolny niemal przepis ustawy o VAT poruszamy się odbijając od kolejnych przepisów. Kolejny przykład – art. 17 ust. 3: W przypadkach wymienionych w art. 27 ust. 3 przepis ust. 1 pkt. 4 stosuje się, jeżeli usługobiorcą jest podatnik, o którym mowa w art. 15, posiadający siedzibę, stałe miejsce prowadzenia działalności lub stałe miejsce zamieszkania na terytorium kraju. Artykuł 27 ust. 3 odsyła nas do ust. 4, ten do Klasyfikacji wyrobów i Usług (i to do kilku jej punktów) oraz do osobnego rozporządzenia. Z kolei, aby sprawdzić, czy mowa o nas w art. 15, musimy sięgnąć do ustawy o podatku dochodowym, która zaprowadzi nas jeszcze dalej, do nowych przepisów z następnych ustaw, uzupełnionymi przepisami z rozporządzeń i szczegółowych wyjaśnień oraz interpretacji prawnych oraz urzędniczych, które z „łatwością” odszukamy w „milionach” miejsc i fachowych, podatkowych zakamarkach.

Jednakże przebrnięcie przez ten prawniczy „bełkot” to „pikuś”. Potem pojawia się doskonałe pytanie o stosowaną stawkę. I znowu, teoretycznie prosta sprawa. Mamy stawkę podstawową – 23 proc, obniżoną – 8 proc. stawkę. 0 proc na usługi zwolnione i dodatkowo – 3 proc. na produkty rolne. No tak, ale … do jakiej grupy należy sprzedawany przez nas towar czy usługa? Czy książka, na której jest logo sponsora, może być po prostu książką – 0 proc. albo usługą sponsoringu – 23 procent? Zastosujemy wyższą stawkę nie musimy obawiać się kontrolującego nas urzędnika, ale klient pójdzie do konkurencji. Jeśli zastosujemy niższą stawkę, może i sprzedamy towar, ale musimy liczyć na szczęście podczas kontroli urzędu skarbowego. Aż strach odliczać VAT! Człowiek chcąc się w tym połapać chodzi jak błędna ow­ca, a błąd kosztuje drogo.

A to nie koniec. Bo przecież nie zawsze czarne jest czarne, a białe jest białe. No chyba, że jest się owcą. Bo przykładowo czym jest ciężarówka? Jej definicje zmieniały się wielokrotnie – mieliśmy już samochody z kratką, później sprzedawano niewielkie auta ze zwiększoną tylko o pięć kilko ładownością, teraz na ulicach licznie pojawiły się auta terenowe. Całe te kombinowanie wynika stąd, że od zakupu auta osobowego nie można odliczyć całego VAT (a to przecież nie mała kwota), a później jeszcze nie możemy odliczyć ceny kupowanej do niego benzyny.

Ciekawa jest szczegółowa interpretacja przepisów narzucana przez Ministerstwo Finansów. W Internecie znalazłem taki przykład – MF nakazuje od posiłków w restauracji naliczać 23 proc. VAT. Dotychczas posiłek był objęty 8 proc. stawką, a pełny podatek płaciliśmy tylko od spożywanych przy okazji obiadu napojów. Teraz klient, który zamówi do obiadu jakikolwiek napój, zapłaci 23 proc. podatku od … całego zamówienia! Jeśli wycieczka 100 osób zamówi 100 dań, a tylko jedna z nich poprosi o coś do picia, to wszyscy zapłacą 23 zamiast 8 proc. VAT. Nowy sposób interpretowania istniejących przepisów ma oczywiście przynieść kolejne miliony do budżetu państwa.

Płacąc podatki często czujemy się jak zagubiona owcą, którą ktoś ostrzygł ze wszystkiego co faj­ne, za­nim na dob­re wy­rosło. Należy jednakże pamiętać, iż dobry pasterz strzyże swoje owce, a nie obdziera ze skóry. Ale jaki my podatnicy mamy wybór?

Podsumujmy to cytatem z książki Leonie Swann: Przybite owce wymieniły spojrzenia. I na przekór wszystkiemu znowu zaczęły się paść. Chciały pokazać, jak cudowne i proste i cudownie bezmyślne może być owcze życie. Bo co nam pozostało?

Gospodarka Proponowane

pomoc przedsiebiorcomPrzedsiębiorcom. Nie jest bowiem zaskoczeniem twierdzenie, iż Mikro i Małe Firmy utrzymują nie tylko Polskę, ale także polskie samorządy.

Aż 96 proc. mikro firm zapewnia 75 proc. wszystkich wpływów z podatków i wytwarza 51 proc. zysku gospodarki kraju. Podatki płacone przez firmy oraz zatrudnionych przez nie pracowników stanowią główne źródło dochodów samorządów, a poziom przedsiębiorczości ma ogromne znaczenie dla mieszkańców samorządów, gdyż także decyduje o sytuacji na rynku pracy.

Zatem samorządy pomagając firmom dbają także o siebie!

Samorządy, a w szczególności gminy,  mogą prowadzić kreatywną politykę gospodarczą polegającą przede wszystkim na wykorzystaniu instrumentów pomocy publicznej w formie ulg i zwolnień podatkowych. Rodzaje ulg w spłacie zobowiązań podatkowych wymienia m.in. ordynacja podatkowa, a szczegółowo warunki udzielania pomocy zostały zawarte w rozporządzeniu Rady Ministrów z 26 kwietnia 2007 roku.  Jak owe przepisy wyglądają w praktyce? W jakich sytuacjach samorządy kierują pomoc do przedsiębiorców?

Najczęściej stosowane są zwolnienia z podatku od nieruchomości budynków i budowli powstałych lub rozbudowanych w wyniku inwestycji. W małych firmach przeprowadzone inwestycje mogą powodować „zadyszkę” finansową, związaną np. z obsługą kredytów zaciągniętych na rozbudowę przedsiębiorstwa.  Samorząd może pomóc „odetchnąć” firmom, które chcą się rozwijać. Wówczas to najprościej jest zastosować ulgi podatkowe – w podatku od nieruchomości, od środków transportowych czy w podatku rolnym – czyli: rozłożyć je na raty, odroczyć termin zapłaty podatku i zaległości podatkowej albo umorzyć zaległości podatkowe i odsetki za zwłokę. Taka sama pomoc może dotyczyć użytkownika wieczystego i rozłożenia na raty opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste lub rozłożenia na raty opłaty za przekształcenie prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości.

Podobna pomoc powinna być udzielona także na dobrze umotywowany wniosek przedsiębiorcy. Przykładowo w czasie restrukturyzacji przedsiębiorstwa lub w sytuacji, gdy banki zdecydowały się na odroczenie spłaty zadłużenia. Niezwykle ważna jest taka pomoc, gdy tworzone są nowe miejsca pracy, lub gdy gminie zależy na rozwoju konkretnej branży przemysłowej (np. w Krośnie branża lotnicza).

Często samorządy pomagają bezpośrednio, w formie dotacji, dofinansowując pracodawcom koszty kształcenia pracowników lub zwracając pracodawcom koszy wyposażenia nowego stanowiska pracy. Programy unijne pozwalają pozyskać na takie działania znaczne środki, szczególnie gdy tworzenie miejsc pracy dotyczy osób niepełnosprawnych. Największe wsparcie w tym zakresie realizowane jest w ramach działań Powiatowych Urzędów Pracy. Urzędy oferują  także jednorazowe środki na podjęcie przez bezrobotnych działalności gospodarczej.

Gminy często stosują zwolnienia z podatku od nieruchomości budynków położonych na terenach reprezentacyjnych w mieście, w których w określonym czasie wykonano remont elewacji. Wiele firm położonych jest przy głównych miejskich ulicach, w centrach miast, czy też w pobliżu magistratu. Jest to zatem także element dbania o wizerunek miasta.

Moim zdaniem zwolnieniu powinny podlegać zawsze budynki wpisane do rejestru zabytków zajęte na prowadzenie działalności gospodarczej, jeżeli utrzymywane i konserwowane są zgodnie z przepisami o ochronie zabytków oraz jeżeli przeznaczono na modernizację i remonty tych budynków w danym roku konkretną, ustaloną przez samorząd kwotę pieniężną. Dotyczyć to powinno również gruntów i budowli związanych z budynkiem wpisanym do rejestru zabytków.

Oczywiście to tylko przykłady. Trzeba pamiętać, iż skorzystanie z pomocy powinno być uzależnione od spełnienia ściśle określonych warunków. Ustalane ograniczenia są różnorodne:

  • Prowadzenia działalności na terenie określonego samorządu i tam płacenie podatków.
  • Ulgi mogą dotyczyć konkretnej wartości przeprowadzonej inwestycji. Przykładowo od podatku zwolnione są budynki i budowle, rozbudowane w wyniku inwestycji, której wartość nie przekracza kwoty 1 mln złotych netto.
  • W sytuacji gdy inwestycja przyczyni się do utworzenia konkretnej ilości nowych miejsc pracy.
  • Zawsze ustalane są ograniczenia czasowe – np. zwolnienie przysługuje na okres 5 kolejno po sobie lat, liczonych od następnego roku, w którym zakończono inwestycję.
  • Czasmi ustala się maksymalną kwotę pomocy – czy to w roku podatkowym, czy też w kilku latach. Niektóre samorządy jej wysokość uzależniają od rodzaju uzyskanej pomocy lub od branży w której przedsiębiorstwo działa.
  • Często uzyskanie pomocy uzależnia się od terminowości regulowania innych zobowiązań wobec samorządu, ZUS, banków i organów skarbowych.

Fot: biznes.interia.pl

Gospodarka Proponowane Samorząd

przyszłość przedsiębiorcówJarosław Kaczyński najlepszym przyjacielem Platformy jest – to wiadomo od dawna. Nie sądziłem jednak, iż jego miłość jest tak wielka, że gotów jest rozpętać wojnę z niemal każdą grupą społeczną jak tylko zauważy zbyt mocno spadające sondaże PO.

Tym razem padło na przedsiębiorców.

Jarek od razu wyjaśnia dlaczego trzeba „wziąć się” za to szemrane towarzystwo. Bo to, jak można wywnioskować z jego słów, w większości „komuchy”. W Polsce bowiem, jak twierdzi: po 1989 roku doszło do zjawiska fatalnego: mechanizm selekcji negatywnej, charakterystyczny dla komunizmu, przeniósł się do biznesu. Biznes to przystań dla ludzi dawnego systemu. Są w naszym kraju – przekonuje – przedsiębiorcy całkowicie nieinnowacyjni, którzy żyją z eksploatowania pracowników, niczym chłopów pańszczyźnianych.

Wypada nam się zgodzić z prezesem i koniecznie, natychmiast tym problemem zająć! Na szczęście jest ktoś odpowiedni do takiego zajęcia – Antoni Macierewicz. I dlatego moim zdaniem chyba jest już wiadomo, jakim ważnym ministrem w pisowskim rządzie będzie wszystkowiedzący i wszystkowidzący Antonii. Zajmie się lustracją i karaniem przedsiębiorców! Zna się, świetnie poradzi sobie. I nie będzie już sytuacji takich jak teraz, gdy biznesmeni mogą kraść z przyzwoleniem ze strony władzy. Gdy PiS powróci do władzy, to tacy ludzie powinni się bać. Będzie im grozić utrata majątku i wyroki.

Oprócz utraty majątku i wyroków prezes chce wprowadzenia dodatkowo trzeciej, 39 proc. stawki podatkowej PIT. No bo przecież, jak twierdzi Kaczyński, w warunkach kryzysu trzeba stworzyć „nieco ostrzejszy system podatkowy”. Taka stawka uderzy najbardziej z tych wszystkich, którzy prowadzą działalność gospodarczą nie w formie spółki, tylko jako przedsiębiorcy indywidualni (chyba większość małych firm w Polsce – i to pewnie znaczna część z tych „podejrzanych” biznesmenów).

Czyli jak zarabiasz lepiej, dobrze radzisz sobie z zarządzaniem firmą, to cię tak oskubiemy, że zrównasz się z tymi, co zarabiają mizernie. Po inwestować, zatrudniać ludzi? I nie myśl sobie, że zaoszczędzisz płacąc mniej lub za mało swoim pracownikom! Jak będziesz to robić, przyjdzie urzędnik i dowali ci karę … chociaż może być i tak, że mimo to przyjdą, nawet jak nie płacisz za mało. Dowalą ci karny podatek, bo po prostu cię nie lubią, uważają że masz za dużo w mieszkaniu, lub masz ładniejszą żonę niż oni.

Z ciekawych propozycji Jarka było także opodatkowanie giełdowych transakcji finansowych. Co prawda nie przyniesie to jakichś gigantycznych wpływów do budżetu, ale ma to przede wszystkim likwidować „ślepotę polskiego państwa”, bo jak powszechnie wiadomo, gdzie jak gdzie, ale na giełdzie jest mnóstwo oszustów podatkowych. Podobnie rzecz ma się z opodatkowaniem sieci handlowych. Także nie przyniesie to dużej kasy, ale obcy kapitał nie będzie się panoszył w kraju, gdzie to Polacy są gospodarzem – i kogo to obchodzi, że te sieci koszt takiego podatku przeniosą na konsumentów podnosząc wyjątkowo zgodnie swoje ceny.

Co jeszcze? Jarek wie, że w Polsce są poważne zasoby finansowe. Także te związane z państwem, które należy, jak najszybciej, dosłownie niezwłocznie wykorzystać. Leżą one sobie w Banku Gospodarstwa Krajowego. Tak, tak, one tam sobie bezczynnie wylegują się, nudzą i tylko czekają aby je zabrać! Że też ten Tusk nie umiał ich tam znaleźć! Dzięki tej forsie nowy rząd w ekspresowym tempie przebuduje wszystko, „od piwnicy aż po strych”. Wystarczy tylko zmienić władzę. Przykładem jest Elbląg, gdy nowy pisowski prezydent miasta od dawna wie co ma robić. Już zapowiedział zwolnienia … spokojnie, potem będzie zatrudniał, prawdziwych fachowców, którzy myślą jak prawdziwi Polacy.

Według Kaczyńskiego państwo jest nie tylko jakością organizacyjną, ale także jakością moralną, która potrzebuje silnej legitymizacji moralno-historycznej. Powiem krótko, nie komentując tego za bardzo – Boże uchroń nas od jakości moralnej Jarosława Kaczyńskiego i jego kumpli. Jeszcze niektórzy pamiętają co oznacza rewolucja moralna a la PiS.

W dalszym ciągu jego ulubionym gatunkiem literackim jest insynuacja. Nie ważne, że prawdy  „za grosz” tam nie ma. Kłamstwa się świetnie sprzedają, a sfrustrowany naród pragnie ich jak tlenu. Naród pragnie, więc Jarosław uszczęśliwia swój naród. Ten prawdziwy naród oczywiście.

O co chodzi? Ano o to, że Prezydent, zwany przez Jarka „Komorowskim”, bo przez gardło jakoś nie przechodzi określenie „prezydent Bronisław Komorowski” ma dziwne związki z ludźmi związanymi ze służbami. Dowód? Komorowski był jedynym posłem PO, który bronił WSI. Bardzo wyraźnie pokazuje to jego szczególny stosunek do tej służby, która była filią rosyjskiego wywiadu wojskowego. Jego otoczenie też jest szczególne.

Moim zdaniem to Jarkowi chyba puszczają nerwy. Chyba wie, że jak nawet zostanie premierem – o ile Tusk i ten Czaplicki nie sfałszują wyborów – to ten „Komorowski” będzie mu przeszkadzał tworzyć „prawdziwą Polskę” – której oczywiście aktualnie nie ma. Tego z pewnością byśmy wszyscy nie chcieli. Jarkowi potrzebna swoboda działania, inaczej za nadto się denerwuje.

Niemniej przypomnieć chyba należy, że raport o likwidacji WSI autorstwa Antoniego Macierewicza, który miał ujawnić związki tej służby z moskiewską centralą i rozliczne zbrodnie, okazał się totalną kompromitacją. Nic nie wykazał, zdekonspirował naszych agentów za granicą narażając przy tym ich życie, a teraz Ministerstwo Obrony musi wypłacać milionowe odszkodowania z naszych podatków … a pan Antonii jest bezkarny, chodzi zadowolony z siebie i wymyśla następne brednie, które z pewnością wyrządzą w przyszłości wiele złego. Aż się samo nasuwa pytanie – w jakim kraju my k… żyjemy?

Rys: biznes.interia.pl

Gospodarka Polityka

CyprWybór nowego papieża przyćmił wszelkie inne wydarzenia. I choć od konklawe minęło już kilka dni, to  media ciągle są pełne informacji na temat Franciszka i jego zachowań, stojących przed nim wyzwań, a nawet elementów jego garderoby. I nic dziwnego, bo wybór papieża spoza Europy jest wydarzeniem historycznym.

Jednakże prawdziwa historia tworzy się niestety gdzie indziej – na Cyprze. Tam od chwili redukcji zadłużenia greckiego banki cypryjskie znalazły się w beznadziejnej sytuacji. Ten mały kraj stanął na krawędzi bankructwa i potrzebuje pomocy. Jednak ku zaskoczeniu, chyba  wszystkich, Delegacja MFW, Europejskiego Banku Centralnego oraz Komisji Europejskiej uwarunkowały jej uzyskanie żądaniami – chcą aby Cypryjczycy próbując ratować się przed bankructwem, sięgnęli po zdeponowane w rodzimych bankach oszczędności.

Ktoś chyba nie rozumie, iż depozyty to świętość. Zakwestionowano podstawowe i dotąd nienaruszalne zasady. Banki funkcjonują przecież w oparciu o zaufanie. Bank obraca naszymi pieniędzmi, bo nie zakłada sytuacji, że wszyscy ruszymy do bankomatów i zechcemy wyjąć nasze oszczędności. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pozwoli, aby tak po prostu państwo zabrało część z ich oszczędności. Ludzie wolą trzymać pieniądze „w skarpetach” niż je oddać, bo ktoś podejmował złe decyzje i teraz ma kłopoty. Łatwo wiec przewidzieć „run na banki”, który zawsze powoduje, że każdy bank staje się z miejsca niewypłacalny.

Gdyby więc cypryjski parlament się ugiął, to miałoby to konsekwencje trudne do przewidzenia. Mieszkańcy już ruszyli do banków i bankomatów, aby jak najszybciej wypłacić swoje pieniądze. W bankomatach szybko skończyła się gotówka, a oddziały banków zamknięto. Banki są dzisiaj nadal nieczynne, ale nie sposób trzymać je zamknięte w nieskończoność, bo ludzie nie będą mieli z czego żyć. I niestety pewnie temat opodatkowania depozytów wróci, bo bez tych miliardów państwo upadnie w ciągu najdalej miesiąca.

Wprowadzenie podatku od depozytów na Cyprze byłoby groźnym precedensem dla całej Unii. Cypr jest małym państwem, ale taka decyzja w kraju strefy euro może wywołać panikę w innych, znacznie większych już państwach zagrożonych niewypłacalnością – przykładowo w Hiszpanii. I co potem? Portugalia, Francja, Niemcy … Polska.

Jak nie Unia, to może Cyprowi pomoże Rosja. Wiadomym jest, że na wyspie znaczne oszczędności zdeponowało wielu bogatych obywateli tego kraju. Rosjanie wydaje się, że są zainteresowani cypryjską infrastrukturą gazową. A jak nie? Może być tak, że jutro cypryjski system bankowy się zawali. I kiedyś w podręcznikach historii może ktoś napisać, iż był to symboliczny moment po którym świat się mocno zmienił … oby na lepsze.

Gospodarka

jw_pakt_fiskalnyTakie są zazwyczaj opinie po wczorajszej zadymie w sejmie powstałej po dyskusji nad ratyfikacją tzw. paktu fiskalnego.

Pisowska opozycja, albo nie rozumiejąc, albo nie chcąc zrozumieć czym jest pakt fiskalny, wykorzystała bowiem wczorajszą debatę do kolejnych politycznych nawalanek.

Pakt fiskalny to cyrograf i znak bezwarunkowej kapitulacji polityki europejskiej … – mówił przed głosowaniem jeden z posłów PiS. W międzyczasie były krzyki o ograniczeniu suwerenności, jakieś bredzenie o „euromagdalence”, Tusku „Neronie” i Brukseli jako miejscu „komitetu centralnego”.

Posłowie PiS chyba nie czytali tego przed czym tak gorliwie ostrzegają obywateli. Ratyfikacja paktu fiskalnego nie nakłada bowiem na Polskę żadnych zobowiązań. Nie daje żadnego prawa Komisji Europejskiej do ingerowania w proporcje naszego budżetu. Daje nam za to szanse na bycie „w środku”, na dbanie o polską rację stanu.

Ratyfikacja paktu fiskalnego da Polsce możliwość udziału w posiedzeniach przywódców europejskich, wzmacnia nasze możliwości negocjacyjne i umożliwia zaangażowania parlamentu narodowego w dyskusje o dynamice ekonomicznej Europy. Ratyfikacja paktu daje nam możliwość decydowania o przyszłości strefy euro – argumentował z kolei premier Donald Tusk. I jest to prawda, dzięki ratyfikacji dokumentu będziemy mieli więc wpływ na dalsze reformy strefy euro mimo, że nie jesteśmy jej członkiem!

Pakt fiskalny to umowa międzyrządowa podpisana przez przywódców 25 krajów Unii Europejskiej w marcu 2012 roku, która weszła w życie od początku tego roku. Pakt dyscyplinuje finanse publiczne krajów strefy euro – w której Polska, jeszcze raz przypominam, nie jest.

Pakt fiskalny zobowiązuje państwa do utrzymywania zrównoważonych finansów publicznych – a dokładnie tzw. salda strukturalnego. Jeśli saldo kraju istotnie różniłoby się od wyznaczonego celu, wtedy uruchamiany byłby mechanizm korygujący. Przewiduje też, że kraje które mają dług publiczny przekraczający 60 proc. PKB, powinny go obniżać rocznie o 1/20 nadwyżki ponad wartość 60 proc. PKB.

Pakt nie mówi więc o niczym ponad to co już od jakiegoś czasu w Polsce i tak obowiązuje!

Nie powoduje dla Polski także żadnych kosztów, bo obowiązuje tylko w krajach strefy euro. Kraje UE spoza strefy euro będą musiały stosować się do reguł paktu fiskalnego dopiero po przyjęciu wspólnej waluty. Gdyby Polska chciała to zrobić, musiałaby jednak zmienić umowę i jeszcze raz ją ratyfikować.

Posłowie PiS zarzucali rządowi, że ratyfikacja traktatu fiskalnego to wprowadzanie na siłę euro w Polsce. Chciałem tylko przypomnieć, iż Lech Kaczyński podpisując Traktat Lizboński, zobowiązał się już do tego, że Polska kiedyś, w terminie nie określonym, przyjmie euro. Na razie to jednak odległa perspektywa, bo po prostu nie spełniamy wymagań ekonomicznych.

Gospodarka