Tag: demokracja

demotywatory JOWyJuż w najbliższą niedzielę pierwsze referendum. Chciałoby się napisać – no i co z tego? Jeżeli politycy nie traktują poważnie nas – wyborców, to dlaczego nie mamy ich traktować podobnie?

W referendum będzie m.in. o JOW-ach. No i bądź pan mądry … złe, czy dobre są JOW-y? Warto głosować na „tak”, czy na „nie”?

Nie ma argumentów jednoznacznie przemawiających za systemem JOW-ów, lub za obecnie obowiązującym systemem proporcjonalnym, wyrażającym się głosowaniem na listy wyborcze. Jeden i drugi system ma swoje wady i zalety.

Wybory do Senatu – gdzie obowiązują JOW-y – udowodniły, że scena polityczna przy większościowej zasadzie głosowania się stabilizuje, a właściwie betonuje wprowadzając system dwupartyjny – w polskim przypadku będzie to PiS i PO.

Czy ktoś trzeci się wciśnie? Jest to możliwe, ale pojedynczy posłowie raczej nie będą odgrywać żadnej znaczącej roli. Chyba że JOW-y nie będą zbyt duże. Jeżeli okręgi wyborcze będą wielkości powiatów takich jak np. ełcki, to jest szansa, że lokalni aktywiści powalczą o mandat posła, jeżeli jednak będą większe, to z pewnością nikt nie wygra z aktywem największych partii politycznych.

W skali całego kraju może to wypaczyć wyniki, gdyż poparcie społeczne wcale nie musi przełożyć się na liczbę mandatów w Sejmie. Przykładem mogą być ostatnie wybory w Wielkiej Brytanii, gdzie trzecia pod względem poparcia Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, na którą głosowało w całym kraju 12,9 proc. wyborców zdobyła tylko jedno miejsce w brytyjskim parlamencie, a Szkocka Partia Narodowa zdobywając tylko 4,7 proc. głosów wprowadziła aż 56 posłów.

Ale czy system proporcjonalny jest sprawiedliwszy? Pięcioprocentowy próg wyborczy również powoduje, że część głosów pada na partie, które nie wchodzą do sejmu. W 1993 roku centroprawica zdecydowanie wygrała wybory i nie wprowadziła ani jednego posła, gdyż głosy się rozproszyły na wiele partii. Metoda liczenia głosów d’Hondta, która preferuje partie silniejsze, w praktyce udowadnia, że aby uzyskać mandat posła należy uzyskać głosów znacznie powyżej 10 proc.

Niewątpliwą zaletą JOW-ów mogą być przesunięcia sił wewnątrz danego ugrupowania. Z pewnością całkowicie nie znikną partyjni krzykacze, którzy poza wystąpieniami w TV nic pozytywnego do życia nie wnoszą – ale jest jakaś szansa, że będzie ich zdecydowanie mniej. Nie przejdą przez sito lokalnych wyborców. Jest także nadzieja, że znikną „spadochroniarze”, czyli osoby na listach w regionie, z którym kompletnie nie mają nic do czynienia.

Wzmocni się także pozycja osób w partii, które mają swoje zdanie i potrafią je artykułować. Dziś krytykowany przywódca ugrupowania, po prostu skreśla takie osoby z list wyborczych, przy okazji innym skutecznie zamykając krytyczne usta. Po wprowadzeniu JOW-ów będzie musiał liczyć się z lokalnymi działaczami, bo to oni decydować będą o sukcesie wyborczym ugrupowania.

Jest też szansa, że wybory większościowe „wyrzucą” z polityki lub ograniczą istnienie osób nieporadnych intelektualnie, które obecnie na potęgę przemycane są na listach wyborczych przez liderów partyjnych, po to by zabezpieczyć ich przed nadmierną konkurencją do objęcia szefowskiego fotela ugrupowania … choć prawdę powiedziawszy lipcowa debata w Senacie o In vitro, jej poziom intelektualny prezentowany przez osoby wybrane w JOW-ach, trochę tej tezie przeczy.

Z pewnością plusem są  jednomandatowe okręgi wyborcze wprowadzone do samorządów gminnych – m.in. w miastach takich jak Ełk.

Już w pierwszym roku funkcjonowania, na szczeblu gminnym, właściwie wyeliminowały z lokalnej polityki partie polityczne!

Większe szanse w wyborach mają obecnie lokalni działacze, ludzie cieszący się wielkim uznaniem wśród mieszkańców naszych osiedli, których faktycznie interesuje praca na rzecz ełckich społeczności, a nie gierki i przepychanki polityczne. Nie muszą szukać miejsca na listach partyjnych, podporządkowywać się partyjnej machinie i naginać do ich woli, wypełniając później polecenia partyjnych bosów. Rejestrując swój jednoosobowy komitet lub dogadując się z innymi społecznikami odpowiadają wyłącznie przed swoimi wyborcami. W sposób widoczny korzystają na tym nasze osiedla i nasze miasto.

Polityka

referendumNie chcę w niniejszym artykule komentować, udowadniać, czy przekonywać, że ogłoszone referenda są istotne, czy nieistotne. Są ważne dla demokracji, czy są jedynie populistyczną grą polityków. Nie ma bowiem sensu powielać tego, co wylewa się aktualnie ze wszystkich ogólnopolskich i lokalnych mediów.

Odniosę się jedynie – pewnie mocno subiektywnie – do zadanych w nich pytań.

Referendum Bronisława Komorowskiego

  1. Pytanie o jednomandatowe okręgi wyborcze

Pytanie ważne, bo dotyczące zasad ustrojowych w Polsce. Szkoda tylko, że nie znamy szczegółów, propozycji i reguł ewentualnego wprowadzenia JOW-ów. Przykładowo inaczej będziemy wybierali w okręgu dużym, składającym się z kilku powiatów (wiadomo, że w takim przypadku ciężko będzie „walczyć” z kandydatami największych partii), a inaczej w okręgach małych, wielkości jednego powiatu (większe szanse mają wówczas lokalni działacze).

Szczegóły są istotne i decydujące w podjęciu decyzji na „tak” lub na „nie” – bez nich pytanie nie ma sensu.

  1. Pytanie dotyczące finansowania partii z budżetu państwa.

Niewielu jest chyba takich, którzy chcieliby z własnych podatków finansować polityków – przynajmniej większości z nich. Jak pomyślę, że za „moje” pieniądze jeździ po Polsce taki np. Joński z SLD i plecie na temat wybuchu Powstania Warszawskiego, to przyznam, że mnie „skręca”. A takich Jońskich w każdej partii politycznej jest bez liku.

To pieniądze z naszych podatków, których nikt chyba nie kontroluje, które wydawane są zazwyczaj na dalsze otumanianie nas – wyborców.

No dobra, ale co w zamian? Czy o treści uchwał mieliby wówczas decydować oligarchowie? Czy za ich pieniądze nie zmieniano by prawa tak, aby „panowie” zarabiali jeszcze więcej i więcej …

Nie znam żadnych innych propozycji dotyczących finansowania działalności politycznej i nikt nie próbował mi uświadamiać skutków ewentualnych nowych decyzji.

Mam jednakże wrażenie, że w przypadku odrzucenia obecnie obowiązujących zasad, pojęcie „politycznych łupów” nabierze nowego, ważniejszego niż dotychczas znaczenia.

  1. Pytanie dotyczące wykładni przepisów podatkowych.

To dopiero absurd. Pytać o wydawałoby się oczywistą oczywistość – bo przecież przepisy tworzy się dla ludzi, a nie instytucji … a do tego pytać o coś, co już sejm uchwalił?! To się nazywa robić z ludzi „debili”.

A co jak większość obywateli odpowie „nie”. Chcąc nie chcąc, trzeba będzie zawsze orzekać na niekorzyść podatnika!

Referendum Andrzeja Dudy

  1. Pytanie o obniżenie wieku emerytalnego

Dla Polaków nie jest problemem dłuższe pracowanie, tylko strach, że nie będzie tej pracy, gdy ma się już „swoje” lata – a tym samym nie będą mieli za co żyć. Dlatego też wiadomo jak zagłosują.

Jednakże patrząc na koszty cofnięcia tej reformy (jakieś 15 mld złotych rocznie), tendencji na świecie, gdzie z powodu zmian demograficznych wydłuża się wiek emerytalny przyznam, że obawiam się tej decyzji. W Polsce kryzys demograficzny wyludnił już szkoły, ciekawe kto zatem będzie pracował na te nasze mikroskopijne emerytury (bo takie będą po tej decyzji).

Przypomnę, że fundusz rezerwy demograficznej także już nie istnieje – rząd rozgrabił go szukając forsy na walkę z kryzysem ekonomicznym. Dodatkowo powtórzę za ekspertami od prawa, że odchodzenie na emeryturę w różnym wieku przez kobiety i mężczyzn jest niekonstytucyjne.

Może dlatego warto by było, aby politycy zdradzili trochę szczegółów – o ile byłby obniżony wiek emerytalny, ile dla mężczyzn, ile dla kobiet? Czy obniżenie tego wieku o tydzień tez się liczy jako spełnienie obietnicy wyborczej? Czy liczyć się będzie staż pracy, czy tylko data urodzenia? Skąd wytrzasną pieniądze (komu zabiorą) na finansowanie tej decyzji?

  1. Pytanie o lasy państwowe

Skoro Bronisław Komorowski zadał  idiotyczne, oderwane od rzeczywistości pytanie, to Andrzej Duda nie mógł być „gorszy”. Dlatego też pojawiło się pytanie o prywatyzację lasów państwowych, których prywatyzować nikt nie chce.

Prywatyzować nikt nie chce, ale zgodnie z zasadą, że kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się prawdą, można być pewnym, że z pewnością przekona i wkurzy iluś tam naiwnych wyborców.

Tym samym tworzy się kolejny mit – że oni to ci źli, a my będziemy was przed nimi bronić. Można więc przy tej okazji „dowalić” przeciwnikom politycznym. Niestety w naszym kraju prawda już nikogo nie obchodzi.

  1. Pytanie o sześciolatki

Szkoły dostosowały sale dla sześciolatków, zamówiły mniejsze stoliki i krzesełka, odmalowały pomieszczenia, zakupiły zabawki. Zatrudniły i przeszkoliły dodatkowych nauczycieli … których teraz trzeba będzie zwolnić.

A to dopiero początek problemów wynikających z cofnięcia tej reformy. Wybudowane place zabaw mogą stać puste, gdyż starsi uczniowie wolą inne zabawy, wydawnictwa drukują już podręczniki dla młodszych … pójdą na przemiał? Szkoły wydały też mnóstwo pieniędzy na pomoce dydaktyczne dla sześciolatków. Koszta cofnięcia reformy mogą być więc ogromne

A co z samym naborem? Czy ktoś o tym myślał?  Sześciolatki idą do szkół 1 września, referendum jest 25 października i co … wycofamy je ze szkół? Tak czy siak pojawi się jeden pusty rocznik. Byłby taki wrzesień, w którym do szkoły nie poszedłby żaden pierwszak. Tym samym wszyscy nauczyciele wczesnoszkolni przez trzy lata byliby bez pracy. Równolegle zrobiłby się olbrzymi tłok w przedszkolach.

W większości krajów Unii Europejskiej dzieci idą do szkół w wieku 6 lat, w Wielkiej Brytanii nawet 5- latki. Czy Polskie dzieci są głupsze od innych?

Dzieci z pewnością nie, ale za polskich polityków to bym nie ręczył.

Polityka

referendum13 października br. w Warszawie odbędzie się kolejny, i chyba najważniejszy odcinek referendalnego serialu, który z niezwykłą popularnością przetacza się przez nasz kraj.

Z założenia referenda związane z odwołaniem władz samorządów miały być stosowane w wyjątkowych sytuacjach, jako broń na niezwykłą niegospodarność, czy skandaliczne zachowania. Jednakże, jak to często w naszym kraju bywa, stały się jednym z ważniejszych elementów walki politycznej. Łatwiej jest bowiem wygrać lokalne referendum niż wybory, łatwiej jest wypromować się podczas referendalnej walki z włodarzami samorządu, niż gdy przekonują wyborców do swoich racji tabuny innych kandydatów.

Referendum w Warszawie nie ma nic wspólnego z niegospodarnością władz stolicy, czy działaniami niezgodnymi z prawem. Jest jedynie elementem kampanii przeciwko rządzącej w Polsce Platformie Obywatelskiej podsycanej przez jej konkurentów. I mimo, iż Hannie Gronkiewicz-Walc z pewnością można wytknąć błędy w działaniu, to obecne zamieszanie jest tylko i wyłącznie brutalną walką polityczną, mającą na celu przetestowanie wiarygodności sondaży, które dla partii Tuska są wyjątkowo niekorzystne. W tym całym zamieszaniu zupełnie nieistotny jest samorząd, miasto i dyskusja nad tym co zostało zrobione źle, niekorzystnie dla mieszkańców, a co można zrobić dużo lepiej.

Taką sytuację chciałby zmienić Prezydent Bronisław Komorowski, który skierował do Sejmu projekt nowej ustawy samorządowej. Proponowane przepisy mają ukrócić powszechność takich referendum, które są często organizowane właśnie przez nadmierne upolitycznianie lokalnych samorządów. Zmiany zakładają m.in., iż aby referendum personalne było ważne, musi w nim wziąć udział tyle samo osób co w ostatnich wyborach.

Uważam, że to bardzo dobra zmiana. Co prawda pojawiają się głosy, iż jest to „antyobywatelskie”, że praktycznie uniemożliwi odwołanie prezydentów w trakcie kampanii, ale ja zdecydowanie nie podzielam takich opinii. Jeżeli prezydent miasta został wybrany w demokratycznych wyborach to powinien sprawować swój mandat do końca kadencji i dopiero następne wybory są niejako oceną jego pracy. Jeżeli zostaje źle oceniony przez mieszkańców, to nie zostanie wybrany na następną kadencję. Proste. A jak działa niezgodnie z prawem – od tego są organy ścigania i sądy, a nie referenda.

Nowa ustawa ma też wzmocnić głos mieszkańców. Bez względu na liczbę głosujących ważne mają być tzw. referenda tematyczne – np. w sprawie budowy placu zabaw. Inna nowość to obowiązkowe głosowanie imienne radnych w każdej sprawie (i słusznie, pomijając fakt, iż zwiększa to przejrzystość podejmowanych decyzji, to także może niektórzy radni  przestaną mam „ściemniać” przy następnych wyborach).

Ponadto prezydencki projekt proponuje m.in. obowiązkowy regulamin konsultacji społecznych w każdej gminie, obowiązkowe wysłuchanie publiczne w przypadku budżetu miasta. Mieszkańcy będą mogli sami zgłaszać projekty uchwał, a te przygotowane przez urzędników i radnych będą musiały być wcześniej publikowane i każdy będzie mógł do takiego projektu wnieść uwagi. Krótko oceniając –  moim zdaniem proponowane zmiany idą w dobrym kierunku. Oby zostały zaakceptowane przez parlamentarzystów.

Polityka Samorząd

Olać-sejm-grafikaW ostatnich wyborach parlamentarnych obecny wojewoda warmińsko-mazurski „nie zaszalał” uzyskując słaby wynik wyborczy. Czy go to aż tak „ubodło”, że postanowił „utrzeć nosa” wyborcom?  

Gazeta Wyborcza informuje, iż PSL-owski wojewoda uważa niezgodne z prawem propozycje związane z inicjatywami uchwałodawczymi mieszkańców. Takie m.in. rozwiązanie chciał wprowadzić samorząd Olsztyna, który dążył do tego, aby mieszkańcy miasta mogli zgłaszać radnym swoje propozycje uchwał, jeśli byłyby poparte 150 podpisami.

Podobne zapisy dotyczące inicjatywy uchwałodawczej są w statucie naszego miasta, co także się nie podoba panu wojewodzie, który zaleca, aby zostały one w Ełku usunięte!

Zdaniem wojewody taki pomysł jest niezgodny z prawem, bowiem „konstytucja ani ustawa o samorządzie gminnym nie uwzględnia możliwości zgłaszania projektów uchwał przez mieszkańców. A skoro tak, to milczenie ustawodawcy w tej sprawie jest świadomą decyzją, więc jeśli prawo nic o tym nie mówi, to znaczy, że jest to zakazane” („Gazeta Wyborcza Olsztyn”, 15.03.2013).

Nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że artykuł 118 ustęp 2 Konstytucji gwarantuje nam prawo do inicjatywy ustawodawczej, czyli prawo zgłaszania przez obywateli projektów ustaw (szczegółowy tryb takiego postępowania określa ustawa z 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli). A skoro obywatele uzyskali konstytucyjne prawo do zgłaszania projektów ustaw dotyczących całego kraju, to dlaczego przez analogię nie mogliby zgłaszać projektów uchwał w sprawach dotyczących miast i wsi, w których mieszkają? Wygląda na to, że wojewoda wie lepiej.

Aktywne społeczeństwo, czego działacz PSL-u chyba nie rozumie, jest fundamentem ustroju demokratycznego. W demokratycznym kraju głos obywatela powinien być najważniejszy …. Niestety są politycy, którzy zwykle przypominają sobie o obywatelach przed wyborami, gdy potrzebują ich głosów. Widocznie są ludzie, na których i tak stosunkowo niewielu głosuje – więc postanowili „olać” tę grę pozorów.

Fot: pressmix.eu

Samorząd

oburzeni-470x266Niezbyt szczęśliwą minę miał Piotr Duda słuchając o rychłej, jesiennej interwencji wojsk angielsko – niemieckich, albo o ganianiu „tej hołoty” – „ze sejmu i ze senatu”. Niemniej nie powinien być zdziwiony. Jak zaprasza się wszystkich, aby tylko było ich dużo, to zwykle pojawia się także grupka oszołomów.

I właśnie ta grupka, później tak chętnie pokazywana w mediach – bo media uwielbiają głupotę, wariatów i zadymy – przesłania to, co było naprawdę ważne. Bo choć nie wszyscy muszą się zgadzać z poglądami „oburzonych” uczestników spotkania w legendarnej Sali BHP Stoczni Gdańsk, to warto o tym dyskutować, a niektóre propozycje rozważyć. A trzy sprawy poruszane przez „tych normalnych” uczestników spotkania były naprawdę ważne – zmiana ustawy o referendum, jednomandatowe okręgi wyborcze oraz zmiany w szkolnictwie – likwidacja gimnazjów i wycofania się z pomysłu wcześniejszego posyłania dzieci do szkół.

Zacznę od drugiej sprawy. Paweł Kukiz twierdzi, że brak jednomandatowych okręgów wyborczych ogranicza Polakom wybór, bo w wyborach proporcjonalnych głosuje się na listę partyjną, a nie na kandydata. JOW według jego opinii zwiększą kontrolę wyborców nad politykami. Aktualnie jednomandatowe okręgi wyborcze są w wyborach do senatu i w mniejszych gminach – takich jak miasto Ełk. Wybory do senatu pokazały, że rozbicie układu partyjnego dzięki takim wyborom jest mrzonką. Tylko trzech senatorów jest tzw. niezależnych (a tak naprawdę to oni też wywodzą się i są kojarzeni z wielkimi partiami), wybory samorządowe dopiero przed nami. Jest dużą zagadką czy coś zmienią.

Nie sądzę, aby JOW do parlamentu coś zmieniły. Uważam też, że aktualnie także głosuje się na konkretną osobę na liście. Nikt nie każe nam głosować na „jedynkę”. Niemniej, skoro to i tak nic nie zmieni, to może warto je wprowadzić? Jestem za to zwolennikiem JOW w wyborach samorządowych. Zawsze warto głosować na sąsiada, osobę która mieszka w naszym okręgu wyborczym. Nie oszukujmy się, jeżeli ktoś jest spoza naszego osiedla, to jako radny raczej będzie martwił się o swoje sąsiedztwo, a nie nasze. Niezrozumiałym dla mnie jest, że w większych gminach nie ma jednomandatowych okręgów wyborczych. Szkoda także, że nie ma ich w wyborach do powiatów.

Piotr Duda akcentował zwiększenie możliwości przeprowadzania referendów inicjowanych przez obywateli – musiałoby się odbyć, gdyby podpisało się pod nim 2 mln obywateli. Jestem zdania, że zwiększenie możliwości oddziaływania na władze jest istotne, ale na szczeblu lokalnym – w gminie czy powiecie. Nie sądzę natomiast, aby dobrym pomysłem była taka swoboda w przypadku ustanawiania prawa w Polsce. Co bowiem za problem byłoby zebranie 2 mln podpisów pod wnioskiem o referendum na temat obniżki podatków? Kto z nas chce mieć dłuży obowiązek pracy, rezygnować z przywilejów i mieć mniejsze dochody?

Co do zmian w szkolnictwie mam mieszane uczucia. Postulaty być może i słuszne ze względów edukacyjnych oraz ekonomicznych, ale ich realizacja pewnie wyrzuci 1/3 nauczycieli na bruk. Wiec chyba nie warto.

Fot: www.solidarnosc.gda.pl

Polityka