Kategoria: Szkoła

stypendiumWyobraźcie sobie smutek dziecka, które wypracowało przez cały rok szkolny średnią 6.0, w sytuacji, gdy koleżanka z ławki, która uzyskała średnią „ledwie” 4.5 otrzymała stypendium naukowe, a ono nie.

A wszystko przez konstrukcję dotychczasowych przepisów stypendium „naukowego”, w którym decydującym kryterium był uzyskiwany przez rodziców … dochód.

Uczeń szóstkowy musi mieć trzy, nierozłączne cechy: musi być zdolny, bardzo pracowity i, co czasem też jest bardzo ważne – musi mieć szczęście, że nie znajdzie się nauczyciel, który go trochę mniej lubi. Tylko przy spełnieniu tych trzech czynników ma szansę na uzyskanie najwyższej średniej.

W ubiegłym roku we wszystkich miejskich szkołach takich uczniów było dwóch. Niestety, zdarzało się, że jedyną dla nich nagrodą – poza radością rodziców – był np. atlas z geografii ufundowany przez oczywiście dumną ze swojego ucznia szkołę.

Dlatego na posiedzeniu Komisji Oświaty, Kultury i Rodziny przy Radzie Miasta zaproponowałem zmiany, które powinny doprowadzić do zmian przepisów uchwały w sprawie zasad przyznawania stypendiów dla uczniów.

  • Po pierwsze zaproponowałem likwidację kryterium dochodowego – od tego jest stypendium socjalne i skupienie się na wynikach w nauce oraz aktywności społecznej.
  • Po drugie wnioskowałem, aby bardziej doceniać osoby wybitnie zdolne, które znacząco wyróżniają się efektami swojej pracy szkolnej.

Cieszy mnie fakt, iż Prezydent zareagował niemal natychmiast. Zostały przygotowane zmiany, które „wpisują się” w moje propozycje. W projekcie nowych przepisów znika kryterium dochodowe, a średnia ocen 6.0 punktowana jest znacznie wyżej od pozostałych ocen, co przy udziale takiego ucznia w konkursach i olimpiadach przedmiotowych właściwie przesądza o uzyskaniu stypendium.

Rozważana jest jeszcze kwestia zwiększenia budżetu na ten cel i podniesienia kwoty stypendiów, ale decyzji w tym zakresie jeszcze nie ma.

Samorząd Szkoła

Zemanta Related Posts ThumbnailNa ostatniej Komisji Edukacji sprowokowałem dyskusję pod tytułem: co będzie jak rząd twardo zrealizuje swoje zapowiedzi, a dokładnie, jak wielkich narobi to problemów finansowych dla samorządu miejskiego i czy już nie należałoby się do tego przygotować?

Zacznijmy od cofnięcia reformy sześciolatków

Cofnięcie tej reformy to nie tylko olbrzymie zamieszanie w przedszkolach, w których może zabraknąć miejsc, nie tylko w szkołach – bo powstanie gigantyczny problem nadmiaru nauczycieli nauczania początkowego w przeinwestowanych szkolnych salach dla pierwszoklasistów – to przede wszystkim znaczne koszty, które mogą zostać poniesione przez samorząd miejski.

Po pierwsze, niestety nie ma co się oszukiwać, że obejdzie się bez zwolnień, a to pomijając koszty społeczne także „namacalny” wydatek w postaci zapłaconych odpraw dla nauczycieli.

A to tylko początek. Większym problemem może być mniejsza subwencja oświatowa. Subwencja na ucznia jest bowiem prawie trzykrotnie większa niż dotacja do przedszkolaka. Miasto otrzyma zatem mniej pieniędzy za te same dzieci. Na razie nikt nie próbował oszacować jakiej wielkości to „dziura budżetowa”, ale wydaje mi się już dziś należałoby pokusić się o takie wyliczenia i może w budżecie miasta na rok 2016 utworzyć jakąś rezerwę na ten cel – takie rozwiązanie zaproponowałem na Komisji.

Oczywiście jej utworzenie nie rozwiązałoby sprawy, bo i tak na tę chwilę nie wiadomo jaka zostanie naliczona cała subwencja oświatowa, niemniej utworzenie takiej rezerwy ewentualny finansowy problem by trochę złagodziło.

Wygaszanie gimnazjów

To kolejny duży problem dla samorządu. Niestety także finansowy, bo to także likwidacja etatów – nie tylko nauczycielskich, ale także obsługi i administracji. Zmieni się organizacja szkół, zmieni się podstawa programowa, zmarnowane zostaną pieniądze, które były przez lata inwestowane w gimnazja. Nie zmieni się tylko jedno – nie znikną dotychczasowe problemy wychowawcze, a wręcz mogą pojawić się nowe, gdy na jednym korytarzu spotka się pierwszoklasista z dojrzewającymi i zbuntowanymi znacznie starszymi kolegami.

Kwota wolna od podatku

Na początku grudnia w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy dot. zwiększenia kwoty wolnej od podatku. Projekt został skierowany do dalszych prac w komisjach. Przewiduje on podniesienie do 8 tys. zł kwoty wolnej od podatku – jeżeli te rozwiązania wejdą w życie, to pojawią się gigantyczne problemy finansowe samorządów.

Problem polega przede wszystkim na tym, iż prezydencki projekt nowelizacji ustawy o PIT nie przewiduje żadnej rekompensaty dla samorządów z tytułu spadku wpływów z podatku dochodowego i małe zatem to pocieszenie, iż zmiany te dotkną budżet miasta dopiero w 2017 roku.

W Ełku dotyczy to około 25 tys. osób rozliczających się w Urzędzie Skarbowym w Ełku. Przy takim założeniu do budżetu miasta wpłynie około 8 mln złotych mniej niż zazwyczaj. Warto zwrócić uwagę, iż jest to mniej więcej kwota, którą miasto angażuje jako udział w środków własnych we wszystkie realizowane inwestycje. Łatwo więc przewidzieć, iż po wejściu w życie tej reformy miejskie inwestycje mogą być znacząco wyhamowane.

Nie wątpię, że Ełk sobie jeszcze poradzi, ale w większości mniejszych samorządów będzie to nie tylko kwestia zahamowania inwestycji, czy też braku wkładu środków własnych do projektów unijnych, ale niestety potrzeba cięć w realizowaniu podstawowych zadań, takich jak utrzymanie żłobków, przedszkoli, szkół, komunikacji publicznej, a w efekcie zwolnienia pracowników, których pensje płaci samorząd.

Inne rządowe „atrakcje”

Od 1 stycznia 2016 r. rząd wprowadza „prewspółczynnik korygujący”, który ograniczy możliwości odliczania VAT w dotychczasowej skali. Dotychczas samorządy mogły się rozliczać jak przedsiębiorcy prywatni – dawało to prawo do odzyskania części kwot wpłaconych w ramach VAT. Dopiero „w praniu” okaże się, jakie są skutki finansowe zmian. To może być kilkanaście, a nawet 40 proc. mniej niż dotychczas zwrotu z całej puli podatku VAT (jak wyliczają niektórzy skarbnicy miast).

Wnioski?

PiS potrzebuje ogromnych pieniędzy na realizację swoich obietnic wyborczych. Już zwiększył tegoroczny deficyt budżetu państwa, aby uzyskać część pieniędzy na przyszły rok. Zmiany ograniczające możliwości finansowe samorządów mogą być zrobione także po to, aby zyskać dodatkowe mld złotych. Tym bardziej, że niejako przy okazji można ograniczyć znaczenie samorządów.

Mam nadzieję jednak, że się mylę i znajdą się pieniądze rekompensujące samorządom wprowadzenie tych „reform”, a moje wnioski są w całości błędne.

Budżet Samorząd Szkoła

Basia FiedorukW rankingu Perspektyw wasze Technikum nr 2 zajęło bardzo dobre drugie miejsce w województwie warmińsko-mazurskim. Wasza szkoła jest taka mocna, czy edukacja w województwie jest taka słaba?

Barbara Fiedoruk: Oczywiście, że nasza szkoła jest dobra. Co więcej, jest najlepsza w kosmosie. A tak poważnie, drugie miejsce to efekt pracy zarówno nauczycieli, jak i uczniów. Jest to lokata, na którą pracowaliśmy wiele lat. Złożyły się na nią zarówno sukcesy pojedynczych uczniów – finalistów olimpiady wiedzy i umiejętności budowlanych – ich liczba od kilku lat systematycznie zwiększała się – jak również stuprocentowa zdawalność egzaminów zewnętrznych – matury i egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe.

Skoro uczycie zawodu na tak wysokim poziomie, to nie żal wam, że już wkrótce w Zespole Szkół nr 2 nie będzie Technikum?

B.F.: Pewnie, że żal. To nie była nasza decyzja, to nie szkoła prowadzi politykę oświatową na terenie powiatu ełckiego. Myślę, że decyzje dotyczące ubranżawiania szkół podjęte przez Zarząd Powiatu Ełckiego, chociażby z tego powodu, że są bardzo niepopularne, są głęboko przemyślane i w efekcie mają na celu tylko i wyłącznie dobro edukacji w powiecie.

Kiedy liceum ogólnokształcące będzie tak wysoko w rankingach? Jakie warunki trzeba do tego spełnić? Jaka jest recepta na stworzenie naprawdę dobrej szkoły?

B.F.: To trudne pytania. Kiedy? Nie wiem. Jakie warunki? Jaka recepta? Myślę, że praca, praca i jeszcze raz praca. Rankingi nie są i nie mogą być celem pracy szkoły. Jeżeli przy okazji uda się w nich zaistnieć – super. Codzienność to oczywiście przygotowywanie, albo może lepiej pomoc w przygotowywaniu młodych ludzi do dorosłego życia, czyli do matury, do studiów, a później do pracy. Proszę zwrócić uwagę, że szkoły, które co roku utrzymują się na czołowych miejscach we wspomnianych rankingach, to szkoły z ogromną tradycją, historią. Szkoły na swoje sukcesy pracują latami.

Nasze II Liceum Ogólnokształcące w Zespole Szkół nr 2 im. K. K. Baczyńskiego w Ełku to szkoła, która powstała na początku lat dziewięćdziesiątych także patrząc na wiek dopiero „wchodzimy w dorosłość”. Staramy się rzetelnie wykonywać swoją pracę, zarówno codzienną, podczas tych „zwykłych” lekcji, jak i tę wynikającą z pracy z uczniami zdolnymi, których, co nas bardzo cieszy, jest coraz więcej . W związku z tym mamy nadzieję również na te bardziej spektakularne sukcesy.

Analizując ubiegłoroczny nabór do szkół ponadgimnazjalnych w Ełku można stwierdzić, iż gimnazjaliści dosłownie „bili się” o to, aby uczyć się w waszym liceum. Jaka jest tego tajemnica?

B.F.: Bardzo się cieszymy, że tak wielu młodych ludzi oraz ich rodziców zechciało nam w ubiegłym roku zaufać. Mam nadzieję, że się nie zawiedli. A tajemnica?  Myślę, że tkwi w codziennej pracy zarówno nauczycieli jak i uczniów, ich rodziców. Pracy nie tylko na lekcjach, ale również po zajęciach, kiedy staramy się  stwarzać możliwości rozwijania pasji i zainteresowań młodym ludziom.

Czy w nowym roku szkolnym zamierzacie zaskoczyć nowymi pomysłami edukacyjnymi  środowisko nauczycielskie?

B.F.: A, to się okaże. Gdybym teraz zdradziła nasze zamiary, nie mogłyby być one zaskoczeniem dla nikogo.

Każda szkoła posiada swoją „specyfikę”, niektórzy mówią nawet „duszę”. Czym charakteryzuje się ZS nr 2?

B.F.: Na pewno otwartością na ucznia, jego potrzeby i często na jego problemy. Młodzi ludzie mówią o przyjaznej atmosferze, która panuje w naszej szkole. Jednocześnie przez cały czas pamiętamy o podstawowym zadaniu szkoły ponadgimnazjalnej, czyli rzetelnym przygotowaniu do matury, do studiów, do dorosłego życia, ale w warunkach sprzyjających i tworzących przyjazną, otwartą atmosferę.

Wasza oferta dla ełckiego gimnazjalisty jest dość obszerna, ale konkurencja też ma swoje pomysły i atuty. Co zamierzacie zmienić lub co nowego wprowadzić, aby w br. utrzymać wysokie zainteresowanie Waszą szkołą?

B.F.: Jesteśmy w trakcie opracowywania oferty edukacyjnej. Mam nadzieję, że gimnazjaliści i ich rodzice również w tym roku postrzegać ją będą jako atrakcyjną. Już niedługo będzie można się z nią zapoznać na stronie szkoły www.zs2.elk.pl.

Czy macie plany rozwoju oferty programowej w kilku najbliższych lat, czy też może „szyjecie” na bieżąco?

B.F.: Już jakiś czas temu nauczyciele wspólnie z uczniami i ich rodzicami opracowali koncepcję pracy szkoły, która przez cały czas może być i jest modyfikowana. W czasach, gdy życie pędzi nie można stanąć w miejscu i się nie zmieniać. Zmieniają się wymagania pracodawców, zmieniają się wymagania uczelni, my musimy za tymi zmianami podążać.

Co oprócz zwykłych lekcji ma do zaproponowania uczniom pani szkoła?

B.F.: Wszelkiego rodzaju zajęcia przedmiotowe – zarówno wyrównujące jak i rozszerzające wiedzę. Głównym celem, a jednocześnie finiszem i metą trzech lat pracy jest egzamin maturalny i w zdecydowanej większości zajęcia te mają na celu przygotowanie do egzaminu maturalnego, tak w zakresie podstawowym, jak i rozszerzonym. Oprócz zajęć typowo przedmiotowych odbywa się w szkole szereg zajęć sportowych oraz staramy się stwarzać możliwości rozwoju pasji i zainteresowań uczniów.

Jak w każdej szkole działa i u nas Samorząd Uczniowski – i to działa bardzo prężnie – jest on w wielu przypadkach inicjatorem przedsięwzięć, które są jednorazowe, typu koncerty charytatywne, festyny. Bardzo fajnym przedsięwzięciem angażującym zarówno nauczycieli jak i uczniów, było nakręcenie filmu reklamowego szkoły. Jak widać był to trafiony pomysł – film się podobał i z tego co wiem, podoba nadal, a był też inspiracją dla innych szkół ełckich w ich promowaniu.

Niektóre przedsięwzięcia proponowane przez Samorząd Uczniowski powtarzane są wielokrotnie, np. Dzień Samorządności, odwiedziny Pogotowia Literackiego na oddziale dziecięcym szpitala miejskiego – w roku 2013 odwiedziliśmy również dzieci w sąsiadującej z nami Szkole Podstawowej nr 3 przybliżając im poezję Juliana Tuwima – pomoc w organizacji okolicznościowych apeli z okazji świąt narodowych, organizacja wigilii klasowych …

Oprócz Samorządu Szkolnego młodzież może wykazać się swoimi talentami w chórze szkolnym, w radio Bayer FM, które odwiedzamy już kilka dobrych lat w ramach projektu „Szkoła na antenie”, w Szkolnym Kole Caritas, w Klubie Europejskim, w kole dziennikarskim, fotograficznym, informatycznym, historycznym… Zajęcia co roku staramy dostosowywać do potrzeb uczniów.

Absolwent Waszej szkoły najlepiej radzi sobie na studiach …? Inaczej mówiąc czy macie jakieś priorytety kształcenia pod kątem konkretnego rodzaju studiów?

B.F.: Absolwenci naszej szkoły studiują na wielu i to najprzeróżniejszych kierunkach studiów nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Nie nastawiamy się na kierowanie losami uczniów naszej szkoły, staramy się stwarzać im możliwości rozwoju w kierunkach przez nich wybranych. Cieszą nas ich sukcesy.

Załóżmy hipotetyczną, bajkową sytuację, że budżet szkoły jest nieograniczony. W przyszłym roku inwestuje pani w …? A w najbliższych latach w …?

B.F.: Oczywiście przede wszystkim w bazę szkoły. Najpierw w skończenie remontów i doposażenie szkoły w nowoczesne pomoce naukowe, w laboratorium językowe, chemiczne, biologiczne i fizyczne, w edukacyjne programy komputerowe, w sprzęt, który pozwalałby je wykorzystywać. Pamiętać należy również o rozwijaniu pasji i zainteresowań młodych ludzi, czyli wszelkiego rodzaju zajęcia pozwalające na to: koła zainteresowań, zajęcia sportowe, ale także wspierające tych, którzy gdzieś się pogubią i potrzebują pomocy.

A w przyszłości? Może korty za szkołą zamiast asfaltowego boiska? Może wprowadzenie przynajmniej w części zajęć lekcji po angielsku, rosyjsku, niemiecku, francusku…?

Czy zgodzi się pani z, wydaje się, powszechnym argumentem, że poziom wiedzy wśród młodzieży jest coraz niższy?

B.F.: Na pewno na przełomie ostatnich lat poziom wiedzy młodzieży przychodzącej do szkoły ponadgimnazjalnej zmienia się, ale wynika to z realizacji podstawy programowej w gimnazjach, która również w ostatnich latach się zmieniała. Jestem przekonana, że osoby głoszące poglądy o niskim poziomie wiedzy i umiejętności młodzieży nie opierają tego na analizie osiągnięć absolwentów gimnazjów, a na porównaniu z własnymi wyobrażeniami o nich lub często jeszcze na porównaniu z absolwentami „starych podstawówek”. Ja osobiście takiego poglądu nie podzielam. Uważam, że młodzi ludzie reprezentują taki poziom wiedzy i umiejętności, w jaki my dorośli je wyposażamy – często opierając się na takich lub innych dokumentach, obierając pewne priorytety.

Programy nauczania są przeładowane, czy wręcz przeciwnie, warto, aby uczniowie zdobywali jeszcze szerszą wiedzę?

B.F.: Programy nauczania muszą zawierać podstawę programową oraz muszą być dostosowane do możliwości i potrzeb uczniów. Także w dużej mierze ich zawartość zależy od nauczycieli i uczniów, z którymi pracują. Myślę, że wielką wartością jest wykształcenie, ale rynek pracy uczy nas, że chyba jeszcze większą jest umiejętność przekwalifikowywania się, czyli umiejętność uczenia się przez całe życie, co stanowi jedną z kompetencji kluczowych zapisanych w podstawie programowej. W związku z tym bardzo trudno jest znaleźć „złoty środek” między tym, ile trzeba umieć już, teraz, a ile można zostawić na „douczenie się na potrzebę” chwili, przedsięwzięcia… Wydaje się, że pewien zasób takiej „twardej wiedzy” każdy z nas musi posiadać, a ile? Tyle, żeby móc realizować swoje plany, żeby móc wykształcić  pożądane umiejętności.

Słyszy się czasem w mediach, że młodzi nauczyciele chcący wejść do zawodu, mają obecnie „pod górkę” i z dużym trudem znajdują zatrudnienie. Potwierdzi pani to stwierdzenie?

B.F.: Czy „pod górkę”? Nie wiem. Na pewno w związku z niżem demograficznym zmniejsza się liczba uczniów w szkołach, pociąga za sobą to radykalne zmniejszenie liczby oddziałów. W szkołach ponadgimnazjalnych od 1 września 2012 roku wprowadzono nowe ramowe plany nauczania, w których jest zdecydowanie mniej godzin z przedmiotów realizowanych w zakresie podstawowym. Myślę, że są to podstawowe dwa powody, przez które młodym nauczycielom trudno jest znaleźć zatrudnienie w szkołach. Nie bez znaczenia są również zmiany w przepisach dotyczące możliwości przejścia na emeryturę.

Ile prawdy jest w stwierdzeniu, że złego nauczyciela nie można pozbyć się ze szkoły?

B.F.: Nie wiem, nigdy nie próbowałam. W Zespole Szkół nr 2 im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w Ełku złych nauczycieli nie ma.

Fot: Barbara Fiedoruk – dyr. Zespołu Szkół nr 2 w Ełku

Ludzie Szkoła

ratuj-maluchyKomitet „Ratuj Maluchy” dokonał ogromnego wysiłku zbierając blisko milion podpisów pod wnioskiem o referendum. Tego nie można tak po prostu zignorować.

Dlatego jestem przekonany, że wniosek rodziców powinien być rozpatrzony bezzwłocznie, a w sprawie „sześciolatków” i pozostałych kwestii podniesionych przez inicjatorów powinno odbyć się referendum.

To jedna sprawa. Druga to ta, czym takie referendum się stanie. Jestem przekonany, że będzie jedynie okazją do politycznej „jatki”, w której dobro sześciolatków będzie najmniej obchodziło naszych polityków. Niemniej miliona osób nie można tak po prostu „olać”.  Trzeba więc wyznaczyć termin referendum, a czas do jego odbycia przeznaczyć na edukację ludzi i przekonanie ich do swoich racji.

Obowiązek szkolny dla dzieci sześcioletnich wprowadziła do polskiego systemu edukacji ustawa z 2009 roku. Rząd, chcąc dać samorządom dodatkowy czas na przygotowanie szkół, przesunął termin jej wejścia w życie na 1 września 2014 roku. Było zatem na to aż 5 lat. Nie wiem jak wygląda ta kwestia gdzieś tam w Polsce, ale wiem, że ełckie podstawówki nie zmarnowały czasu i dostosowały się do nowych zasad perfekcyjnie. Skąd wiem? Bo moja córka poszła do szkoły wcześniej i uważam, że była to świetna decyzja. Podobnie jak ja pół miliona innych rodziców od 2009 roku zdecydowało się wysłać swoje sześcioletnie dziecko do szkoły. Oni także zaufali szkole i nie zawiedli się. Prawie 90 proc. rodziców mówi o tym, że szkoła dobrze opiekuje się ich dzieckiem. W 22 krajach z 27 w Unii Europejskiej dzieciaki idą do szkoły w wieku sześciu lat i to działa. Poza tym – narzekamy, że nie ma miejsc w przedszkolach, a jednocześnie narzekamy na niż demograficzny i puste szkoły … czy to nie jest jakieś rozwiązanie tego problemu?

Wczorajsza sejmowa awantura o maluchy dotyczyła nawet nie lęków rodziców tylko jakichś paranoi rodziców. Zagrożenia, podawane podczas wczorajszej debaty, były momentami – delikatnie mówiąc zaskakujące i raczej obrażały nauczycieli ze szkół podawanych w przykładach, niż wykazywały nieprzygotowanie szkół. W czasie referendum, z pewnością niektórzy politycy odlecą w kosmos absurdu i raczej rzadko będą trzymać się meritum sprawy. No, ale trudno. Jakoś to przeżyjemy. Po doświadczeniach z Maciarewiczem i jego komisją Polacy zniosą już każdy debilizm.

Jestem zatem za sześciolatkami w szkole, choć uważam, że najlepiej byłoby, aby decyzje w tej sprawie podejmowali rodzice. Każdy z nas powinien mieć wybór! Różne są bowiem dzieci i nie zawsze tak samo się rozwijają.

Jestem przeciw zniesienia obowiązkowej zerówki dla 5-latków. W wieku 5 lat połączenie zabawy z nauką jest uzasadnione, nie ma co czekać. Nie trzymajmy na siłę naszych dzieci pod kloszem, one naprawdę potrafią sobie świetnie radzić.

Co do likwidacja gimnazjów i powrotu do 8 klas szkoły podstawowej i 4 lata liceum – „stara” formuła była, moim zdaniem najlepsza. Jednakże nie ma już sensu kolejna rewolucja i burzenie gimnazjów, które stosunkowo niedawno wprowadzono. Likwidacja gimnazjum oznaczać będzie masowe zwalnianie zatrudnionych tam nauczycieli – na to nie powinno być zgody.

Zakaz likwidacji szkół – postulat w warunkach niżu demograficznego kosztowny i nie do obrony.

Zwięszkenie liczby godzin historii w liceum. Jako miłośnik historii jestem za. Obawiam się tylko, że ten postulat w dużym stopniu jest polityczny, mający na celu więcej indoktrynacji. Jakoś zaczynam mieć alergię na wszelkie pompatyczne, patriotyczne akcje. To niewątpliwie zasługa „prawdziwych polskich patriotów”, którzy chcą zawłaszczyć polską historię. Może więc zwiększyć ilość nauki historii, ale z myślą o tej lokalnej, u nas o edukację o historii Ełku i powiatu ełckiego? W sumie zostawiłbym w tej sprawie wybór szkołom.

 

Szkoła

Jak ocenia Pani pierwsze miesiące funkcjonowania dziennika elektronicznego?

Pracę z systemem kontroli frekwencji i postępów w nauce, bo tak naprawdę nazywa się dziennik elektroniczny funkcjonujący w naszej szkole, rozpoczęliśmy może trochę nietypowo, bo w kwietniu 2012 roku. Czas ubiegłego roku szkolnego poświęciliśmy na nauczenie się systemu, na opracowanie własnych rozwiązań niektórych kwestii organizacyjnych. W tym czasie dziennik elektroniczny funkcjonował tylko wśród nauczycieli Zespołu Szkół nr 2 w Ełku, nie mieli do niego dostępu ani uczniowie, ani rodzice. W związku z tym maj i czerwiec to miesiące prób i czas oswajania systemu.

Od 1 września 2012 roku wdrożyliśmy dziennik elektroniczny w Zespole Szkół nr 2 im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w Ełku w pełnym zakresie przygotowując się do odejścia od dzienników papierowych. Na pierwszej, wrześniowej wywiadówce udostępniliśmy uczniom i ich rodzicom dostęp do e-dziennika w zakresie podstawowym.

Jestem przekonana o tym, że funkcjonujący w naszej szkole system kontroli frekwencji i postępów w nauce spełnia wszystkie wymagania dokumentowania pracy szkoły od strony dziennika lekcyjnego, może działać i widać już, że działa motywująco zarówno na uczniów, jak i nauczycieli, znacznie ułatwia zbieranie i opracowywanie danych statystycznych opartych na danych zapisywanych w dzienniku lekcyjnym.

Myślę, że wdrażanie systemów informatycznych w różnych dziedzinach życia wymusza na nas wszystkich czas, w którym żyjemy, także powszechne wprowadzanie e-dzienników jest kwestią czasu. My mamy to już za sobą. Myślę, że już teraz zalety tego systemu dostrzegają wszyscy jego użytkownicy: zarówno nauczyciel, rodzice jak i uczniowie.

Szkoła musiała odpowiednio wyposażyć się w sprzęt komputerowy. Skąd pozyskała na ten cel fundusze?

W związku z wprowadzeniem nowych ramowych planów nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych znacznie zmniejszyła się liczba godzin informatyki. Do niedawna w szkole funkcjonowały cztery pracownie informatyczne. W ubiegłym roku szkolnym nauczyciele informatyki rozbudowali szkolną sieć komputerową i w tej chwili dysponujemy dwiema pracowniami komputerowymi oraz w każdej innej klasopracowni jest zestaw komputerowy z dostępem do Internetu. Dodatkowo w chwili awarii nauczyciele mogą wypożyczać (tak jak do tej pory) przenośne zestawy komputerowe z biblioteki szkolnej. Docelowo chciałabym, aby komputery w pracowniach przedmiotowych doposażyć w rzutniki i w pełni wykorzystywać podczas lekcji, a nie tylko w celu uzupełniania dziennika lekcyjnego.

Pytał Pan o fundusze – jak widać na razie poradziliśmy sobie prawie bez ponoszenia dodatkowych kosztów (oczywiście nie licząc pracy informatyków). Na pewno nie unikniemy ich podczas eksploatacji sprzętu, ale jest to chyba oczywiste.

Czy był opór wśród nauczycieli?

Na pewno część nauczycieli nie była zachwycona, ale tak naprawdę wdrożenie systemu wyniknęło z opracowywanej na początku ubiegłego roku szkolnego przez całą społeczność szkolną (nauczycieli, uczniów i ich rodziców) koncepcji pracy szkoły na najbliższe pięć lat. Właśnie wtedy w anonimowych ankietach część nauczycieli zauważyła taką możliwość, a nawet konieczność. Wpisaliśmy to do wspomnianej koncepcji i teraz tylko realizujemy wspólnie przyjęty plan.

Jak długo przygotowywaliście się do wdrożenia tego systemu?

Pierwszy raz mówiliśmy o wprowadzeniu dziennika elektronicznego w 2007 roku. Gościliśmy wówczas na zebraniu rady pedagogicznej przedstawiciela firmy LIBRUS. Niestety wtedy nie było jeszcze tak sprzyjających okoliczności ani prawnych, ani organizacyjnych w szkole.

Przygotowania tak na poważnie, o czym już wspominałam, ruszyły w ubiegłym roku szkolnym, po przyjęciu koncepcji pracy szkoły.

Wprowadziliście e-dziennik jako pierwsi. Czy inne szkoły korzystają z waszych doświadczeń?

Zdarzało się, że koledzy rozmawiali ze mną na temat wprowadzanego dziennika elektronicznego. Oczywiście chętnie dzielę się swoimi doświadczeniami jednak każdy, według mnie, musi wypracować własną procedurę wdrożeniową. Każdy z nas jest inny, pracujemy z innymi radami pedagogicznymi. Każda szkoła ma inny charakter i to wymaga wypracowania własnych rozwiązań.

Co z rodzicami, którzy nie maja dostępu do Internetu?

Relacje rodzic – szkoła, czy też szkoła – rodzic nie muszą się zmieniać. Jak do tej pory bardzo cieszymy się z wizyt rodziców w szkole. Podczas nich chętnie udzielamy wszelkich niezbędnych informacji, m.in. takich jak na temat ocen czy frekwencji. Jest to o tyle łatwiejsze, że nie musimy szukać dziennika, zabierać go z lekcji. Zarówno wychowawca jak, dyrektor czy pedagog mają szybki dostęp do tych informacji.

Jak wdrożenie e-dziennika przyjęli uczniowie?

Słyszałam takie określenie, że to diabelski pomysł, ale myślę że jak każda zmiana niesie ze sobą na początku opór i niechęć tak było i z e-dziennikiem. W tej chwili uczniowie również dostrzegają zalety systemu. Sami na bieżąco monitorują nie tylko oceny czy frekwencję, ale także chociażby zapowiedziane sprawdziany oraz zadania domowe zapisane w systemie.

Czy to prawda, że e-dzienniki sprawdzają się tylko gdy uzupełniane są na bieżąco?

Wypełnianie dziennika (obojętne jakiego) jest obowiązkiem nauczyciela. To taka lista obecności w pracy i oczywistym jest, że choćby z tego powodu powinna być na bieżąco uzupełniana. Z drugiej strony, jeżeli dostęp do systemu mają również uczniowie i ich rodzice, to nieprofesjonalnym jest nieuzupełnianie e-dziennika na bieżąco. Według mnie zatraca się wtedy sens prowadzenia e-dziennika i opowiadania, że wszystkie dane można z niego odczytać ?od razu?.

Odpowiedź na Pana pytanie brzmi więc ? tak – e-dzienniki sprawdzają się tylko wówczas, gdy są uzupełniane na bieżąco.

Ile kosztuje dostęp do danych?

Dostęp podstawowy, czyli sprawdzanie terminarza, planu lekcji, modułu wiadomości jest bezpłatny. Rodzice chcąc na bieżąco śledzić poczynania edukacyjne (oceny i frekwencję) swoich pociech muszą zapłacić firmie Librus, z usług której korzystamy 22 złote (rodzeństwo 32 złote)

Czy istnieje możliwość obniżenia tej opłaty?

Do 15 grudnia 2012 roku przedłużono promocję, która polega na tym, że opłaty uiszczane poprzez listy aktywacyjne w szkole obniżono o 2 złote.

Czy elektroniczny dziennik nie zniechęci rodziców do udziału w wywiadówkach?

Mam nadzieję, że nie i szczerze w to wierzę. Jeżeli wprowadzenie e-dziennika miałoby do tego doprowadzić zrezygnujemy z jego prowadzenia. A tak serio szkoła w kontakcie z rodzicem to wbrew pozorom nie tyko informacje o ocenach i frekwencji uczniów. Do tej pory można było to też ?załatwić? przy pomocy karteczek przekazywanych rodzicom. Spotkanie wychowawcy z rodzicami to możliwość skonsultowania jakichś pomysłów klasowych czy szkolnych, przedstawienia sukcesów i porażek, możliwość rozwiązania (a przynajmniej podjęcia próby rozwiązania) problemów.

Czy boicie się ataków hackerów?

Firma Librus, której systemu używamy przechowuje dane pozyskane z e-dziennika na serwerach zewnętrznych. Dane te zapisywane są w czasie rzeczywistym na 4-5 serwerach, kopiowane są na następny serwer co godzinę i dodatkowo jeszcze raz dziennie przenoszone są na serwer firmowy. Procedury postępowania z danymi osobowymi zastosowane w elektronicznym dzienniku są analogiczne jak sposób postępowania z danymi przetwarzanymi przez banki.

Także oceny naszych uczniów i dane o ich frekwencji leżą sobie gdzieś obok danych zwierających konta bankowe z zawartością klientów bankowych.

Jestem przekonana, że dane osobowe zapisane w systemie kontroli frekwencji i postępów w nauce uczniów Zespołu Szkół nr 2 im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w Ełku są zabezpieczone na najwyższym poziomie.

 

Ludzie Szkoła