Antyideowość współczesnej polityki

486476Czy ktoś w naszym kraju jest dziś w stanie określić kto jest polityczną prawicą, a kto lewicą? Wymienić jakie partie trzymają się jakich idei?

Przypuszczam, że łatwo przyszywamy łatki „prawica”, „lewica”, ale czynimy to beznamiętnie, kierując się raczej nawykami, niż jakąkolwiek analizą głoszonych ideologii.

Podobno prawicowy PiS, poglądy gospodarcze ma czysto socjalistyczne, a gdy rządził podobno lewicowy SLD realizował program liberalny. Także Platforma czasem rozhuśtana jest od prawa do lewa i czasem trudno wyborcy się połapać jak daleko od centrum wychyla się wahadło. I chyba jedynie Korwin Mikke z uporem maniaka, od ponad 20 lat powtarza wciąż to samo.

Inni są niezwykle elastyczni. Ich poglądy kształtują nie idee, a badania marketingowe, europejskie trendy polityczne, ba, nawet czasowa moda. Owszem podczas kampanii partie stawiają na konkretny elektorat, ich przedstawiciele deklarują lewicowość albo prawicowość, ale trudno mówić o jakiejś stałości i gwarancjach na przyszłość.

Najlepszym przykładem jest chyba Janusz Palikot, od kilku lat kreujący się na nową, zaangażowaną ideowo lewicę. Każdy obserwator sceny polskiej politycznej bez problemu bowiem przyzna, iż trudno uznać ludzi Palikota za wiernych jakiejś idei. Owszem, są czasem głośni, ale większość z nich zmienia poglądy i przekonania tak często jak ich lider. Dziś gorliwi katolicy, jutro zawzięci antyklerykałowie. Dziś krzyczą, że fabryki powinno budować państwo, wczoraj lub jutro – że to chory, utopijny pomysł. Ze skrajności w skrajność w zależności od potrzeby politycznej.

Ważne, abyśmy w tym miejscu rozróżnili ludzi z ideami, mających swoje wierzenia i poglądy, od tych co cynicznie to tylko udają i agresywnie wykrzykują o czymś we wszystkich możliwych mediach.

Obecnie coraz trudniej jest mówić o polityce jako o sporze ideowym. Konserwatyzm, liberalizm czy socjalizm nie stanowią już wewnętrznie spójnych propozycji światopoglądowych. Za to wszyscy staliśmy się specjalistami od wizerunku, a kampania wyborcza niczym nie różni się od kampanii reklamowej proszku do prania. Więcej czasu spędzamy nad kształtem i kolorami ulotki wyborczej niż nad programem, bo przecież i tak nikt nie czyta. PR to jedyna obowiązująca powszechnie w dzisiejszych czasach ideologia polityczna.

Dzisiaj już prawie nikt nie mówi o ideach. Dziś mówi się jak konkretne działanie wpłynie na popularność polityka. Dobry polityk – po pierwsze mówi to, co wyborca chce usłyszeć, a po drugie musi dostarczać mu rozrywki. Właściwie, to nie jest istotne co polityk mówi, ważne jest, że go pełno w mediach i czasem jest ciekawie, a nawet śmiesznie.

Dla zdrowego na umyśle polityka lepiej byłoby, gdyby nie był wyrazisty. Bycie wyrazistym, posiadającym wierzenia i przekonania przynosi tylko problemy. Naraża bowiem na bezlitosny atak przeciwników politycznych, ale nie dlatego, że oni myślą inaczej, tylko dlatego, że akurat, często przez przypadek idą do wyborów pod innym szyldem politycznym. Bo w Polsce, w każdej, nawet najdrobniejszej sprawie, przeciwnik polityczny musi być agresywnym opozycjonistą bez względu na celowość sprzeciwu.

Poza tym łatwo jest mówić: Trzeba mieć własną twarz, a nie dążyć do poklasku – tyle że prawda jest brutalna – ludzie z twarzą, z wiara we własne poglądy, którzy nie dbają o PR często „bujają się” gdzieś w niebycie politycznym. Tymczasem politycy bez idei, cynicy, ciągle pływają po powierzchni jak g… na wodzie. I gdzie ty sprawiedliwość?

Nic także dziwnego, że umiarkowani politycy postępują zgodnie z zasadą – lepiej zapobiegać jak leczyć – i gdy w radzie, sejmie jest głosowanie nad sprawą, która wymaga określenia się ideowego, postawienia na wyrazistość, po prostu znikają. Nie ma ich na sesji, wstrzymują się od głosu lub w ogóle nie biorą udziału w głosowaniu budując do tego naprędce wymyślone uzasadnienie.

Co zatem mają nam do zaoferowania dzisiejsi politycy, wykreowani przez spin doktorów w rodzaju Piotra Tymochowicza? Chyba niewiele. Ze strony ludzi bezideowych raczej niczego pozytywnego nie należy oczekiwać. Bezideowość jest bardzo niepokojąca, bo może prowadzić do deprawacji charakteru. Nepotyzm, korupcja, oszustwa to coraz częściej nagłaśniane skutki bezideowości. Z takimi ludźmi nie ma porozumienia, bo oni nie mają twarzy. Co więcej, istnieje duża szansa, że możemy być przez nich w każdej chwili zdradzeni.

W dzisiejszej polityce kompletnie nie liczy się też zaplecze intelektualne. Polityk nie musi być intelektualistą, powtórzę się pisząc, że musi być jak Paris Hilton, która sławna jest z tego, że jest sławna. Co gorsza, mam wręcz wrażenie, że polityczni liderzy do pomocy chętniej wybierają ludzi z ograniczonym poziomem inteligencji. Taki – radny, poseł – nie zadaje pytań, idzie przez życie „jak taran” w kierunku, w którym popychają go jego promotorzy, nie ma własnych poglądów, przekonań, wierzeń i co niestety ważne dla decydentów – własnych pomysłów. Jest karny, jak trzeba zagłosuje, jak trzeba „naszczeka” na przeciwników. Wystarczy wskazać mu palcem – co lub kto i wydać odpowiednią komendę.

Każdy z nas twierdzi, że naszym codziennym doświadczeniu jesteśmy bardziej skłonni ufać ludziom, którzy w coś wierzą, umieją myśleć i szukają prawdy, niż takim, którzy są takich cech pozbawieni. Trochę dziwne, że potem podczas wyborów jakoś o tej prawdzie zapominamy głosując – sam nie wiem czym się kierując, bo w większości przypadków na pewno nie racjonalnością. Taka ignorancja jest żenująca i źle świadczy o kondycji intelektualnej dzisiejszego wyborcy.

Rys: archiwum.rp.pl