Jak w watę

Fot: NaTemat

Kiedyś, chyba jak zaczynałem pracę radnego, usłyszałem opinię, że pracę samorządu można porównać do wchodzenia w watę.

 

Na początku wchodzi się lekko, bezproblemowo, jednak im głębiej się znajdujemy, tym bardziej narasta opór. Wata szybko gęstnieje, uczucie komfortu znika, a wata oblepia nas coraz dokładniej uniemożliwiając dalszy postęp.

 

Gdy zaczyna się pracę radnego, głowa jest pełna pomysłów, idei, planów i propozycji rozwiązań, które prawie że „mogą zbawić samorząd”. Jednak im więcej mija komisji, sesji, tym częściej mamy wrażenie, że opór gęstnieje, że nasze wnioski trafiają w próżnię, a w końcu, że na komisjach „gadamy sami ze sobą”. Przychodzi zniechęcenie, znużenie, a czasem nawet poczucie bezsensowności całego zaangażowania.

 

Oczywiście nie jest to regułą. Takie czarnowidztwo nie ma zastosowania do wszystkich radnych. Kilku z nas, z uporem maniaka ciągle robi swoje, udowadniając, że praca radnego, podobnie jak nauczyciela, to powołanie.

 

W środę odbyły się pierwsze komisje Rady Miasta nowej kadencji. Zaangażowanie radnych, także tych nowych, naprawdę robi wrażenie. Mam tylko nadzieję, że za kilka miesięcy nie okaże się, iż ci aktywni dzisiaj radni, nie zachowają się tak, jakby wchodzili w watę.