Dziennik Roberta Klimowicza Posts

Jak podały fakty TVN szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło przesłał do 736 szpitali ankietę, w której pyta ile pieniędzy dostają z NFZ, czy te pieniądze wystarczają oraz czy z powodu braku pieniędzy musieli kiedykolwiek odmówić leczenia.

Takie działanie to nic innego jak działania w ramach kampanii wyborczej. Zaraz pewnie usłyszymy o krzywdzie ludzkiej popartej statystyką uzyskaną z tych właśnie ankiet, usłyszymy o tragediach ludzkich spowodowanych tym, że szpital nie chciał ich leczyć z powodu braku pieniędzy. Oczywiście winny temu wszystkiemu będzie Donald Tusk. Takie działania popularności Lechowi Kaczyńskiemu nie dodadzą, ale nie o to chodzi. Ważne aby Platforma straciła kilka kolejnych punktów w sondażach – zgodnie z zasadą kopać, kopać i jeszcze raz kopać. Może w końcu upadnie.

Polityka

Miasta zawdzięczają swój charakter m.in. dzięki wspaniałym osobom, które są z nim związane. To ludzie decydują o wyglądzie, wydarzeniach i wszystkim tym co jest związane z życiem każdej miejscowości. Często sposobem podziękowania poprzednim pokoleniom jest nazywanie ulic ich imieniem. Ale nie jest to tylko hołd złożony poprzednikom. Nazwy ulic powinny czegoś uczyć, utrwalać pamięć po poprzednikach, po tych co wnieśli coś dobrego do życia miasta. Jest to też nauka historii miasta, która powinna być nam bliższa niż uczona w szkole historia świata. Obecnie miasta wykorzystują swoich znanych mieszkańców w promocji: uroczyście nadają im honorowe obywatelstwo, chwalą się całemu światu, że ta właśnie osoba urodziła się, mieszkała, czy ma swoje korzenie. To bardzo skuteczna promocja miasta i co najważniejsze nie jest kosztowna.

Niestety nie wszyscy radni to rozumieją. Jesienią 2009 na jednej z sesji Rady Miasta rozpatrywany był projekt uchwały nadający nazwy dwóm ełckim ulicom. Proponowane były nazwy poświęcone dwóm wybitnym postaciom, które mieszkały w Ełku, a mianowicie Władysławy Rataj i Fryderyka Tymoteusza Kriegera. Niestety niektórzy radni, głównie z PiS nie zgodzili się na nazwy poświęcone tym osobom, bo jak twierdzili ich nazwiska są trudne do wymówienia. Ulice otrzymały nazwy Szpitalna i Lekarska. W kolejce, jak kpiła dziennikarka Tele-Topu, czeka nazwa Prosektorium. Naprawdę współczuję tym radnym. Współczuję, że mimo wieloletniej edukacji mają problemy z wymową nazwisk, współczuję bo bez wiedzy historycznej są bardzo płytkimi osobami, współczuję bo brak w nich poszanowania tradycji i historii, współczuję bo bez braku szacunku dla historii nie ma się szacunku wobec siebie. Cóż jednak wymagać, gdy przewodniczący klubu radnych Pis nie jest rodowitym ełczaninem. Przyjechał do Ełku w latach dziewięćdziesiątych i nie jest związany emocjonalnie z miastem oraz jego historią. Nie obchodzi go ani jakaś Rataj, ani trudny do wymówienia Krieger.

Samorząd

Jest go tak dużo, że mój samochód z trudem wyjeżdża z parkingu. Później też nie jest lepiej. Śnieżna kasza, sięgająca momentami do połowy kół, pod którą znajduje się lód uniemożliwiający spokojne pokonywanie niektórych wzniesień. Służby odpowiedzialne za odśnieżanie przegrywają tę nierówną walkę nie tylko w Ełku, ale także w całym kraju.

 

W budżecie miasta przeznaczono na ten cel coś koło 1 mln zł. Czy to jest dużo? Patrząc na to co się dzieje można stanowczo odpowiedzieć że nie. Jak zima nie odpuści z pewnością trzeba będzie zwiększyć środki na ten cel.

 

Na szczęście takie zimy nie zdarzają się co roku. W ostatnich latach śniegu było mało. Zastanawiające jest jednak to, iż nawet w tych łaskawszych dla PUK-u latach, wykorzystywał on w całości budżet przewidziany na walkę z zimą. Nie tak w cale dawno dwóch ełckich radnych pytało jakim cudem taki budżet był wykorzystany do zera. Pokrętna odpowiedź, że przecież służby muszą być w gotowości nikogo nie przekonały, ale też nic z tą sprawą nie zrobiono.

  

Niestety w polskiej mentalności pokutuje takie przekonanie, że jak nie wykorzystam wszystkiego z tego co mi dano, to w przyszłym roku dostanę mniej. Czy zatem nic się nie da zrobić i bez względu na to, czy zima będzie ostra czy nie, z budżetu miasta będą szły pieniądze w wysokości co najmniej zapisanej w planie finansowym i nic nie da się zaoszczędzić? Moim zdaniem wcale tak nie musi być. W moim przekonaniu wystarczy aby środki na ten cel były zapisane w budżecie jako rezerwa celowa. Przekazywano by je do PUK sukcesywnie w miarę udokumentowanych potrzeb. Może gdy zima będzie łagodna uda się nie wydać wszystkiego, gdy będzie ostra PUK będzie mógł korzystać z tych funduszy w sposób elastyczniejszy, gdyż taka rezerwa powinna być uchwalana na poziomie wyższym niż obecnie.

Fot: Tomasz Fritz/Agencja Gazeta

Samorząd

W ubiegłą sobotę ogłoszono utworzenie nowej partii politycznej pod nazwą Polska Plus. Partię utworzyli byli działacze Pis. Jak powiedział Ludwik Dorn, jeden z liderów tego ugrupowania, ideą Polski Plus jest odwołanie się do energii Polaków między innymi przez obniżkę podatków i przeprowadzenie trzeciej fali polskich reform: finansów publicznych, systemu emerytalno-rentowego, ochrony zdrowia.

 

Szczerze mówiąc to nie poczułem się jakoś szczególnie zaskoczony tym co chcą zrobić. Nic nowego, nic oryginalnego. Wszystkie partie odwołują się do energii Polaków i mówią o potrzebie przeprowadzenia takich reform. Jednak gdy takie partie występują potem jako opozycja i ktoś próbuje te reformy wdrożyć, to zaczyna się krzyk, że krzywdzą ludzi. Oby w przypadku Polski Plus tak nie było. 

 

Mimo wszystko uważam, że ugrupowanie to tworzą ludzie, którzy dają pewną gwarancję, iż będą postępować inaczej niż awanturniczy Pis. Wydaje mi się, że są to politycy, których można przekonać do poparcia rozsądnych pomysłów, którzy nie będą przeciw dla samej idei walki politycznej. Dlatego też życzę im jak najlepiej. Im wyższe poparcie uzyskają w społeczeństwie tym słabszy będzie Pis. Oby tylko udało im się przekroczyć 5% próg wyborczy.

Polityka

Stanisław Żelichowski stwierdził, że są trzy kategorie przeciwników politycznych; wróg, śmiertelny wróg i koalicjant! Janusz Palikot do tego zestawienia słusznie dodał, iż tak naprawdę prawdziwym powodem zmartwień jest członek twojej partii. To nie przeciwnicy polityczni z innych ugrupowań sprawiają, że z czasem tracimy w sondażach, przegrywamy wybory. To często działania bardzo ambitnych członków twojej własnej partii. Zamiast się wspierać, dążyć do wspólnego celu tracimy energię na niszczenie kolegi, bo za bardzo się wzmocnił i będzie zagrożeniem w następnych wyborach wewnątrzpartyjnych, przeszkadza nam gdy ktoś próbując zrobić coś pożytecznego, w naszym mniemaniu za bardzo się lansuje. 

 

Problemem jest chyba to, że często do partii trafiają ludzie zbyt ambitni, którzy wspólny cel widzą tylko wówczas, gdy zgodny jest z ich własnymi wytycznymi. Problemem jest to, że wielu chce być w wąskiej grupie decyzyjnej, a gdy tam nie trafiają to już nie widzą sensu gry zespołowej i nie rozumieją że tylko wspólne działanie może przyczynić się do osiągnięcia sukcesu. Zapomnieli o tym ludzie z AWS i SLD, jak skończyli? Każdy wie.

Polityka