Takie tam rozważania

Okazuje się, że to, co rozpala emocje we wszelakich dyskusjach to często spory proceduralne. Czasem urastają one do gigantycznych problemów … bo oczywiście są tak istotne, że wpływają na życie całej naszej lokalnej społeczności .

Porządek obrad każdej komisji jest przyjmowany w głosowaniu. Nie oznacza to jednak, że w trakcie jej pracy nie możemy zachować zdrowego rozsądku i trzymamy się tego, co jest zapisane z dokładnością co do „milimetra”. Tak przynajmniej myślałem. Okazuje się jednak, że chyba niekoniecznie dobrze to rozumiałem, bo są tacy, którzy dosłowności każdego zapisu gotowi są bronić jak niepodległości.

W czym rzecz? W porządku obrad jednej z komisji Rady Miasta zabrakło zapisu o zaopiniowaniu budżetu miasta. Nie miało znaczenia, że radni zakończyli pracę wcześniej niż przewidywano, nie miało znaczenia, iż nie było żadnych pytań, wątpliwości, ani formalnych wniosków. Miało znaczenie, że był zapis „analiza”, a nie było „opinia”. Skutek? Nawoływania, aby dopiero na następnej komisji wrócić do tematu – a inne sprawy niech czekają w kolejce na rozpatrzenie. Zgodnie z tezą najpierw pierdoły (czyli formalności) potem rzeczy ważne . Pomijam oczywiście fakt, iż takowa opinia nie jest wcale potrzebna przy procedowaniu planu finansowego miasta.

Jeżeli zaś stracimy czas na formalności, to nie powinniśmy go tracić przy sprawach ważnych. Idąc tropem tej myśli nie powinienem być zdziwiony kolejnym dyskusjom, a raczej tym razem ich unikaniem.

Podczas prac nad jednym ze strategicznych dokumentów, a mianowicie Programem ochrony środowiska na lata 2014-2017, gdy padały kwestie dotyczące zanieczyszczenia powietrza pytałem, czy w Ełku dokonuje się kontroli tego, co zimą spalane jest w piecach – czy nie są spalane w nich śmieci? Na niektórych ełckich osiedlach jest to bowiem problem dość znaczący. Nie wchodząc w szczegóły napiszę tylko, że wskazałem, iż istnieją konkretne rozwiązania prawne, które to umożliwiają.

Pojawił się wówczas głos radnego, który chyba się gdzieś spieszył, że nie ma sensu poruszać i szczegółowo omawiać takich tematów. Dotychczas miałem inne zdanie na ten temat! Uważałem, że nie jest tak, że dokumenty tworzymy dla samej idei tworzenia i nie ma sensu dywagować o metodach i narzędziach jego realizacji. Byłem i nadal jestem przekonany, że życie samorządu nie opiera się na tworzeniu „papierów”. One cierpliwie przyjmą i zniosą każdą propozycję.

Aby coś nie pozostało martwym zapisem zawsze potrzebne są odpowiednie narzędzia prawne, które umożliwią realizację opisywanych na nim zadań. Dyskusja nad szczegółami staje się jeszcze ważniejsza, gdy urzędnik odpowiada „nie da się”. Czasem rola radnego polega na tym, aby odpowiedzieć „da się” i wskazać podstawę takiego twierdzenia, a jeżeli ktoś uważa, że to bezcelowe, to chyba minął się z powołaniem.

Przy tej okazji wypłynął inny „problem”. Usłyszałem, że po co się tym zajmować, bo to i tak nierealne i bez sensu. Nikt nie wpuści strażników miejskich do domu, bo policji też nie wpuszczają bez nakazu. Moje stwierdzenie, że właśnie po to są przepisy i odpowiednie narzędzia prawne, aby umożliwić taką kontrolę – w ripoście usłyszałem, że przepisy, przepisami, a życie sobie. Dla mnie to hit, szczególnie jak słyszę to z ust radnego, który uczestniczy w stanowieniu prawa .

Jeżeli dobrze zrozumiałem ten wywód, to można sprawę „olać”, bo i tak nic z tego nie będzie, gdyż ludzie nie przestrzegają prawa … no cóż, każdy ma swoją wizję świata, a ja wcale nie muszę się z nią zgadzać i się nie zgadzam.

A tak przy okazji. Pracując w Radzie Miasta nie powinno używać się w dyskusjach argumentów z cyklu „wydaje mi się”. To nie szkolny klubik dyskusyjny. Trzeba opierać się na faktach i konkretnych przepisach – no, chyba że to są jakieś luźne rozmowy. Ale w sumie co ja tam wiem .

Kolejna sprawa – dobór danych. A konkretnie – wybieranie tylko takich informacji jakie pasują do stawianej przez siebie tezy. Moim zdaniem szczególnie jest to niedopuszczalne w przypadku dyskusji nad czymś takim jak plan finansowy miasta, który przecież tworzony jest w oparciu o pewne zasady wynikające wprost z zasad rachunkowości.

Wśród nich, podstawową jest zasada memoriału. Polega ona na ujmowaniu w księgach rachunkowych oraz sprawozdaniu finansowym wszystkich operacji finansowych jakie dotyczą danego okresu.

A konkretnie? Jeżeli dyskutujemy o budżecie na rok 2015 to musimy przyjmować założenia dotyczące roku 2015. Przykładowo prognozowaną inflację w tym roku, a nie, nawet ten sam wskaźnik, ale z roku innego – np. 2014 (tak przy okazji – również wciąż jeszcze prognozowanego). Swoją drogą, idąc pewnym tokiem rozumowania, mocniejszym argumentem byłby przykład inflacji z roku 2013 – wynosiła ona zaledwie 0,9 proc. W sumie dziwne, że ten przykład nie padł.

Podsumowując ten wątek – nie wolno mówić i używać argumentów, które w danym momencie nam pasują. Należy bazować na faktach zgodnych z przyjętymi powszechnie zasadami! Ale może powtórzę – co ja tam wiem .