Będzie nam się żyło lepiej! Wszystkim!

Mleczko - obietnice wyborczeJak nic, będzie żyło się nam lepiej. Wszystkim! I naprawdę bez znaczenia jest kto wygra październikowe wybory parlamentarne.

W ubiegłą sobotę swój program przedstawiły i PO, i PiS, główne siły polityczne naszego kraju. Obecny wysyp obietnic wyborczych obu formacji jest bogaty jak przysłowiowy róg obfitości, a ich realizacja z pewnością odblokuje rzekę mleka i miodu, która wkrótce zaleje nas szerokim strumieniem – która dla nas wszystkich, bez wyjątku bezwzględnie się należy.

Dla zwiększenia optymizmu w narodzie może przemilczmy temat finansowania obietnic. To tak mało istotna kwestia, którą żadna partia raczej nie zaprząta sobie głowy.

Szczególnie mocno ożywiła się Platforma. Co prawda nie sądzę, aby to ożywienie coś w wyborach pomogło, gdyż niechęć i znużenie społeczeństwa do ugrupowania Ewy Kopacz jest aż nadto widoczna, to jednak myślę, że warto przyjrzeć się niektórym propozycjom, bo o dziwo naprawdę mogą być ciekawe – mimo iż przedstawiono je w sposób bełkotliwy i całkowicie niezrozumiały.

Platforma proponuje mianowicie znaczącą reformę systemu podatkowego. Likwidacja składek ZUS i na Fundusz Zdrowia brzmi nieźle, ale to nie znaczy, że przestaniemy to płacić, a pieniądze zostaną w naszych kieszeniach. PO proponuje płacenie tylko jednej daniny – podatku PIT, z którego to państwo opłaci pozostałe składki. Co to zmienia? Zamiast dwóch oddzielnych bytów (ZUS-u i Urząd Skarbowy) z dwoma armiami urzędników będzie tylko jedna firma – Urząd Skarbowy z jedną armią gryzipiórków. Zamiast dwóch kontroli przedsiębiorcom będzie groziła tylko jedna! Zamiast kilku systemów informatycznych – jeden itd. Itd. Na samej redukcji urzędniczej państwo zaoszczędzi ponoć około 1 mld złotych rocznie!

Jedna danina to znaczne uproszczenie przepisów podatkowych, a tym samym likwidacja i z pewnością oszczędności na niezliczonej ilości firm doradczych i konsultingowych, bez których nasi przedsiębiorcy dotychczas poruszali się niemal po omacku – aby „rozświetlić” sobie drogę pomiędzy paragrafami ustaw podatkowych musieli naprawdę słono płacić.

Podoba mi się też pomysł PO dotyczący likwidacji sponsorowania bytności związków zawodowych z budżetu państwa. To praca społeczna i nie rozumiem dlaczego mamy utrzymywać ich z naszych podatków. Niech utrzymują się z własnych składek, płacą za swoje hotele nad morzem, kocyki i pasze dla swoich psów – tak będzie uczciwiej.

W PO chcą walczyć ze „śmieciówkami”. Chyba dobre są propozycje dotyczące ograniczenia i nadużywania tego zjawiska. Nowe jednolite kontrakty rzeczywiście mogą zlikwidować patologię niepłacenia ZUS-u, zaniżania kosztów pracy, dyskryminacji pracowników chociażby przy udzielaniu urlopów. Szkoda tylko, że PO obudziła się tak późno, bo przez to jest trochę mało wiarygodna.

A co w Prawie i Sprawiedliwości?

Beata Szydło miała na ostatniej konwencji duży plik dokumentów – ponoć gotowych ustaw, którymi ochoczo wymachiwała krzycząc, że rozwiążą nam one wszystkie problemy. Super, tyle że już kiedyś Tusk machał plikiem kartek krzycząc, że coś ma – okazały się puste.

Wracając do obietnic – krokiem w dobrą stronę jest propozycja PiS-u dotyczący obniżenia do 15 proc. składki CIT dla najmniejszych firm. W większości są to jak przypuszczam małe firmy rodzinne, które obecnie mają zbyt dużo niepotrzebnych obciążeń. To właśnie te przedsiębiorstwa w dużej mierze decydują o polskim wzroście gospodarczym i dobrze, że PiS to widzi. Oby tylko nie zapomniał i dalej to widział po wyborach.

Dobrze też, że obiecano  500 złotych na dziecko. To spora kasa, która zawsze się przyda. Przyznam, iż chwalę tę propozycję mocno egoistycznie przez pryzmat własnej kieszeni nie patrząc na skutki tej obietnicy dla budżetu państwa.

Obie partie zgodnie obiecały ustalenie minimalnej pracy godzinowej w wysokości 12 złotych, zgodnie dostrzegły potrzebę ulżenia emerytom wydającym zbyt dużo na leki – choć muszę przyznać, iż podejrzliwy trochę jestem w stosunku do obietnicy Pis-u, bo przecież nie tak dawno przekonywali naród, że w Polsce wieku emerytalnego mało kto dożywa. Skoro tak, to czy nie uczciwiej byłoby ustalić wiek darmowych leków na 60 lat, a nie jak w propozycji 75 lat? Kto z tego skorzysta? Według PiS-u chyba tylko garstka szczęśliwców.

Ciekawy jestem, gdzie podziały się wcześniejsze obietnice PiS-u dotyczące obniżenia wieku emerytalnego i podniesienia kwoty wolnej od podatku? Jeżeli to nie przeoczenie, tylko celowe unikanie i wycofywanie się z tych obiecanek, to tylko będę bił brawo. Obniżenie wieku emerytalnego zniszczyłoby budżet państwa, zwiększenie kwoty wolnej od podatku nam by nie pomogło, a mocno „uderzyłoby” w finanse samorządów.