Śmierć na pasach? Nie w Ełku!

imagesTo ambicje ełckiej policji, która, chcąc je zrealizować, planuje w br. kolejne działania prewencyjne i edukacyjne – poznamy je już w maju.

Czy jest to marzenie nierealne? Wypadków na przejściach dla pieszych całkowicie wyeliminować się nie da, ale, zdaniem policji, można je znacząco ograniczyć.

Pytanie tylko jak? Z pewnością ograniczając lub likwidując przyczyny tego co nas zabija na pasach. A zabija nas rutyna, przecenianie własnych możliwości, nieprzestrzeganie przepisów, lekceważenie innych – często zwykłe chamstwo na drodze, ułańska fantazja, brak zdolności przewidywania, gapiostwo, głupota, używki … pewnie można by jeszcze wymieniać tak długo.

Najbardziej nagłaśniane przez media są sprawy z udziałem nietrzeźwych kierowców, jednakże bycie pod wpływem alkoholu odgrywa marginalną rolę w tego typu wypadkach. W zdarzeniach z udziałem nietrzeźwego kierowcy w 2012 roku na polskich drogach zginęło 311 osób czyli 8,7 proc. wszystkich zabitych. Nie oznacza to wcale, że można to lekceważyć. Jestem za tym, aby bezwzględnie tępić pijanych lub naćpanych kierowców. Ełcka policja jest podobnego zdania i w 2014 roku możemy spodziewać się nie jednej akcji pn. trzeźwy poranek.

Kolejną z przyczyn wypadków na przejściach dla pieszych jest ich niedostateczna widoczność. O słabym ich oświetleniu pisałem w artykule Bezpieczne ulice. Dodam tylko, że pasy byłyby bardziej widoczne, gdyby częściej je malowano … może przydałoby się jakąś odblaskową farbą?

Warto też pamiętać, aby zadbać o widoczność pieszego zbliżającego się do przejścia, by np. nie był zasłonięty przez reklamy. Generalnie przydałby się wspólny audyt ełckich przejść dla pieszych wykonany przez policję oraz władze miasta (chyba nawet jest planowany), który niejako na nowo ulokowałby „zebry” na naszych ulicach z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Wydaje mi się ważne, aby powstały tam, gdzie ludzie zwyczajowo przechodzą przez ulicę, bo to także utrapienie i policji i kierowców. Tam, gdzie przejścia nie można ulokować, koniecznie muszą powstać barierki ochronne. Przy tej okazji warto wspomnieć, iż kolejną plagą są rowerzyści przejeżdżający po pasach bez zatrzymywania się. Może warto im to jakoś uniemożliwić? Przynajmniej na głównych ełckich ulicach.

Największe prawdopodobieństwo śmierci w wypadku na „zebrze” jest wówczas, gdy ktoś po prostu wchodzi nagle pod koła jadącego samochodu lub gdy kierowca jedzie jak wariat bez autorefleksji, pokory wobec losu i nieoczekiwanych sytuacji. To sprowadza się do kwestii wychowania komunikacyjnego (polecam ciekawy artykuł Marka Skóry Wychowanie komunikacyjne) oraz „zwykłego” stawiania na kulturę osobistą i poszanowanie innego człowieka – inaczej mówiąc nietolerowanie chamstwa.

Najważniejsze jest chyba, abyśmy wszyscy zastanowili się, co zrobić, żeby niektórzy piesi utracili wiarę w to, że na pasach są nieśmiertelni. Zielone światło nie zwalnia pieszego od myślenia i zadbania o własne bezpieczeństwo. Nie może być tak, że kolor wiosny działa jak efekt psów Pawłowa i pieszy bezmyślnie rusza z miejsca nie patrząc na okoliczności. Nikt nie powinien się zachowywać na przejściu jak na sopockim molo! Kierowcy mogą się popsuć hamulce, czy też może on przykładowo zasłabnąć w czasie jazdy.

Słuchając częstych przekazów medialnych mam czasami wrażenie, iż pieszych prawie skazuje się na śmierć na przejściach prowadzonych przez dwa lub więcej pasów ruchu i bez sygnalizacji świetlnej. Dwupasmowa jezdnia, auto na prawym pasie zatrzymuje się, by przepuścić pieszych, sympatyczny kierowca pokazuje ruchem ręki abyśmy śmiało, bezpiecznie ruszyli przed siebie … auto na lewym pasie się nie zatrzymuje – jakże to częsta opowieść ze śmiertelnego zdarzenia na drodze. Bardzo trafne porównanie znalazłem w jednym z komentarzy pod artykułem opisującym podobny wypadek. Wejdziesz na poligon prosto pod ostrzał z zamkniętymi oczami, bo jeden żołnierz cię zobaczył i przestał strzelać?

A kierowcy? Są niestety czasem równie bezmyślni jak niektórzy piesi. To system naczyń połączonych i za wypadki odpowiadają obie strony ruchu drogowego. Często jeździmy tak, jakby pieszych w ogóle nie było, albo w myśl zasady – nie chce „rozbić łba”, to niech uważa. Podam tylko jeden przykład. Nagminne jest bezmyślne skręcanie w prawo na jezdnię prostopadłą w momencie, w którym włączyła się „zielona strzałka” … często prosto na przechodzących tam ludzi. Śpiesząc się mało kto myśli o ewentualnym pieszym, który pewny swojego bezpieczeństwa – bo przecież nic  nie jedzie – idzie przed siebie nie przeczuwając niebezpieczeństwa.