Kategoria: Sport

skok w dalCzasem ciężko się pogodzić z faktem, że miasta takie jak Ełk, czasem zapominają o sportowych osiągnięciach osób, które tu się wychowywały i zaczynały swoją przepiękną i pełną sukcesów karierę sportową.

Przykładów jest wiele, ale z pewnością należy obowiązkowo przypomnieć nazwisko Klimaszewski. Warto chociażby ocalić od zapomnienia fakt, iż olimpijczykiem był ełczanin Andrzej Klimaszewski – lekkoatleta, skoczek w dal i specjalista biegów w sztafecie 4 x 100 metrów.

Syn Józefa i Ireny Modzelewskiej urodził się 14 maja 1960 roku. Wychował się w Ełku, gdzie skończył szkoły podstawową i średnią. To w naszym mieście, przez ełckich nauczycieli w-fu „szlifowany” był jego wielki sportowy talent, który w pełni potem rozwinął trener Walenty Wejman.

W 1980 roku reprezentował nasz kraj na olimpiadzie w Moskwie. Nie był to występ udany. Najwyraźniej młodego sportowca „zjadła” trema i z wynikiem 7.76 m zajął odległe, 11 miejsce w grupie A, i niestety nie awansował do finału konkurencji (min. kwalifikacyjne wynosiło 7.90 m).

Jego wielka kariera rozpoczęła się już w 1977 roku, kiedy na halowych mistrzostwach Polski juniorów zdobył brązowy medal. Ten występ był zapowiedzią „wybuchu” jego niebywałego talentu, który  „eksplodował” w 1979 roku, gdy Andrzej Klimaszewski został  mistrzem Europy juniorów w skoku w dal. Tytuł ełczanina był sensacją zawodów rozgrywanych w Bydgoszczy, tym bardziej, iż zdobyty był w rewelacyjny sposób, z imponującym wówczas juniorskim wynikiem 7.83 m.

Jego rekord w skoku w dal 8.20 m uzyskany w 1980 roku w Sopocie jest piątym wynikiem w historii polskiej lekkiej atletyki. Jako ciekawostkę można dodać, że skakał dalej, nawet 8.33 m, jednakże, albo nie były to oficjalne zawody, albo notowano zbyt silny wiatr i tych wyników nie można uznać za oficjalne.

Był wielokrotnym mistrzem Polski – 5-krotnym na otwartym stadionie (w skoku w dal i w sztafecie 4 x 100 metrów) oraz 4 – krotnym w hali w skoku w dal. W latach 1980 – 2007 był rekordzistą Polski U-23 w skoku w dal.

Nieco gorzej szło mu na zawodach międzynarodowych. Po zakończeniu kariery sportowej przez Andrzeja Klimaszewskiego, wśród znawców lekkiej atletyki, pozostał wyrażany w mediach jakiś niedosyt. Według ich opinii w zawodach rangi światowej nie do końca potrafił potwierdzić swój naprawdę wielki potencjał, który objawił się w wieku juniorskim. Jednakże należy wyraźnie podkreślić, iż osiągane wyniki są zdecydowanie bardziej powodem do dumy niż jakiegoś rozczarowania. Kilkukrotny finalista Mistrzostw Europy: w 1980 roku na zawodach rozgrywanych w hali zajął ósme miejsce, w 1983 był piąty, a w 1986 roku na stadionie jedenasty. Był także 14 – krotnym reprezentantem Polski w meczach miedzypaństwowych. Warto też odnotować bardzo udany występ i wysokie 4 miejsce osiągnięte podczas finału Pucharu Europy w Moskwie w 1985 roku, a także 4 miejsce, dwa lata później podczas Uniwersjady w Zagrzebiu. W 1980 roku, prestiżowy i opiniotwórczy magazyn Track ond Field News sklasyfikował go w swym rankingu na ósmej pozycji na świecie!

Podczas swojej kariery reprezentował kluby: Juvenii Białystok, Bałtyku Gdynia i Legii Warszawa. Największe sukcesy osiągał trenując w Gdyni. Lekkoatletyczny Stoczniowy Klub Sportowy z wybrzeża był wówczas potęgą sportową, a razem z Andrzejem Klimaszewskim trenowało wielu olimpijczyków, m.in. tyczkarz Władysław Kozakiewicz, dziesięcioboiści Dariusz Ludwig i Janusz Szczerkowski.

Gdy w 1980 roku na halowych mistrzostwach Polski seniorów Andrzej Klimaszewski zdobywał złoty medal, brązowy medal w skoku w dal wywalczyła jego siostra Elżbieta Klimaszewska. Wybitna sportsmenka urodzona w naszym mieście 3 stycznia 1959 roku.

Co prawda nie dane jej było wystąpić na Olimpiadzie, ale jej rekord życiowy 6.64 m osiągnięty w 1984 roku w Warszawie plasuje ją na dziewiątym miejscu w tabeli wszechczasów kobiecych skoków w dal w Polsce.

Jej talent objawił się po raz pierwszy na Ogólnopolskich Igrzyskach Młodzieży Szkolnej w 1974 roku. Dziewczyna reprezentująca wówczas ełcką Szkołę Podstawową nr 1 wygrała zawody zdobywając złoty medal w swojej koronnej konkurencji (była także niezłą sprinterką). To był początek długiej i udanej kariery sportowej zakończonej dopiero w 1989 roku.

Rok później, w 1975 roku, na mistrzostwach Polski juniorów podopieczna Ryszarda Rynkiewicza była już jedną z głównych postaci w rywalizacji skoku w dal. Na MP juniorów młodszych zdobyła złoty medal, natomiast na MP juniorów starszych na hali medal brązowy. Jako że w Ełku nie było profesjonalnego klubu lekkoatletycznego reprezentowała SZS AZS Białystok (Juvenię Białystok). Do dziś nie było zawodniczki, która osiągała by lepsze niż Elżbieta Klimaszewska wyniki, reprezentując kluby białostockie w skoku w dal.

W roku 1976 ełczanka wystartowała w mistrzostwach Polski seniorów i była bliska sprawienia sporej niespodzianki ostatecznie zajmując 4 miejsce. Rok później z sukcesami wystartowała na MP juniorów zdobywając srebrny medal.

Na początku lat osiemdziesiątych była w czołówce polskich lekkoatletów. Na mistrzostwach Polski seniorów zawsze zaliczana była do grona faworytów – w zawodach na otwartym stadionie zdobyła w sumie trzy medale: złoty w Bydgoszczy w 1983 roku, srebrny w Lublinie w 1984 roku i brązowy w Grudziądzu w 1986 roku. Trzy medale plasują ją na 22 pozycji w tabeli wszechczasów na MPS. Sukcesy na stadionie nie były jedynymi świetnymi występami. Równie dobrze szło jej w hali, m.in.  w 1984 roku w Zabrzu zdobyła złoty medal.

Warto także dodać, że będąc zawodniczką AZS Warszawa rywalizowała w klubie z najwybitniejszą polską skoczkinią w dal – Anną Włodarczyk, rekordzistką Polski w tamtym okresie.

 

Ludzie Proponowane Sport

boksW związku z tym, że w latach osiemdziesiątych służyłem w wojsku w Ełku, dołożę parę słów do tematu wspomnień o ełckim pięściarstwie.

Na drugoligowych meczach Mazura zawsze była pełna sala mieszcząca się wówczas w jednostce wojskowej. Oprócz wymienionych w poprzednim artykule zawodników trzeba koniecznie wspomnieć Tadka Sawickiego, niezwykle bojowego zawodnika kategorii lekkośredniej (z ówczesnym limitem 71kg) i średniej (75kg). Był on bardzo silnym punktem zespołu i wielokrotnie swoim huraganowym, oburęcznym atakiem, przełamywał przeciwników, czym wzbudzał wielki aplauz kibiców. Brał udział w mistrzostwach Polski seniorów i choć nigdy nie dobił się podium zawsze był twardym przeciwnikiem dla najlepszych.

Do dziś mam w pamięci, jak w meczu ligowym stawiał zaciekły opór Staszkowi Łakomcowi z Kielc, który wówczas był notowany przez miesięcznik Boks na drugim miejscu w Europie w wadze średniej. Miałem okazję porozmawiać sobie wówczas chwilę z Łakomcem i „ciężkim” weteranem Tadkiem Bieńkiem, który wykorzystując wielką rutynę „obskoczył” Marka Kaszkiela wygrywając zdecydowanie na punkty.

Kiedy na mecz ligowy przyjechała warszawska Polonia z moim ulubieńcem – mistrzem i reprezentantem Polski, medalistą mistrzostw Europy Tomkiem Nowakiem, uciekłem z warty, aby go oglądnąć. To był ostatni występ ligowy sekcji bokserskiej tego wielkiego i zasłużonego klubu.

Kiedyś do naszej kompanii został przyjęty niepozorny chłopaczek, Wiesiek Pacewicz – utalentowany i silny młody bokser wagi lekkiej i lekkopółśredniej z Białegostoku. Był ówczesnym wicemistrzem Polski juniorów. Na rozgrywających się właśnie w naszej wojskowej sali mistrzostwach Okręgu wylosował już w eliminacjach faworyta – kolegę klubowego, potężnie zbudowanego (zdaje się) Doroszkiewicza. Dysproporcja fizyczna była widoczna gołym okiem. A jednak ten niepozorny chłopak wykazał się ogromnym męstwem i bitnością, przez 3 rundy odpierając wściekłe ataki silniejszego przeciwnika i w dogodnych momentach kontratakując. Przegrał na punkty, ale zaimponował sercem i odwagą. Była to jedna z najlepszych i najzaciętszych walk amatorskich jakie widziałem. A widziałem ich tysiące.

Na koniec ciekawostka. Ring na mecze ligowe (które odbywały się w niedzielę) był oczywiście ustawiany już w sobotę. Biegliśmy więc tam już na ten gotowy ring i walczyliśmy między sobą. Tam też więc pierwszy raz znalazłem się w prawdziwym ringu z prawdziwymi rękawicami na rękach. Stare, dobre czasy …

Pozdrawiam

Steveroy

Sport

leszek-blazynski-01Jak mamy ratować upadający boks, kiedy tylko piłkarzom wciąż budują nowe stadiony? – pytał niedawno retorycznie Piotr Wilczewski jeden z najbardziej rozchwytywanych polskich trenerów boksu młodego pokolenia.

Smutnym jest bowiem fakt, że powoli zapomina się o nieco mniej popularnych, ale pięknych dyscyplinach sportu, które niegdyś rozsławiały nasz kraj i nasze miasto. Niewątpliwie boks należy do tych dyscyplin, które zawsze pozytywnie kojarzyły się z Ełkiem. I chyba trzeba będzie jeszcze wielu lat, żeby ludzie dostrzegli co mogą stracić – pamięć o świetnych zawodnikach, niezwykłe serce do tego sportu ełckiej młodzieży oraz nie w pełni wykorzystane umiejętności znakomitych ełckich trenerów.

Historia ełckiego boksu rozpoczęła się zaraz po wojnie. W 1947 roku został założony Miejski Klub Bokserski Mazur Ełk. Na sukcesy nie trzeba było bardzo długo czekać. We wspaniałym stylu ełccy zawodnicy dali o sobie znać w drugiej połowie lat 60-tych, czym zapoczątkowali niebywałą jak na warunki miasta takiego jak Ełk serię sukcesów na Mistrzostwach Polski.

Najwybitniejszą postacią spośród ówczesnych pięściarzy okazał się Leszek Błażyński. Urodził się w Ełku w 1949 roku i był absolwentem Ełckiego Technikum Mechanicznego. Na zawodach ogólnopolskich pokazał się jako pierwszy z Ełczan, zdobywając w 1966 roku brązowy medal Mistrzostw Polski Juniorów. Niedługo potem, w 1969 roku należał już do najlepszych zawodników MP Seniorów zdobywając srebro w wadze papierowej. Etatowy reprezentant Polski, w 1972 roku spełnił swoje największe sportowe marzenie i wywalczył brązowy medal olimpijski w Monachium. Osiągnięcie to powtórzył na następnej Olimpiadzie – w Montrealu w 1976 roku.

Znawcy boksu są zgodni, że gdyby nie częste dyskwalifikacje, osiągnąłby w boksie znacznie więcej, choć i tak lista jego sukcesów jest imponująca. Wystarczy wymienić najważniejsze z nich: Mistrz Europy z Halle w 1977 roku i wicemistrz z Madrytu w 1971roku. Dwukrotny mistrz Polski (1971, 1973) i trzykrotny wicemistrz 1969, 1972 i 1980.  Uczestnik Mistrzostw Europy w Belgradzie w 1973 roku, gdzie mimo iż położył na deski swojego rywala Rosjanina Nikołaja Łodina aż trzykrotnie, przegrał niesprawiedliwie na punkty. Walczył także w Mistrzostw Świata w 1978 roku.

W 1973 roku wziął udział w tournee reprezentacji Polski w Stanach Zjednoczonych. Wygrał trzy walki i wszystkie przed czasem. „Gdy Pietrzykowski sekunduje, to Błażyński nokautuje” – rozpisywała się polonijna prasa. Uznano go za najlepszego boksera w meczach pomiędzy Polską, a USA i w nagrodę otrzymał od Amerykańskiej Federacji Boksu ogromną złotą rękawicę z nazwiskami zawodowych mistrzów świata.

Znany był z porywczego charakteru. W młodości za kradzież jedzenia trafił do domu poprawczego, w 1973 roku po kłótni z trenerem Zbigniewem Pietrzykowskim, został ukarany roczną dyskwalifikacją, a jesienią 1974 roku tak mocno poturbował nowo przyjętego do klubu trenera Romana Chomickiego, że został zdyskwalifikowany na okres następnych dwóch lat. Na szczęście upór i niebywały talent spowodowały, iż potrafił wrócić do sportu, a nawet, po tej znacznej przerwie w rywalizacji sportowej, osiągnąć swoje największe sukcesy.

W 1983 roku zakończył karierę. Leszek Błażyński bardzo mocno przysłużył się polskiemu sportowi, za co został odznaczony Złotym, Srebrnym oraz Brązowym medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe. Przyznano mu również Krzyż Kawalerskim OOP w 1976 roku. Po jej zakończeniu trenował m.in. młodzież w Szombierkach Bytom oraz Victorii Jaworzno. Pracował jako spiker na meczach ligowych, dziennikarz sportowy. Niestety 6 sierpnia 1992 roku w wieku zaledwie 43 lat popełnił samobójstwo. Nie chciał już żyć bez swojej żony Anny, która zmarła wcześniej w lutym tego samego roku.

Błażyński miał w Ełku znakomite towarzystwo. W Mazurze razem z nim walczył bardzo uzdolniony pięściarz Józef Kuderski. W 1967 roku zawodnik ten mając zaledwie 20 lat dotarł do finału Mistrzostw Polski. W następnych latach jeszcze dwukrotnie zdobywał brązowy medal Mistrzostw Polski seniorów – w 1973 i 1975 roku. W roku 1968 roku był poważnym kandydatem do bokserskiej reprezentacji kraju na Igrzyska Olimpijskie w Mexico City. Wspominając o Józefie Kuderskim nie sposób zapomnieć też innych jego sukcesów, tym razem na arenie międzynarodowej – wicemistrzostwo Europy Kolejarzy we Lwowie, a kilka lat później brązowy medal na podobnej imprezie w Sofii. Szkoda, że ten wielce zasłużony Ełczanin przez wiele lat żył później w zapomnieniu – schorowany, wegetujący na granicy nędzy, utrzymujący się z renty staruszki matki. Nie potrafił ułożyć sobie życia. Przykre, że tak łatwo zapominamy zasługi mieszkańców Ełku.

Niemniejszym talentem wykazywał się Ryszard Krzywosz, który oprócz srebra wywalczonego w mistrzostwach kraju seniorów w 1970 roku w wadze półśredniej, rok wcześniej bronił barw biało-czerwonych w Mistrzostwach Europy juniorów w Miszkolcu. Pechowo, bo na skutek kontuzji łuku brwiowego przegrał na tej imprezie pojedynek o ćwierćfinał z Bułgarem Petkowem.

Do najcenniejszych indywidualnych osiągnięć ełczan z tamtego okresu należy także złoty medal wywalczony na Mistrzostwach Polski Juniorów w Katowicach w 1968 roku przez Tadeusza Zielepuchę. Był on wówczas jednym z czołowych polskich pięściarzy swojego pokolenia – rok wcześniej wywalczył na MPJ także brązowy medal. Niestety ten wielokrotny reprezentant Polski zmarł nagle w ubiegłym roku.

Sukcesy tych zawodników nie byłyby możliwe, gdyby nie niezwykle sumienny i pracowity trener Kazimierz Chojnowski. To pod jego wodzą zespół Mazura Ełk uzyskał awans do II ligi, gdzie przez wiele lat dostarczał Ełczanom wielu emocji.

W tej drużynie walczył także brązowy medalista MPJ Ryszard Gręś, który przez wiele lat należał do ścisłej czołówki pięściarzy w kraju. W latach 1977 – 83, aż czterokrotnie docierał do ćwierćfinałów MP Seniorów.

Na początku lat osiemdziesiątych, wielki bokserski autorytet w naszym regionie, trener Tadeusz Bubienko, oszlifował talent Grzegorza Jabłońskiego. Ten bardzo dobry technicznie pięściarz, po zdobyciu złota na MP Juniorów w 1983 roku, w następnym sezonie osiągnął wspaniały wynik w Mistrzostwach Europy sięgając po srebro w wadze piórkowej. Następnie trafił do drużyn śląskich, a później do Legii Warszawa i Hetmana Białystok. Będąc reprezentantem tych klubów został Mistrzem Polski w wadze lekkiej w latach 1985 i 1992 oraz w wadze piórkowej w latach 1990 i 1991. Reprezentował barwy naszego kraju na Igrzyskach Olimpijskich w Seulu w 1988 roku, mistrzostwach świata w 1989 roku i mistrzostw europy w 1991 roku. Do jego wielkich sukcesów należy także doliczyć zwycięstwo w  turnieju im. Feliksa Stamma: w kat. piórkowej w roku 1987 oraz lekkiej II w roku 1990.

Kolejnym dużej miary bokserskim talentem z Ełku był niewątpliwie Wojciech Pawłowski – złoty medalista Młodzieżowych Mistrzostw Polski w 1983 roku i zdobywca dwa lata później srebrnego krążka w MP seniorów. Ponadto mistrzowskie pasy w młodzieżowych zmaganiach w owym okresie zdobyli dwaj inni zawodnicy Mazura Ełk – Marek Krukowski – obecnie jeden z trenerów ełckich pięściarzy oraz Marek Kaszkiel, który także związał swoje życie z rodzinnym miastem.

Ostatnim wielkim odkryciem Tadeusza Bubienki jest Michał Syrowatka – dwukrotny mistrz i dwukrotny wicemistrz Polski Seniorów. Aktualnie młody pięściarz walczy na zawodowych ringach. W bieżącym roku zanotował już trzy zawodowe wygrane. Niedługo będziemy mieli okazję zobaczyć go w akcji na żywo, gdyż 9 listopada będzie walczył na gali w swoim rodzinnym mieście.

Tadeusz Bubienko jest także wujem ostatniej wielkiej z gwiazd ełckiego boksu – Cezarego Samełko, dwukrotnego Wicemistrza Europy Juniorów, który 15 października 2011 zadebiutował na zawodowym ringu.

Niestety losy ełckiego boksu nie potoczyły się w sposób na jaki sport ten zasługiwał. Z uwagi na kłopoty finansowe zespół Mazura Ełk musiał w 1991 roku wycofać się z rozgrywek II ligi seniorów. A szkoda, bo w tamtym okresie ełczanie byli w czołówce mistrzowskiej rywalizacji młodzieży. Kolejny z niezwykle cenionych ełckich szkoleniowców – Tadeusz Bieryło – wychował całe pokolenie złotych medalistów MP Juniorów – Mateusza Sójkę, Tomasza Siemiaszko, Radosława Lendo, Andrzeja Wróblewskiego.

Olbrzymie poświęcenie tego trenera i jego współpracowników sprawia, iż małej salce przy Armii Krajowej nie „hula wiatr”. Młodzież dalej trenuje i co jakiś czas pojawia się nowy, wielki młody talent. Od paru lat nie ma już ligi bokserskiej. Swoje umiejętności szkoleni pięściarze mogą demonstrować tylko w licznych turniejach krajowych lub międzynarodowych. I tam też pojawiają się w szkoleni przez pana Tadeusza bokserzy.

Drużyna Mazura, mimo iż nigdy nie brakowało znakomitych pięściarzy, miała okresy słabsze, powodujące, iż przegrywała II ligowe boje i musiała przełknąć gorycz degradacji do niższej ligi. Tak było m.in. w 1973 roku. Nie wpływało to jednak na popularność sportu w mieście. Mazur miał zawsze wiernych kibiców, wierzących w swoja drużynę, a młodzież garnęła się do tego sportu, bez względu na wyniki klubu. Może dlatego udało się przetrwać. Warto wierzyć, że najlepsze lata ełcki klub ma jeszcze przed sobą. Świadczą o tym ostatnie wyniki naszych sportowców.  Po nieco chudszych czasach ełckiego boksu w latach 90-tych, ostatnio przeżywa on swoje odrodzenie. Nazwiska Cezarego i Piotra Samełko, Kamila Komara oraz Michała Syrowatki już od dawna widnieją w notesach trenerów polskiej kadry narodowej.

Dlatego też dziwnym jest, że w mieście o takich pięściarskich tradycjach nie ma zbyt wielu chętnych do sponsorowania tej popularnej w Polsce dyscypliny sportu. W Ełku mamy znakomitych trenerów, niezwykle utalentowaną młodzież. Brakuje tylko jednego – bardzo solidnego wsparcia finansowego.

Trzeba także pamiętać, że nie byłoby sukcesów ełckiego boksu, gdyby nie niezwykłe zaangażowanie wielu lokalnych działaczy. Oni także maja swój wielki wkład w długą listę sukcesów naszych pięściarzy. Nie sposób ich wszystkich wymienić, ale do najaktywniejszych należeli niewątpliwie: Henryk Śliwa, Jerzy Buzon czy Ryszard Ejsmont.

Ełczaninem jest także znany sędzia – Piotr Kozłowski – były zawodnik MKB Mazur Ełk od 2000 roku sędziuje boks zawodowy. Prowadził około 75 gali.

Na zdjęciu: Leszek Błażyński

boxing_6_lgWAŻNIEJSZE OSIĄGNIĘCIA EŁCKICH PIĘŚCIARZY

Mistrzostwa Europy Juniorów

1970 rok – 9-16 m-ce – Ryszard Krzywosz

1984 rok – brązowy medal – Grzegorz Jabłoński

2008 rok – srebrny medal – Cezary Samełko

2009 rok – srebrny medal – Cezary Samełko

 

Mistrzostwa Polski Seniorów

1967 rok – srebrny medal – Józef Kuderski

– 5-8 m-ce – Leszek Błażyński

1969 rok – srebrny medal – Leszek Błażyński

1970 rok – 5-8 m-ce – Ryszard Krzywosz

– 5-8 m-ce – Józef Kuderski

1971 rok – srebrny medal – Ryszard Krzywosz

1973 rok – brązowy medal – Józef Kuderski

– 5-8 m-ce – Waldemar Czemiel

1974 rok – 5-8 m-ce – Andrzej Woronowicz

– 5-8 m-ce – Tadeusz Zielepucha

1975 rok – brązowy medal – Józef Kuderski

1977 rok – 5-8 m-ce – Ryszard Gręś

1978 rok – 5-8 m-ce – Ryszard Gręś

1981 rok – 5-8 m-ce – Wojciech Pawłowski

1983 rok – 5-8 m-ce – Wojciech Pawłowski

1984 rok – srebrny medal – Wojciech Pawłowski

– 5-8 m-ce – Marek Kaszkiel

– 5-8 m-ce – Marek Rządkowski

1985 rok – brązowy medal – Wojciech Pawłowski

– 5-8 m-ce – Marek Kaszkiel

1986 rok – 5-8 m-ce – Wojciech Pawłowski

1987 rok – brązowy medal – Zbigniew Tyszkiewicz

1992 rok – 5-8 m-ce – Marek Krukowski

1995 rok – 5-8 m-ce – Adam Okrągły

2007 rok – srebrny medal – Michał Syrowatka

2008 rok – srebrny medal – Michał Syrowatka

2009 rok – złoty medal – Michał Syrowatka

2010 rok – brązowy medal – Piotr Samełko

 

Młodzieżowe Mistrzostwa Polski

1982 rok – srebrny medal – Marek Kaszkiel

– brązowy medal – Wojciech Pawłowski

1983 rok – złoty medal – Wojciech Pawłowski

– srebrny medal – Stanisław Szeszko

1985 rok – srebrny medal – Marek Krukowski

– brązowy medal – Andrzej Ciborowski

1986 rok – złoty medal – Marek Krukowski

– brązowy medal – Andrzej Ciborowski

1988 rok – brązowy medal – Mariusz Sójka

1989 rok – złoty medal – Mariusz Sójka

1991 rok – brązowy medal – Tomasz Kamiński

– brązowy medal – Jarosław Kantorowski

– brązowy medal – Tomasz Siemiaszko

1996 rok – złoty medal – Adam Okrągły

 

Mistrzostwa Polski Juniorów

1966 rok – brązowy medal – Leszek Błażyński

– brązowy medal – Jan Żyliński

1967 rok – brązowy medal – Tadeusz Zielepucha

1968 rok – złoty medal – Tadeusz Zielepucha

– brązowy medal – Ryszard Krzywosz

1969 rok – srebrny medal – Ryszard Krzywosz

– brązowy medal – Ryszard Gręś

1972 rok – brązowy medal – Henryk Żurek

 – brązowy medal – Zdzisław Kołyszko

1973 rok – srebrny medal – Leszek Krassowski

1978 rok – srebrny medal – Jerzy Miłowicki

1980 rok – złoty medal – Marek Kaszkiel

1981 rok – złoty medal – Tomasz Krupiński

– brązowy medal – Wojciech Pawłowicz

– brązowy medal – Mariusz Sienkiewicz

1982 rok – srebrny medal – Grzegorz Jabłoński

1983 rok – złoty medal – Grzegorz Jabłoński

1984 rok – srebrny medal – Marek Krukowski

1987 rok – złoty medal – Mariusz Sójka

– brązowy medal – Dariusz Kosiorek

1989 rok – złoty medal – Tomasz Siemiaszko

1990 rok – brązowy medal – Tomasz Siemiaszko

– brązowy medal – Michał Kapuściński

1992 rok – brązowy medal – Dariusz Gierasiński

– brązowy medal – Radosław Lendo

– brązowy medal – Andrzej Wróblewski

– brązowy medal – Adam Okrągły

1993 rok – złoty medal – Radosław Lendo

– srebrny medal – Andrzej Wróblewski

1994 rok – złoty medal – Andrzej Wróblewski

– brązowy medal – Adam Okrągły

1995 rok – brązowy medal – Andrzej Wróblewski

– brązowy medal – Robert Kulenko

– brązowy medal – Łukasz Szyszkowski

– brązowy medal – Marcin Jakuć

2005 rok – srebrny medal – Michał Syrowatka

2006 rok – srebrny medal – Michał Syrowatka

2008 rok – srebrny medal – Kamil Komar

2009 rok – brązowy medal – Cezary Samełko

Najwięcej punktów w rozgrywkach II ligi dla ełckiego zespołu zdobyli: Zbigniew Tyszkiewicz – 58, Tadeusz Sawicki – 55, Ryszard Gręś – 52, Zbigniew Sulima – 48, Józef Kuderski – 47, Marek Kaszkiel – 41, Wojciech Pawłowski – 40.

Proponowane Sport

1370638676_by_piotrasssso_600Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Anglikom zależy, nawet bardzo. Aby awansować muszą wygrać … my niekoniecznie, jak przegramy nic się nie zmieni, świat się nie zawali. A potem kibice i tak odśpiewają: Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało.

I to mnie właśnie wkurza. Bo stało się! Za każdym razem. Bo wszystko wygląda jakby nasi kopacze kpili sobie z nas kibiców. Dobrzy w klubach, przeciętni w reprezentacji, grają tak, aby nie stała im się krzywda. Są spokojni, bo i tak usłyszą: Polacy nic się nie stało.

Jeżeli ktoś partoli robotę, nie jest profesjonalistą, albo zwyczajnie się obija, to powinien sobie dać na spokój. Zrobić miejsce innym, którym zależy, którzy może mniej umieją, ale chcą się uczyć i mają serce do walki i pracy. Skończmy wreszcie z mentalnością, że komuś się coś należy.

Z kadrą powinien pracować Polak – stwierdził niedawno były selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Engel. Kolejny żart oparty na dziwnym przeświadczeniu o świetności polskiej myśli szkoleniowej – a raczej jakimś poczuciu solidarności w polskim środowisku trenerskim – bo przecież nie będzie nam właził z butami na nasze podwórko jakiś obcokrajowiec! Litości … nie ma żadnej polskiej myśli szkoleniowej! Mało nam przykładów z ostatnich lat? Praca Fornalika i Smudy doskonale pokazała, że dobry ligowy trener, odnoszący sukcesy w naszym kraju, niekoniecznie musi się sprawdzić w pracy z kadrą. Ponadto nie ma co się oszukiwać. Nasi trenerzy dla dobrych zagranicznych drużyn po prostu nie istnieją.

Na poziomie reprezentacji pracuje się zupełnie inaczej. Trzeba szybko reagować i wyciągać wnioski. Tak jak Beenhakker, który wyciągnął je już po dwóch meczach, z Danią i Finlandią i wszystko zaczęło funkcjonować jak należy. Selekcjoner musi mieć osobowość, dużą wiedzę i doświadczenie reprezentacyjne. Powinien być komunikatywny, być dobrym psychologiem, żeby umieć dotrzeć do piłkarzy. Musi mieć wizję i być konsekwentny w jej realizowaniu. U nas wystarczy wygrać kilka spotkań w lidze i już się jest kandydatem na selekcjonera.

Selekcjonerem reprezentacji Polski ma ponoć zostać Adam Nawałka. Niech mi ktoś wytłumaczy jakie doświadczenie reprezentacyjne ma ten człowiek? Czy posiada wymienione przed chwilą cechy? Może się mylę, ale zanim zacznie się uczyć będzie po kolejnych eliminacjach. To już chyba lepiej zostawić Fornalika.

Albo brać przykład od innych. Proponuję od Belgów. Ich football był chyba w gorszym stanie niż nasz. Odpuścili więc sobie „teraźniejszość” i skoncentrowali na szkoleniu młodzieży. Teraz mają dosłownie „złote” pokolenie piłkarzy. Zróbmy tak samo. Zatrudnijmy znanego i sprawdzonego selekcjonera. Dajmy ma czas na budowę zespołu na następne mistrzostwa świata, te za 5 lat. Niech z młodymi, dobrze zapowiadającymi się zawodnikami buduje drużynę, która będzie chciała walczyć, która będzie powodem do naszej narodowej dumy.

 

Sport

kartyDla niektórych brydż to tylko gra w karty i jako dyscyplina sportu wśród wielu kibiców wywołuje uśmiech, niemniej brydż sportowy jest przez władze sportowe traktowany najzupełniej poważnie. W programach polskich AWF-ów bez problemu znaleźć można specjalistyczne programy szkolenia.

W północno wschodniej Polsce najprężniejszym ośrodkiem brydżowym zawsze był Białystok, ale ełcki ośrodek brydżowy także należał do liczących się. Jako drugi w naszym regionie ełcki PRIM zdobył II-ligowe szlify. O obliczu ełckiej drużyny decydowali wówczas tacy zawodnicy jak: Mikołaj Citko, Ryszard Karp, Zenon Seniuta, Wojciech Czerniawski, Tadeusz Kondzielewski, Henryk Łakomski, Sławomir Mutor, Ryszard Kamiński.

Chyba mało kto pamięta, iż w 1993 roku złoty medal na Mistrzostwach Polski wywalczyła juniorska para PRIM Ełk: Roman Tarantowicz – Marcin Czerniawski, a w rywalizacji drużynowej ełcki team uzupełniony niezwykle uzdolnioną parą dziewcząt: Urszulą Rybałko i Anetą Jagłowską zdobył brązowy medal.

To oczywiście największe sukcesy. Do nich należałoby dodać liczne, udane turnieje regionalne i ogólnokrajowe. Należy także dodać, iż ełcki ośrodek brydżowy nie działałby tak dobrze gdyby nie zaangażowanie Ryszarda Karpa i Edmunda Olszewskiego, których należy zaliczyć do najbardziej zasłużonych działaczy brydża sportowego w regionie.

Więcej: POWIAT.ELK.PL nr 3 (9)/2013

Sport