Po co komu wolna sobota – czyli absurdy ministerstwa edukacji

Fot: Trojmiasto.pl

No i rodzice dostali dodatkowy dzień wolny od swoich pociech. Sobota będzie dniem, w którym nie będziemy przejmować się organizowaniem im dnia – dzieci będą grzecznie siedzieć w szkole.


Tak bynajmniej wynika z najnowszych pomysłów Ministerstwa Edukacji Narodowej.

MEN, na swoich stronach, publikuje jedenaście zmian w zapisach ustawy oświatowej. Jedna z nich, w na pozór niewinny sposób, może nakazać wczesną sobotnią pobudkę naszych pociech.

Zaproponowane przez resort zmiany dotyczyć mają udzielania pomocy psychologiczno-pedagogicznej uczniom szkół i podopiecznym przedszkoli,funkcjonowania samorządów uczniowskich czy precyzują brzmienie przepisu mówiącego o tym, że w zależności od warunków pracy szkoły zajęcia dydaktyczno-wychowawcze mogą być realizowane przez pięć lub sześć dni w tygodniu.

Tym samym przepis art. 111 pkt 14 ustawy z dnia 22 listopada 2018 r. o zmianie ustawy – Prawo oświatowe, ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw otrzymał nowe brzmienie:

 „14) organizację tygodnia pracy szkoły, z uwzględnieniem kształcenia w formie dziennej, stacjonarnej lub zaocznej, w tym, przypadki, w których kształcenie w formie dziennej może odbywać się przez 6 dni w tygodniu”.

Kluczowe jest magiczne słowo „może”. Ministerstwo oczywiście do niczego nie zmusza, to z pewnością „źli” lub „nadgorliwi” dyrektorzy szkół nakażą dłuższą naukę – przeładowany program nauczania wszak można jakoś inaczej wykonać.

Miejmy nadzieję, że ktoś zaraz nie wymyśli, że może warto ograniczyć sobotnią nudę bez dzieci i wzorem Węgrów zobowiązać niezadowolonych rodziców dodatkowej pracy ponadetatowej – właśnie w soboty.

Nie wiem jak komentować takie decyzje, pozostaje tylko z tego kpić.