Paprotka

Magdalena OgórekNa konferencji prasowej nie można było zadawać pytań. To chyba zapowiedź sposobu prowadzenia kampanii wyborczej – robienie uników, bo może paść pytanie, na które odpowiedź zaszkodzi SLD.

Ale i tak było lepiej. Na swej pierwszej konferencji prasowej Leszek Miller zabrał jej mikrofon i uniemożliwił  deklarowanie czegokolwiek.

Szef SLD przy pomocy Magdaleny Ogórek rozpoczął kampanię przed wyborami parlamentarnymi. Zauważyło to wielu komentatorów, którzy zgodnie powtarzali, że kandydatka Millera weszła w buty pretendenta na urząd premiera, a nie prezydenta.

Na dzisiejszej konferencji prasowej mówiła (albo raczej recytowała z przygotowanej kartki) rzeczy oczywiste, często słuszne – ale bez podania szczegółów wpisała się tylko w tłum kandydatów, którzy przed wyborami mówią podobnie. Musimy obniżać podatki. Musimy wyzwolić energię młodzieży i przedsiębiorców. Musimy obniżyć podatki tak, aby nikomu nie opłacało się zatrudniać na czarno – słyszeliśmy to już wielokrotnie. Ponownie usłyszeliśmy też, że prawo trzeba napisać od nowa – to mało poważne, mimo iż mówione tylko „pod publiczkę”.

Generalnie mówiąc konferencja sympatycznej kandydatki mnie rozczarowała.

Gratulacje złożone górnikom nie dziwią, wszak Magdalena Ogórek jest córką górnika. Mnie jednak irytuje, że każdy kolejny rząd dopłaca do polskiego górnictwa z naszych podatków 7 mld zł rocznie. Rozumiem, że SLD też nie planuje naprawy górnictwa, a dalsze sponsorowanie tylko jednej grupy społecznej – to mi się jakoś kłóci z lewicowym poczuciem sprawiedliwości społecznej.

Trochę na obronę partii Millera dodam jednak, że tak postępują wszyscy rządzący w naszym kraju. Mimo szumnych zapowiedzi rządu wystarczyło kilka dni protestów, aby obecna pani premier ustąpiła.

Nie mam nic przeciwko ciężko pracujący górnikom, wkurza mnie, że nic nie robi się z odpowiedzialnymi za zarządzanie kopalniami, którzy doprowadzili do złej sytuacji konkretnych przedsiębiorstw. Irytuje mnie, że dopuszcza się do sytuacji, gdy w jednej firmie jest 160 związków zawodowych, a wielu działaczy związkowych żyje na etatach jak królowie. Jakoś w Ełku działacze związkowi świetnie sobie radzą działając społecznie, bez dodatkowej kasy i specjalnych etatów.

Na Mazurach, również w Ełku ludzie tracą pracę i nikt się tym nie interesuje. Nikt nie daje im możliwości wcześniejszych emerytur z prawem do dalszej spokojnej pracy i wielotysięcznych odpraw. Czy mieszkaniec Ełku jest dużo gorszym mieszkańcem naszego kraju, gorszym niż jakikolwiek mieszkaniec Śląska? Czy w Ełku ludzie słabiej i mniej pracują? Czy o takiej nierówności społecznej mówiła na konferencji Magdalena Ogórek?

Coraz bardziej jestem przekonany, iż teraz – w majowych wyborach prezydenckich, głos na Magdalenę Ogórek, będzie stracony. SLD desperacko szuka pomysłu na przetrwanie. Dlatego na siłę buduje legendę wokół pani doktor wierząc, że nowa, młoda twarz „pociągnie” za sobą nowych wyborców. Budując mit wymienia się jej miejsca pracy, które wyglądają nie gorzej niż innych kandydatów: Kancelaria Premiera, Kancelaria Prezydenta, MSWiA, biuro SLD – tyle że dziewczyna u prezydenta była na stażu, a przy Alejach Ujazdowskich pracowała jako sekretarka. Sztuczne legenda, recytacja nawet słusznych postulatów to dużo za mało jak na kandydata na prezydenta. Magdalena Ogórek wciąż jest na razie jedynie paprotką Leszka Millera.

Mimo wszystko pojawienie się Magdaleny Ogórek na polskiej scenie politycznej można byłoby uznać za znak pozytywnych zmian na lewicy. Przynajmniej taką mam nadzieję. Dziewczyna z pewnością ma polityczny potencjał. Jest ambitna i jeżeli połączy to z pracowitością, odklei się od obecnych, przegranych już władz SLD, będzie współpracować z ludźmi takimi jak Barbara Nowacka, Wojciech Olejniczak czy Andrzej Rozenek, to w przyszłości,  kto wie, może będzie jakaś nadzieja dla lewicy w Polsce – o ile oczywiście w nadchodzącej kampanii nie powie jakichś bzdur.

Fot: natemat.pl