Wyborcza rewolucja

Minęły już dwa miesiące od wyborów samorządowych. Wyborów przełomowych, które udowodniły jak bardzo zmieniła się wyborcza rzeczywistość.

Zmiana mocno uderza w partie polityczne i ich przedstawicieli. Partie triumfowały bowiem wyłącznie na poziomie wyborów do sejmików wojewódzkich i tylko w tych wyborach kandydaci partyjni nie mieli sobie równych.

Jednakże tam, gdzie głosowano na konkretne nazwiska, Polacy postawili na niezależne komitety wyborcze. W wyborach do rad gmin, rad miast, nawet do rad powiatów partie poniosły zauważalną porażkę. Z prowadzonych już po wyborach wyliczeń wynika, że aż 81,5 proc. zwycięzców w całej Polsce, w bezpośrednim głosowaniu, pochodzi z komitetów bezpartyjnych!

Jak podaje portal samorządowy były takie regiony, w których niemal wszystkie wybieralne stanowiska powierzono politykom bezpartyjnym. W Lubuskiem było to 96,3 proc. stanowisk, na Dolnym Śląsku – 93,4 proc., na Pomorzu – 92,7 proc. Przykład Ełku tylko potwierdza te liczby, partie w naszym mieście już kompletnie się nie liczą.

Co ważne w większości polskich gmin bezpartyjni kandydaci wygrywali już w pierwszej turze, co oznacza, że partyjni kandydaci nie cieszyli się nawet poparciem pozwalającym równorzędnie walczyć o stanowiska.

Moim zdaniem nic nie jest w stanie zmienić tego ewidentnego trendu. Na poziomie lokalnym wyborcy nie chcą, a wręcz czują wyraźną niechęć do rozgrywek partyjnych, które na co dzień relacjonują nam media. Dlatego jest niemal pewne, że w ostatnich wyborach nie mieliśmy do czynienia z jednorazowym słabszym wynikiem partii politycznych, ale swoistą rewolucją, która na szczeblu regionalnym z czasem całkowicie wyeliminuje partyjne komitety wyborcze.

Jeżeli zatem partie nie popracują nad swoim wizerunkiem, nie wyciągną wniosków z obecnego „lania” to za 4 lata start w wyborach samorządowych z list partyjnych zmieni porażkę w totalną klęskę.