Kategoria: Proponowane

wybory2014Dlaczego warto chodzić na wybory? Bo tylko od nas zależy kto i jak będzie nami rządził!

Czy są ludzie, których nie obchodzą sprawy takie jak np. dobra praca, edukacja naszych dzieci, nasze bezpieczeństwo, wygląd trawników, chodników i ulic? Każdy z nas chce by w jego regionie poprawiała się jakość życia, by mieszkało się wygodniej, spokojniej, po prostu lepiej. Wszyscy wolelibyśmy, aby nasze rozmowy nie skupiały się na fatalnym zarządzaniu powiatem, miastem, czy wsią, a dotyczyły dumy z bycia mieszkańcem.

Czy w naszym samorządzie będzie dobrze czy źle zależy tak naprawdę tylko od nas – od tego czy pójdziemy na głosowanie w wyborach samorządowych 16 listopada i jakiego dokonamy wyboru.

„Odpuszczenie” sobie lokalnych wyborów może mieć przykre konsekwencje. Nie ma jaśniejszego sygnału, że jakiś region jest nieistotny, niż niska frekwencja. Jeśli ludziom nie zależy, nie będzie zależało samorządowcom. Jakie to ma skutki? Chociażby mniejsze dopłaty unijne, mniejsze inwestycje, mniej pracy, biedniejszy samorząd, a tym samym uboższe życie naszych rodzin.

Wielokrotnie zdarzało się, zwłaszcza w wyborach samorządowych, że wyniki poszczególnych kandydatów różniły się bardzo niewielką liczbą głosów. Czasem wystarczyłoby namówić naszych znajomych aby poszli na wybory i zmieniłoby to wynik głosowania. Warto przypomnieć powszechnie znane powiedzenie: jeżeli nie interesujesz się polityką, to ona zainteresuje się tobą. Jeżeli nie idziemy na wybory, to pozwalamy, aby inni wybierali za nas – często inaczej niż byśmy chcieli.

Nie trzeba także tłumaczyć jak ważne jest przemyślane głosowanie – kierowanie się nie intuicją, nie wyborem szyldu, a przekonaniem, że wybieramy osobę kompetentną i mądrą, bo tylko taka zasługuje na nasz głos. Dlatego zawsze warto poznać kandydatów – kim są, czym się zajmują, co osiągnęli. Jeśli tego nie zrobimy do głosu mogą dojść osoby, które do decydowania o samorządach są kompletnie nieprzygotowane, działające populistycznie, z filozofią –  po nas to choćby potop. Co to oznacza dla nas mieszkańców? Nie trudno sobie wyobrazić.

Oczywiście zdarza się, że popełnimy błąd, głosujemy na ludzi, których wybór był wielką głupotą, bo przez cztery lata zrobili „mniej niż zero”. Pamiętajmy jednak, że mamy prawo i możliwość odsunięcia ich od władzy, a rozsądek nakazuje uczyć się na błędach, a nie popełniać je ponownie. Niestety, w kraju gdzie tak mało dobrych polityków, nie stać nas na to, aby również wyborcy byli nie dość dojrzali.

Proponowane Samorząd

MarudaPowiało nowoczesnością. Pomijając fakt, iż wizytę wyznaczono mi z terminem kilkumiesięcznym, to wydawało się, że koszmar całego dnia spędzonego w poczekalni przed gabinetem lekarza jest już tylko niemiłym wspomnieniem.

Niezwykle sympatyczna pani w recepcji szpitala kilka razy wyjaśniała mi, że wizytę mam na godzinę dziesiątą rano, numer szósty i pod żadnym pozorem nie wolno mi przychodzić ani wcześniej, ani później tylko o wyznaczonym czasie. Zrozumiałem za pierwszym razem, ale ona uparcie … proszę pamiętać, proszę się dostosować.

Tak jest! – odpowiedziałem i zgodnie z poleceniem zameldowałem się przed gabinetem numer 29 po czterech miesiącach o godzinie dziewiątej minut czterdzieści pięć. W pierwszym odruchu cofnąłem się jednak. Koszmar powrócił. Przed gabinetem było chyba z trzydzieści osób. O matko! – pomyślałem, to jakieś sześć godzin czekania.

Jak każda długa kolejka miała swojego wodzireja. Śmieszny pan, lat około sześćdziesięciu, najwidoczniej brylował pośród licznych swoich rówieśników. Tragedia, tragedia – mówił – w jakim kierunku ten kraj zmierza. Gdzie moralność z dawnych lat, gdzie szacunek do innego człowieka. Co ten Tusk zrobił – oburzał się – a wie pani – mówił nie wiadomo do której – że już nam nawet płeć chcą zmieniać. Już nie długo nie będę mężczyzną, a pani kobietą, tylko nie wiadomo czym. I tak będą w dokumentach pisać. „Ono”. To skandal, tak źle jeszcze nie było. Gdzie jakiekolwiek zasady? 

Monolog o moralności trwał, lecz ja na szczęście przypomniałem sobie – mam karteczkę! Numer szósty, a nie trzydziesty szósty! Grzecznie więc zapytałem: przepraszam, kto ma numer piąty? Odpowiedziała mi cisza. Co prawda jakaś pani chciała chyba powiedzieć, że tak ja mam, ale spojrzała na śmiesznego pana i nie była w stanie wydusić z siebie czegokolwiek. Powtórzyłem pytanie, ale efekt ten sam. Cisza.

A czego się pan dopytujesz? – śmieszny pan zmierzył mnie lodowatym spojrzeniem.  Grzecznie mu tłumaczę, że miła pani w recepcji wyjaśniła, że są zasady, żeby się dostosować … co mi tu pan wyjeżdżasz z zasadami – warknął – tu nie ma żadnych zasad. Kto pierwszy ten lepszy. Siadaj pan i czekaj na swoją kolej! No zaraz – mówię raz jeszcze – skoro lekarz coś ustalił, to trzeba się dostosować. Jakieś zasady muszą być. Panie – odpowiedział – kogo obchodzą jakieś zasady. Teoria, a praktyka w naszym kraju to dwie różne rzeczy. Już nie odpowiedziałem, bo po co. Z takimi ludźmi się nie dyskutuje. Oni i tak wiedzą najlepiej. Wkrótce okazało się nawet, że gość w ogóle nie był zarejestrowany w tym dniu do lekarza.

Przykre jest, że to właśnie przez takich ludzi, jak ten śmieszny pan, często nie obowiązują żadne zasady. To ludzie, którzy z frazesami o moralności i prawdy na ustach postępują dokładnie odwrotnie, terroryzując przy tym wszystkich słabszych.

Proponowane Społeczeństwo

shutterstock_12202408W polskich samorządach modną kwestią stał się ostatnio temat karty rodziny 3+. Sprawa jest ważna, bo związana z pomocą rodzinom wielodzietnym. Niestety mało się przy tym mówi o samotnych rodzicach.

Samotna matka czy ojciec mogą wychować dzieci tak samo dobrze, jak oboje rodziców i to pomimo licznych przeszkód, z którymi muszą się borykać. Pojawiające się na co dzień problemy, często kompletnie nie znane obojgu rodzicom, powodują, że życie niepełnej rodziny jest o wiele trudniejsze niż w rodzinach wielodzietnych.

Samotny rodzic staje przed koniecznością godzenia obowiązków domowych z zawodowymi, co wymaga niezwykle dużego wysiłku i zaangażowania. Jako jedyny żywiciel rodziny często musi podejmować dodatkowe prace zarobkowe, aby zapewnić dzieciom niezbędne warunki materialne. Przeciążenie jednego opiekuna może powodować dodatkowe trudności. Zaangażowanie w utrzymanie rodziny sprawia, że pozostaje mało czasu na dłuższe kontakty z dziećmi, na wspólne rozmowy i bycie ze sobą – co czasem doprowadza do problemów wychowawczych.

Pojawiających się trudności jest tak wiele, że jedna osoba czasami z trudem je „dźwiga”. Samotni rodzice muszą być naprawdę silni, ale nawet silnym ludziom potrzebna jest pomoc. Sprawne funkcjonowanie systemu wsparcia samotnych rodziców jest z pewnością następstwem działań podejmowanych przez różne podmioty: pomoc społeczną i władze lokalne. Niemniej to rola lokalnych samorządów: gmin i powiatów wydaje się być ogromna i z pewnością nie może ograniczać się tylko i wyłącznie do koordynowania różnych działań w tym zakresie (nie twierdzę, że tylko tak jest!).

Samotni rodzice oczekują bardzo wymiernej pomocy. Co zatem można dla nich zrobić w samorządzie?

Najważniejsza jest oczywiście pomoc finansowa, albo taka, która wpływa na poziom dochodów. Samorządu nie zawsze stać na wypłacanie dodatkowych zasiłków, ale jest mnóstwo innych instrumentów, które mają wpływ na poziom życia rodziny: ulgi w przedszkolu, ulgi w opłacie śmieciowej i podatku od nieruchomości, dofinansowanie wyprawki szkolnej, indywidualne dofinansowanie do posiłków w stołówkach szkolnych, rezygnacja z opłaty za psa lub kota … „pole do popisu” jest całkiem spore. Poza tym, skoro jest karta rodziny 3+ to czemu nie stworzyć też karty samotnego rodzica?

Wielu samotnych rodziców oczekuje tylko i wyłącznie umożliwienia im pracy zarobkowej. Oczywiście dotyczy to m.in. tworzenia nowych miejsc pracy, ale równie ważne jest zapewnienie opieki dla dzieci: ułatwienie dziecku dostania się do przedszkola, bezpłatne świetlice otwarte do wieczora, czy przedszkola i żłobki czynne do późniejszych godzin. Wydaje mi się, że ciągle bardzo ważne jest promowanie przez samorządy zatrudnieniowego charakteru opieki nad dziećmi i lobbing w tym zakresie w polskim parlamencie.

Istotna jest też fachowa pomoc udzielana przez lekarzy, psychologów, prawników… Szczególnie sprawne funkcjonowanie profesjonalistów w jednostkach organizacyjnych samorządów terytorialnych jest bardzo istotnym wsparciem samotnych rodziców. Warto zatem zadbać o ten profesjonalizm poprzez częste szkolenia pracowników samorządowych. W wielu miastach funkcjonuje stanowisko asystenta rodziny, może warto pomyśleć o rozwoju tego pomysłu.

Szkolić trzeba też samych rodziców. W dużych miastach popularnością cieszą się przedsięwzięcia typu „Akademia Rodzica”, czyli różnego rodzaju warsztaty rozwijające umiejętności wychowawcze. W Ełku przykładem jest zorganizowanie przez Starostwo Powiatowe warsztatów „Tato-Córka” i „7 sposobów efektywnego ojcostwa”, ale to niestety tylko sporadyczne przypadki.

Wspierając samotnych rodziców pamiętajmy, że w ten sposób pomagamy przede wszystkim ich dzieciom. Dobro dziecka jest taką prawdą, której nikt roztropny nie kwestionuje, problem tylko w tym, że jak coś nas bezpośrednio nie dotyczy to tematu możemy nie dostrzegać. A zagadnienie samotnych matek i ojców koniecznie musi być dostrzeżone przez lokalnych polityków i samorządowców.

Fot: magazynpl.co.uk

Polityka społeczna Proponowane Samorząd Społeczeństwo

486476Czy ktoś w naszym kraju jest dziś w stanie określić kto jest polityczną prawicą, a kto lewicą? Wymienić jakie partie trzymają się jakich idei?

Przypuszczam, że łatwo przyszywamy łatki „prawica”, „lewica”, ale czynimy to beznamiętnie, kierując się raczej nawykami, niż jakąkolwiek analizą głoszonych ideologii.

Podobno prawicowy PiS, poglądy gospodarcze ma czysto socjalistyczne, a gdy rządził podobno lewicowy SLD realizował program liberalny. Także Platforma czasem rozhuśtana jest od prawa do lewa i czasem trudno wyborcy się połapać jak daleko od centrum wychyla się wahadło. I chyba jedynie Korwin Mikke z uporem maniaka, od ponad 20 lat powtarza wciąż to samo.

Inni są niezwykle elastyczni. Ich poglądy kształtują nie idee, a badania marketingowe, europejskie trendy polityczne, ba, nawet czasowa moda. Owszem podczas kampanii partie stawiają na konkretny elektorat, ich przedstawiciele deklarują lewicowość albo prawicowość, ale trudno mówić o jakiejś stałości i gwarancjach na przyszłość.

Najlepszym przykładem jest chyba Janusz Palikot, od kilku lat kreujący się na nową, zaangażowaną ideowo lewicę. Każdy obserwator sceny polskiej politycznej bez problemu bowiem przyzna, iż trudno uznać ludzi Palikota za wiernych jakiejś idei. Owszem, są czasem głośni, ale większość z nich zmienia poglądy i przekonania tak często jak ich lider. Dziś gorliwi katolicy, jutro zawzięci antyklerykałowie. Dziś krzyczą, że fabryki powinno budować państwo, wczoraj lub jutro – że to chory, utopijny pomysł. Ze skrajności w skrajność w zależności od potrzeby politycznej.

Ważne, abyśmy w tym miejscu rozróżnili ludzi z ideami, mających swoje wierzenia i poglądy, od tych co cynicznie to tylko udają i agresywnie wykrzykują o czymś we wszystkich możliwych mediach.

Obecnie coraz trudniej jest mówić o polityce jako o sporze ideowym. Konserwatyzm, liberalizm czy socjalizm nie stanowią już wewnętrznie spójnych propozycji światopoglądowych. Za to wszyscy staliśmy się specjalistami od wizerunku, a kampania wyborcza niczym nie różni się od kampanii reklamowej proszku do prania. Więcej czasu spędzamy nad kształtem i kolorami ulotki wyborczej niż nad programem, bo przecież i tak nikt nie czyta. PR to jedyna obowiązująca powszechnie w dzisiejszych czasach ideologia polityczna.

Dzisiaj już prawie nikt nie mówi o ideach. Dziś mówi się jak konkretne działanie wpłynie na popularność polityka. Dobry polityk – po pierwsze mówi to, co wyborca chce usłyszeć, a po drugie musi dostarczać mu rozrywki. Właściwie, to nie jest istotne co polityk mówi, ważne jest, że go pełno w mediach i czasem jest ciekawie, a nawet śmiesznie.

Dla zdrowego na umyśle polityka lepiej byłoby, gdyby nie był wyrazisty. Bycie wyrazistym, posiadającym wierzenia i przekonania przynosi tylko problemy. Naraża bowiem na bezlitosny atak przeciwników politycznych, ale nie dlatego, że oni myślą inaczej, tylko dlatego, że akurat, często przez przypadek idą do wyborów pod innym szyldem politycznym. Bo w Polsce, w każdej, nawet najdrobniejszej sprawie, przeciwnik polityczny musi być agresywnym opozycjonistą bez względu na celowość sprzeciwu.

Poza tym łatwo jest mówić: Trzeba mieć własną twarz, a nie dążyć do poklasku – tyle że prawda jest brutalna – ludzie z twarzą, z wiara we własne poglądy, którzy nie dbają o PR często „bujają się” gdzieś w niebycie politycznym. Tymczasem politycy bez idei, cynicy, ciągle pływają po powierzchni jak g… na wodzie. I gdzie ty sprawiedliwość?

Nic także dziwnego, że umiarkowani politycy postępują zgodnie z zasadą – lepiej zapobiegać jak leczyć – i gdy w radzie, sejmie jest głosowanie nad sprawą, która wymaga określenia się ideowego, postawienia na wyrazistość, po prostu znikają. Nie ma ich na sesji, wstrzymują się od głosu lub w ogóle nie biorą udziału w głosowaniu budując do tego naprędce wymyślone uzasadnienie.

Co zatem mają nam do zaoferowania dzisiejsi politycy, wykreowani przez spin doktorów w rodzaju Piotra Tymochowicza? Chyba niewiele. Ze strony ludzi bezideowych raczej niczego pozytywnego nie należy oczekiwać. Bezideowość jest bardzo niepokojąca, bo może prowadzić do deprawacji charakteru. Nepotyzm, korupcja, oszustwa to coraz częściej nagłaśniane skutki bezideowości. Z takimi ludźmi nie ma porozumienia, bo oni nie mają twarzy. Co więcej, istnieje duża szansa, że możemy być przez nich w każdej chwili zdradzeni.

W dzisiejszej polityce kompletnie nie liczy się też zaplecze intelektualne. Polityk nie musi być intelektualistą, powtórzę się pisząc, że musi być jak Paris Hilton, która sławna jest z tego, że jest sławna. Co gorsza, mam wręcz wrażenie, że polityczni liderzy do pomocy chętniej wybierają ludzi z ograniczonym poziomem inteligencji. Taki – radny, poseł – nie zadaje pytań, idzie przez życie „jak taran” w kierunku, w którym popychają go jego promotorzy, nie ma własnych poglądów, przekonań, wierzeń i co niestety ważne dla decydentów – własnych pomysłów. Jest karny, jak trzeba zagłosuje, jak trzeba „naszczeka” na przeciwników. Wystarczy wskazać mu palcem – co lub kto i wydać odpowiednią komendę.

Każdy z nas twierdzi, że naszym codziennym doświadczeniu jesteśmy bardziej skłonni ufać ludziom, którzy w coś wierzą, umieją myśleć i szukają prawdy, niż takim, którzy są takich cech pozbawieni. Trochę dziwne, że potem podczas wyborów jakoś o tej prawdzie zapominamy głosując – sam nie wiem czym się kierując, bo w większości przypadków na pewno nie racjonalnością. Taka ignorancja jest żenująca i źle świadczy o kondycji intelektualnej dzisiejszego wyborcy.

Rys: archiwum.rp.pl

Polityka Proponowane

128567_1267789221_7cf4_pDar wyobraźni niestety nie jest dany wszystkim. Rodzi to gatunek „pijawek” – osób, które jak pasożyty muszą podczepić się pod jakiegoś „żywiciela”.

Pomysłowość, kreatywność i innowacyjność związane z wyobraźnią to cechy, które wśród tłumu przeciętnych osób wyróżniają ludzi wartościowych. Połączone z pracowitością tworzą prawdziwych liderów.

Są jednak osoby nimi nie obdarzone, które nie wiem jak bardzo by się starały, i tak nie są w stanie pokonać własnych ograniczeń. Pchane przez ambicje, pozbawione daru wyobraźni sięgają zbyt daleko i nie są w stanie samodzielnie osiągnąć narzuconych sobie, nierealnych celów. Pozostaje im wówczas kradzież pomysłów i idei, kopiowanie rozwiązań oraz działań.

Mimo iż pasożyt nie wnosi nic pozytywnego, to szczerze żal mi ludzi, którzy nie potrafią wskrzesić w sobie żadnej inwencji i żerują na cudzych pomysłach oraz sukcesach. Ciężko jest żyć ze świadomością, że jest się miernotą… ale ciężej jest dla otoczenia, gdy miernota nie zdaje sobie sprawy z własnej mizerii.

W zasadzie nie wiem jak reagować, gdy ktoś kradnie mi pomysł. Zdrowa konkurencja zawsze mobilizuje. Nie mam nic przeciwko inspiracjom. Jednakże trudno zrozumieć działalność człowieka, który przez wiele lat udowadniał, że kreatywność i pomysłowość są mu kompletnie nieznane, a nagle zaczyna udawać kogoś, kim nie jest. Ba, pchany jakimś dziwnym przeświadczeniem, że oto on właśnie coś w życiu osiągnął, zaczyna krytykować, recenzować i torpedować inicjatywy innych.

Naprawdę przykro patrzeć, gdy ktoś mój pomysł naśladuje i realizuje nieudolnie, zniekształcając ideę, tym samym zniechęcając ludzi do tego typu inicjatyw. Muszę jednak przyznać, że w polityce zawsze znajdują się jakieś sępy, które, mówiąc dosadnie, w prostacki sposób próbują „wczołgać się” po czyichś plecach, zniekształcając ocenę osób uczestniczących później w wyborach.

Jednakże, co pocieszające, brak wyobraźni nie pozwala sępom zauważyć, iż w dłuższym okresie podczepianie się pod innych nie przynosi efektu. Ludzie w swoich wyborach ostatecznie i tak wyeliminują pasożyta z życia społecznego. Nikt bowiem nie lubi plagiatu, nikt nie chce popierać oszustów.

Niestety pasożyty są elementem każdego ekosystemu i nie da się ich całkowicie wyplenić. W miejsce jednego pojawia się natychmiast następny … a taka myśl jest mało optymistyczna.

Fot: wiadomosci24.pl

Proponowane Społeczeństwo